Z ręką na pulsie (#74): Bob Dylan, Boy Bjorn, Jachna / Mazurkiewicz / Buhl, Kriegsmaschine, The Innocence Mission, Totenmesse

Bob Dylan – The Bootleg Series Vol. 14: More Blood, More Tracks (Legacy)

Sześciopłytowy dokument z procesu powstawania płyty “Blood on the Tracks”. Znałem pomniejsze bootlegi z tamtych sesji (“Blood on the Tapes”, “New York Sessions: Blood on the Tracks”), ale tutaj materiału jest mnóstwo. Oczywiście nawet jeśli kocha się tę płytę, to słuchanie kolejnych podejść do tego samego utworu może znużyć, ale nie da się całości ocenić niżej od dzieła, które się z tych prób (i błędów) wyłoniło.

Boy Bjorn – Mistaken Animals (Communion)

Połowa mojego ukochanego duetu Foreign Fields nagrała płytę, o którą początkowo byłem zły, bo wolałbym, żeby panowie stworzyli coś razem, a kolejne single – po złości chyba – wyłączałem po minucie. Ale jak już sięgnąłem po “Mistaken Animals”, to z każdym kolejnym odtworzeniem mi przechodziło. Może miałem problem z tym, że podejście jest tutaj mniej organiczne niż w przypadku macierzystej formacji (choć “Take Cover” też flirtowało mocniej z elektroniką), może nadal się z tą muzyką oswajam, jednak wiem, że zostanie ze mną na dłużej. Takie smętne indie jest chyba najbliższe memu sercu.

Jachna / Mazurkiewicz / Buhl – God’s Body (Audio Cave)

Druga płyta tria Jachna / Mazurkiewicz / Buhl dowodzi, że awangarda jest dla ludzi, a nawet jeśli jazzu nikt nie kuma, man, to wystarczy go czuć. Rozpisane na trąbkę, kontrabas i bębny kompozycji, zaciemnione elektroniką, bliższe są w takim niewprawnym odczytaniu, no nie wiem, “Ascenseur pour l’échafaud” Milesa Davisa (tzn. wydają się raczej ilustracyjne) niż jakimś snobizującym improwizacjom, mimo że “rozpisanie”, o którym mowa wcześniej, odnosi się głównie do użytych środków formalnych. Ocenę można więc przyjąć za nieśmiało zaniżoną.

Kriegsmaschine – Apocalypticists (No Solace)

Z jednej strony mógłbym wypowiedzieć się analogicznie co w przypadku opisywanej wyżej płyty “Mistaken Animals” (dlaczego Kriegsmaschine, a nie Mgła?), a z drugiej tak, jak poniżej o “To” (“Apocalypticists” to nie moje podejście do black metalu). No ale przyswaja się to nieboleśnie (z “Enemy of Man” miałem ból niemały), poza tym mogę się zawsze skupić na tym, jakie czary za bębnami odprawia Darkside. Niemniej jednak klimat, jaki jest tu budowany, wydaje się budowany tylko po to, by go budować. Cóż, poczekam na Mgłę.

Posłuchać można tutaj.

The Innocence Mission – Sun on the Square (Bella Union)

“Sun on the Square” jest płytą tak uroczą, ujmującą i śliczną, a przy tym podszytą jakimś oswojonym głębokim smutkiem, że zupełnie nie wiem, co napisać. The Innocence Mission istnieje od 1982 roku, w co za nic nie mogę uwierzyć, bo jest w tej muzyce tyle jak najlepiej rozumianej uczuciowej naiwności, że… Niejednego pewnie zemdli, ale w moim przypadku było to natychmiastowe zauroczenie – mimo nieufnego podejście do nienistrumentalnego folku – które może przerodzić się przerodzić w miłość.

Posłuchać można tutaj.

Totenmesse – To (Pagan)

Muzycy Odrazy, wsparci członkami takich hord jak Hell United czy Stillborn, grają brudny, furiacki black metal w stylu… Odrazy. Można z pewnym przekąsem chwalić ich za oryginalność, ale “To” to nie moje klimaty. Być może kogoś rozbawi dwuminutowy cover “21st century schizoid man”, a z pewnością niejeden odnajdzie pewną przyjemność w obcowaniu z tym albumem, ale mnie takie podejście do gatunku – czyli odejście od lasu – nigdy nie pociągało.

Posłuchać można tutaj.

(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *