Z ręką na pulsie (#84): Candlemass, e.hillman, Gruzja, Małpa, Młody Dzban, Weezer

Candlemass – The Door to Doom (Napalm)

Nie traktuję – pewnie dość ratunkowego – powrotu Johana Langquista w kategoriach marketingowych. Jeśli “The Door to Doom” będzie ostatnią płytę Candlemass, to dyskografia grupy zostanie spięta ładną klamrą (Johan Lanquist śpiewał na kultowym debiucie, “Epicus Doomus Metalicus”). Szkoda, że ładną tylko z uwagi na ową symetrię. Kilka “świetlistych” solówek i okazjonalny chwytliwy refren (ostatnie dwa utwory) to trochę za mało. Szczególnie na zespół o tej marce i randze. Wprawdzie rzecz jest lepsza od ubiegłorocznej epki, ale wyłącznie dzięki roszadzie za mikrofonem.

e.hillman – Ashen (Original Soundtrack) (Annapurna Interactive)

Eric Hillman (połowa duetu Foreign Fields) nagrywa trwającą dwie godziny i siedemnaście minut ścieżkę dźwiękową do niezależnej gry komputerowej typu soulslike. Grać nie grałem* (no dobrze, grałem z dziesięć minut – jak w każdą z trzech części Dark Souls), ale… Już pierwszy utwór podejmuje wątki przewijające się przez zdekonstruowaną wersję drugiej płyty zespołu Amerykanina (“Take Cover Dark”) i jako prawdopodobnie największy (względnie jeden z dwojga) fan formacji w promieniu wielu kilometrów mogę od razu rozpoznać, kto gra. Jedna z najbardziej oczekiwanych przeze mnie płyt ubiegłego roku stała się moją ulubioną w roku obecnym. Choć zdaję sobie sprawę, że muzyka ilustracyjna, stworzona przez półanonimową postać na potrzeby niekoniecznie interesującej fanów muzyki (niezalu?) produkcji, nie jest szczególnie atrakcyjna. Dla mnie to jednak soundtrack, jak by to ująć, do jakichś wewnętrznych… scenerii. Do krajobrazu po końcu świata, który jest refreniczny jak dryfujące w tym ciemnym ambientowym bezkresie plamy klawiszy. Miłość.

* Włączałem sobie jako tło kolejnych – nieudanych! – podejść do serca iglicy w Slay the Spire.

Gruzja – I iść dalej (Godz ov War)

Być może to, że mamy tak mocną scenę blackmetalową, musimy odpokutować podobnie – hah – odrażającymi produkcjami jak “I iść dalej”. Jedyne co mogę zrobić, to odnotować fakt jej istnienia. I iść dalej.

Małpa – Blur (My Music)

Kilka numerów o tym samym. Ale o czym – nie tak łatwo orzec. Na pewno są to numery smutne. Smutne nieekscytująco.

Młody Dzban – ŻYCIE NA PARKINGU EPKA (wyd. własne)

Kilkanaście lat temu takie żarty były śmieszniejsze (Jurgen Kaczówka, MC Terminator etc.). Niby patenty są sprawdzone i zostają umiejętnie użyte, ale w efekcie najwyżej znoszę całą tę strumieniową, pełną nie dość celnych (by nie rzec: dość chybionych) linijek nawijkę. Paradoksalnie, lepiej broni się to jako rap niż rzecz z kategorii sezonowych, śmiesznych ciekawostek. Tragedii nie ma, ale komedia z tego mocno średnia. Ogólnie nie mój film.

Weezer – Weezer [Black Album] (Crush)

Anthony Fantano rzekł mniej więcej tak: jeśli nienawidzisz siebie, nie możesz lubić Weezer – poza “Pinkerton”. Jest to jakaś diagnoza. Czarny album wpędza w czarną rozpacz gdzieś na wysokości… no… pierwszych sekund, a pojedyncze jasne promyczki (“High as a kite”) nie namówią mnie do tego, by doń wracać. Jeśli brać pod uwagę chronologię, to czuję, jakbym słuchał sprawnego coverbandu, który na fali niespodziewanej popularności postanowić uderzyć z autorskim materiałem.

(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *