Z ręką na pulsie (#79): Joan Silentio, Koza & Ozzie, Lili Liliana, Mo’ynoq, Soilwork, Undantagsfolk

Joan Silentio – falling is an art (wyd. własne)

Kiedy artystka tak kompletna łączy z kimś siły, to… Nie wiem, z czym to zestawić, by nie urazić nikogo, a jedynie powiedzieć, że Joan Silentio wystarczy sam głos, by się bronić, jakiś najprostszy lo-fi aranż, samo pianino, a w wariancie “rockowym” to… Nagle surowość staje się nieco drażniąca, muzyka toczy się jakby osobnym torem, a sama wokalistka wydaje się zmęczona i zrezygnowana jeszcze bardziej niż wcześniej. Ale to nie jest jednak zła epka. A podobnych talentów ze świecą szukać. Może stąd żal i rozczarowanie.

Posłuchać można tutaj.

Koza & Ozzie – OrangeburgerStraße (wyd. własne)

Nie powinienem chyba słuchać nowego rapu. Tutaj chłopaki mają chociaż jakiś pomysł, ale chyba nie udało im się go zrealizować tak dobrze, jak sądzą. Abstrakcyjność nie równa się bowiem atrakcyjności, a żadnym intencjonalnym zabiegiem nie można wytłumaczyć niez(a)mierzonej pustki. Choć nie wykluczam, że w niedługim czasie natrafię na kolejne teksty, z których będzie jednoznacznie wynikać, że jestem w krytycznej ocenie odosobniony.

Posłuchać można tutaj.

Lili Liliana – taniec współczesny / wakacje (ep) (wyd. własne)

Na pełną płytę tej pani czekam od czasu debiutanckiej epki (“Bezśnieże EP”, 2016). Dostaję to, co spodziewałem się dostać, czyli zwiewne poetyckie piosenki, ale dawka jest zdecydowania zbyt mała (jak widać po tytule), by zaspokoić głód (pragnienie?) nowych nagrań. Od tej chwili czekam z nieco większą niecierpliwością.

Posłuchać można tutaj.

Mo’ynoq – Dreaming in a Dead Language (wyd. własne)

Nowoczesny black metal, czyli taki po “Dead as Dreams” Weakling, który jest… jakiś. Mo’ynoq to wprawdzie nie można jeszcze postawić w jednym rzędzie ze wspomnianym zespołem, ale z zalewu jego kopistów, epigonów i czcicieli warto wyłowić i wyróżnić właśnie twórców “Dreaming in a Dead Language”.

Posłuchać można tutaj.

Soilwork – Verkligheten (Nuclear Blast)

Najgorsze, że to naprawdę nie jest złe, a przynajmniej nie aż tak, nawet jeśli wtórne i przesłodzone. Gdyby dać sobie spokój z growlem, zadziornymi gitarami i całym tym niby-metalowym balastem, to Soilwork mógłby stać się interesującym zespołem. Gdy idzie o melodyjny death metal, zostanę przy Amon Amarth.

Undantagsfolk – Den ondes fingrar (ep) (Nordvis)

Darkfolkowa miniaturka (dwa czterominutowe utwory), która zasługuje na uwagę choćby dlatego, że nie próbuje o nią zabiegać (i zapewne przejdzie bez większego echa). Typowa skandynawska chłodna melancholia, ładnie smutne melodie, delikatne żeńskie wokale. Jedno z najprzyjemniejszych odkryć pierwszych tygodni roku.

Posłuchać można tutaj.

(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *