Zeus – W poszukiwaniu siebie (2020)

Zeus jest niekiepskim raperem nagrywającym kiepskie płyty. Trochę jak Bisz, którego od pierwszych wersów “Golden Gate” zaczął mi do złudzenia przypominać. Albo o którym mi przypomniał. Innych złudzeń, odnoszących się do samego poziomu nagrań, nie miałem. Kiedy sięgnąłem po nowy album. Jednak kwestia jest inna. Czy “W poszukiwaniu siebie” pozwala zapomnieć o tym, że “Jest super” nie jest super, a “To pomyłka” to… Czy łodzianinowi udało się odnaleźć, czy może pogubił się zupełnie? Na te pytania, już kończąc wstęp jakby to była licealna rozprawka, postaram się odpowiedzieć w poniższej recenzji.

I zaczynając jej właściwą część wzorem aspirujących Youtuberów, zapraszam do przeczytania.

Wydaje się, że wciąż nic się nie zmieniło. Nie zmieniło się, odkąd zmieniło się życie Kamila Rutkowskiego. I że kiedy jest lepiej (albo właśnie super), to coś przepada na dobre. Coś się zyskuje, coś się traci. Dużo łatwiej mówić o tym, co odbiera głos niż o tym, co niewysłowione – tym bardziej w rapie. Tak podejrzewam. Jednak to, że komuś się układa, jest bez porównania ważniejsze od tego, jakie ułoży wersy. Ale Zeus powraca. Do formy (choć ta – muzycznie – wciąż jest wręcz easylisteningowa). Przygląda się temu, co szczęśliwie minione, z odpowiedniej perspektywy, jaką potrafi czasem dać upływający czas i lepsza kondycja psychiczna. Powraca do dzieciństwa, do dawnego związku (chciałbym częściej słyszeć takie linijki jak “twoja skóra była biała jak śnieg / wnętrze jak skład porcelany / (…) / wziąłem, co chciałem / a resztę potłukłem ściany”, a jednocześnie nie chciałbym, by ktoś mógł je z serca napisać). I kiedy skupia się tylko na tym, czyli na rozrachunku/wiwisekcji/spowiedzi, potrafi dotknąć, w pewien sposób poruszyć. Jego głos jako rapera, który nie pasuje do roli rapera w ponowoczesnym e-świecie, również jest wart usłyszenia. Jeśli ktoś szuka w rapie erudycyjności, to będzie miał trochę adnotacji do zrobienia/poczytania na Geniusie (podoba mi się przywołujący Ciorana fragment “wkładasz maskę / żeby twarz zachować”). Jako głos pokolenia, którym nie zostanie, nie jest wprawdzie mniej przekonujący niż Taco czy Mata, ale to nie znaczy, że jest przekonujący. Co niezaskakujące, najlepiej wypada wtedy, kiedy nie wychodzi poza siebie. I kiedy nawija niejako poza czasem, nie zwracając uwagi na rzeczywistość, w której jest osadzony. Ale to refleksja wynikająca z przekonania, że rap nie ma być kosmiczny, chyba że mowa o egotycznym mikrokosmosie autorskim. Prawdy o świecie można wygłosić bez wygłaszania prawd o świecie.

Jeśli jesteś znudzony nowym polskim rapem i nie masz nudności, gdy rap jest przystępny, jeśli nie szukasz bangerów (podkłady Klonovsky’ego raczej hiciarskie nie są) i nie rażą Cię kobiece refreny (Justyna Kuśmierczyk), jeśli szukasz przekazu innego w wersach innych niż te mówiące o przekazie – sprawdź. Może się okazać, że będziesz miło rozczarowany.


ZEUS, W poszukiwaniu siebie, Step

(skala ocen: 0.5-5.0)