Z ręką na pulsie (#87-88): Billie Eilish, Don Poldon, Lastryko, Lucy Rose, Swans, szkło (i in.)

Billie Eilish – When We All Fall Asleep, Where Do We Go? (Interscope)

Smuciło mnie, przed samym sięgnięciem po muzykę, to, jak odbierana jest sama Billie Eilish. Jako osoba. Przypominało to wręcz polowanie na czarownicę. Jedną. Być może napiszę o tym szerzej, jeśli poczuję się na siłach. Na razie posłuchałem płyty. Słucham. I jeśli tak wygląda twarz mainstreamowego popu (mam na myśli oblicze muzyki), to wybaczcie, ale chciałoby się ją pogładzić wierzchem dłoni po policzku.

Don Poldon – Vagabundus (wyd. własne)

Mój pech polegał na tym, że najpierw trafiłem na “Suotę”. Gdyby Don Poldon udawał – albo gdyby umówił się tak ze słuchaczami – że mamy 2006 rok, to mógłby sobie nawet drwić, podchodzić ironicznie do siebie, do nas, do stylistyki, w ogóle do wszystkiego i wszystkiego, i tak bym się jarał. A tak to polski rap z 2k19 jak nie był dobry, tak dobry nie jest.

Funereal Presence – Achatius (Sepulchral Voice)

To, że pierwszy kwartał roku nie rozpieszczał fanów black metalu, w niczym nie umniejsza Funereal Presence. “Achatius” to najciekawsza (pro)pozycja z tego okresu. I to mimo tego, że odsłania wszystkie karty już w pierwszych kilku minutach. Rekę ma bardzo mocną. Do tego speedmetalowy szkielet i średniowiecznego ducha. Jednakże to coś więcej niż osobliwa ciekawostka. Warto się o tym przekonać.

Posłuchać można tutaj.

Jan LF Strach – Trudne energie, proste rozwiązania EP (BAS)

Mam satysfakcję. I dlatego, że od dawna mówiłem, jakie to dobre (ale mój głos jest słaby i nikły), i dlatego, że to, co jest takie dobre, w końcu zaczyna być słuchane. Twórcza energia Jana LF Stracha, sprzęgająca się z energią życiową (dawno nie-obecną w tak oczywisty sposób), odpowiednio skupiona dzięki szkiełku i oku produkującego materiał Julka Tarasiuka, musi się udzielić takiemu szaremu konsumentowi kultury jak ja. Feeria barw, milion pomysłów, całkowita osobność. Inny świat, który pozwolił się zamknąć i opowiedzieć w krótkiej epce.

Posłuchać można tutaj.

KAT & Roman Kostrzewski – Popiór (wyd. własne)

Spodziewałem się czegoś między coverbandem a autoparodią, a dostałem przyzwoitą płytę zespołu, którego nie lubię. Nie zasłużyłem, naprawdę. Poza tym nie trzeba było, zostanę – jeśli już – przy “Balladach”.

Lastryko – Tętno pulsu (wyd. własne)

Drugi album gdyńskiego zespołu Lastryko kupił mnie, fana* Wojciecha Manna i spółki, już tytułem. Fanem rockowych form improwizowanych zaś nie jestem, ale w ramach takiego podejścia do gatunku mówimy o pozycji wartej wspomnienia. Przy debiucie napisałem, że “Lastryko zmierza”. Teraz mogę dopisać do tego zdania jedno słowo: “dokądś”. I biorąc pod uwagę charakter tej muzyki, jest to jak najbardziej komplement.

Posłuchać można tutaj.

Lucy Rose – No Words Left (Arts & Crafts)

W ostatnich kilku latach śledzenie twórczych poczynań pań grających smutny folk wydaje się jednym z najbardziej rozsądnych pomysłów, gdy idzie o poszukiwania muzyczne. Nie chcę rzucać nazwisk(ami), bo Lucy Rose to Lucy Rose.

Polish National Radio Symphony Orchestra / Krzysztof Penderecki / Beth Gibbons – Symphony No. 3: Symphony of Sorrowful Songs, Op. 36 (Domino)

Pierwsza część tej symfonii, do momentu wejścia wokali – tak zaczynam myśleć – to jeden z moich ulubionych postrockowych utworów. Pewnie element, który nie pasuje do układanki, bo przez jego obecność obraz, jaki powstaje, nie jest ikoniczny, można uznać za najsłabszy, ale być może pani Gibbons lepiej po polsku śpiewa niż ja piszę. W każdym razie, skoro jak podaje Dziennik, jest to wydarzenie dekady w polskiej muzyce, to jak tę płytę przegapić?

Swans – What Is This? (Young God)

Demówki zwiastujące – jeśli pominąć aspekt pragmatyczno-ekonomiczny wydawnictwa – nową płytę Swans. Tylko tyle i aż tyle.

szkło – rozkład (wyd. własne)

Podoba mi się koncept, bo jakakolwiek forma upamiętnienia – nawet istniejących – stacji kolejowych to dobry pomysł. Nie mam też większych obiekcji odnośnie do realizacji. Tylko teksty, trochę jak bardzo charakterystyczne punkty widziane zza szyby pociągu podczas podróży, jakoś szybko umykają (mimo że są naprawdę… charakterystyczne i warto rzucić na nie okiem). Może gdyby panowie z Kyuss korzystali z usług PKP, to tak brzmiałyby ich płyty?

Posłuchać można tutaj.

Terno Rei – Violeta (Balaclava)

Naprawdę fajny ten brazylijski Dawid Podsiadło. Czasem warto sięgnąć po płytę, kierując się wyłącznie okładką.

Traveler – Traveler (Gates of Hell)

Ujmę to najkrócej: Traveler gra heavy metal, który nie śmieszy, nie wywołuje ironicznego uśmieszku na twarzy ani nie wykrzywia jej w grymasie niesmaku i bólu. Ta płyta to rzadki przykład balansowania na bardzo cienkiej linii z grają cyrkowego akrobaty. I bez elementu komediowo-komicznego.

(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *