Z ręką na pulsie (#73): ehh hahah, Gutter Instinct, Madej Szczerbak, Pejzaż, Remek Hanaj, Truchło Strzygi

ehh hahah – and the weather so breezy, man, why can’t life always be this easy? (Pedicure)

Jest mi smutno, tak zupełnie szczerze, bo ehh hahah prosił wczoraj na insta story o opinię nt. płyty, żeby mógł s(o)b(ie) rano poczytać, a np. ja uznałem, że wieczór to dobry czas, by ciąć sb… nwc ct w Audacity. No a co pociąłem, to jeszcze przed zaśnięciem skasowałem.* Teraz jest 17:47, gdy słucham, czyli trochę za późno, już nawet bardzo wcześnie, i może nie to, że nie ma sensu, ale nie w porę. A nie w porę można zrobić bardzo wiele rzeczy. Zdecydowane zbyt wiele. I co mogę od siebie napisać, skoro i tak piszę z serca, a przekrojowo i rozumnie ujął rzecz – choć patrząc na zjawisko, Bartosz Nowicki (tutaj znalazłem pretekst, by móc wspomnieć, że szkoda, iż odpuszcza z blogiem, choć trochę mu też zazdroszczę, bo sam powoli zbieram się do podobnego kroku, a raczej co rusz chcę go zrobić, szczególnie ostatnio, ale cofam stopę, gdy ta nieomal już sięga ziemi, no i moje “zniknięcie” pozostałoby, no ten, niezauważone), więc głównie chciałbym przestrzec przed skupianiem się na kontemplacji samej fasady muzyki, bo o wszystkim, co -post, mogą mówić ludzie, których muzyka interesuje w znikomym stopniu. Nawet napomknięcie wydaje się w przypadku “and the weather so breezy, man, why can’t life always be this easy” takim błędem metodologicznym, który dyskwalifikuje wartość i zasadność wszelkich ewentualnych wysiłków wykładniczych. Jest to płyta, która jednak wymaga większej orientacji – albo mniejszego zdezorientowania, które może pozostawać bez związku z nieerudycyjnością – by ją pokochać, wszak miłość opiera się na m.in. na zrozumieniu. Dlatego mówię tylko o urzeczeniu, o niewątpliwym uroku (“stefan hula” bawi bardziej niż bawi swoimi skokami), o swoistym nieograniczeniu, przynajmniej nie do nieorganiczności, bo ehh hahah nie dość, że wie, to jeszcze czuje i wyraża. A skoro było już o krokach, to ten – w stosunku do “netii…” – jest wyraźnie zaznaczony i pewny. Kogoś, kogo za chwilę może być trudno z kimś pomylić, głupio nie zauważyć.

* Oto ja, mniej niż 90 kilo półżywego czegoś. Najpierw poświęć się czemuś, oddaj, a potem w taki czy inny sposób to zaneguj. Polecam taką postawę, szczególnie w relacjach międzyludzkich. Zapewniam, że ta druga osoba nie będzie się nudzić. Przynajmniej dopóty, dopóki nie odechce jej się wszystkiego.

Posłuchać można tutaj.

Gutter Instinct – Heirs of Sisyphus (Pulverised)

I kto nagrał najciekawszą deathmetalową płytę w tym roku (przynajmniej jak dotychczas)? Szwedzi. Równie zaskakujące co upały w lipcu, ale wyraźnie przyjemniejsze. Zamiast dziesięciu innych albumów z tego gatunku lepiej posłuchać “Heirs of Sisyphus”. Treści i wrażeń dostarczy nawet więcej.

Posłuchać można tutaj.

Madej Szczerbak – Policyjna propaganda (enjoy life)

Dobrze, że ktoś próbuje wskrzesić ducha Jurgena Kaczówki, nawet jeśli nigdy o nim nie słyszał, ale ciałość* jest dość niestała, nie grzeje. Liryki nie są czytelne bez przepisania, przez co aspekt kome(n)d(/i)owy trochę się wytraca, mimo że przekaz pozostaje klarowny. Oczywiście można się z tego śmiać, ale najsmutniejsze jest to, że nie trzeba.

Aha, i jeden z gości, Ser Paweł, brzmi jak ktoś, kto mógłby się pojawić na tracku u Bartka Zaskórskiego, co fajne.

* Pomijając aluzje późniejsze i przemyślne używanie pewnych określeń, tutaj próbuję nawiązań – co dla nikogo nie byłoby czytelne – do pewnej dawnej rozmowy, kiedy swój żal spowodowany faktem użycia tego określenia prze jakiegoś poetę, bodaj narodowości włoskiej, wyraziła osoba, która niedługo wcześniej była zadowolona, iż sama wpadła na takowe, co przydało się bodaj do wiersza (nie czytałem), no ale #wszystkojużbyło.

Posłuchać można tutaj.

Pejzaż – Ostatni dzień lata (The Very Polish Cut Outs)

Odnoszę wrażenie, że sztuczka z oparciem, czego się da, na fundamencie klasyków – mniej czy bardziej (nie)zapomnianych – polskiej piosenki udało się najlepiej na epce “Odloty” Ptaków. Bartkowi Kruczyńskiemu, połowie tamtego duetu, udaje się… połowicznie. Może dlatego, że letnia muzyka wydaje mi się zwyczajnie… letnia, a mimo że takie podejście wydaje się całkiem logiczne, gdy chodzi o stworzenie płyty łagodnie sentymentalnej, to… Sam nie wiem, być może chodzi o to, że jestem sentymentalny inaczej. A przynajmniej w inny sposób. Albo powinienem poczekać te dwa miesiące. Może wtedy zmieni się… klimat. Albo cokolwiek. Urwę tutaj, bo jednak okażę się sentymentalny w nieładny sposób. A ocenę dam taką, by móc się kiedyś pokajać.

Remek Hanaj – Wysiadywanie góry (wyd. własne)

Słowiański folk zostaje tutaj poddany dostatecznej rekonstrukcji, by “Wysiadywanie góry” nie było płytą dostateczną. Zresztą nigdy bym nawet nie pomyślał, że mógłbym pomyśleć, że… Wszelkie głosy, śpiewy i echa są naprawdę piękne, czasem piękne przenikliwie i boleśnie (“Elegia ormiańska / Armenian elegy”), a całość – dzięki temu, że nieskażona złą intencją lub instrumentalnym potraktowaniem tradycji, która przecież zachowuje się w ludziach – robi wrażenie jak najlepsze. Choć uczciwie przyznaję, że gdzieś w środkowej części robi się nieco abstrakcyjnie, co nie oznacza, że dzieło Remka Hanaja traci na atrakcyjności. A o to, że to znów (patrz: “Nagrania terenowe snów”) nie nowe utwory Księżyca, nie mogę się przecież obrażać.

Truchło Strzygi – Pora umierać (Godz ov War)

Gdybym chciał być jednocześnie złośliwy i dowcipny, to nazwałbym Truchło Strzygi trendziarską kapelą z Raszyna. Gdybym chciał być tylko dowcipny – modną.

—TEGO NIE CZYTAJ, WYTNIJ SOBIE WZDŁUŻ LINII—
Niestety moich żartów (nie tylko moich #nagraniaterenowe) nie rozumie czasem nawet ktoś, kto jest najlepszym testerem tychże, nie tylko dlatego, że to ktoś, kogo wciąż staram się rozbawić, a jak coś nie styknie i wyjdzie, że nie wiadomo, o co mi chodziło, to jest tak jak kiedyś na polskim w liceum, gdy klasa przyszła nieprzygotowana, a nauczycielka zaraz wkurzona, że nie dość, iż nieprzygotowana, to jeszcze niesforna, a że akurat przerabialiśmy jakąś lekturę, i to wyjątkowo nie z przegrywanej zbyt wiele razy kasety VHS, to ona na to, iż każdy miał wywalone, waliła w każdego po kolei tym samym pytaniem, ładując po chwili kolejne banie do dziennika, a gdy przyszła także po mnie, to odrzekłem – szczerze, nie wykazywałem w owym czasie postaw konformistycznych, więc pewnie chętnie bym urządził pozostałych – że nie wiem, na co padło od razu błagalne zdanie, żeby odpuściła, bo jak już ja nie wiem, to nikt nie będzie wiedział. I tak samo z tymi żarcikami, że jak ona nie zrozumie, to już nikt.
—TEGO NIE CZYTAJ, WYTNIJ SOBIE WZDŁUŻ LINII—

Nie wiedzieć czemu, myślałem, że “Pora umierać” – nawet WBREW tytułowi – będzie bardziej na serio. A jest nie całkiem, nie bardzo, prawie wcale nie. Nie powiedziałbym, że rzecz spodoba się entuzjastom twórczości Kabanosa albo Nocnego Kochanka, ale już osobliwe jednostki, które dobrze wspominają Cremaster, może to podejść. Tutaj mamy muzykę bardziej konwencjonalną (albo po prostu mamy muzykę), ułożoną, choć uładzenia w tym niewiele, bo black o crustowym szkielecie może przy odrobinie (nie)szczęścia pogruchotać kości. Generalnie proporcje między wartością artystyczną a warstwą intertekstualno-humorystyczną są wyważone, co jest całkiem rozsądne, ale może przydałoby się odrobinę [więcej] szaleństwa.


(skala ocen: 0.5-5.0)

Comments (2)

  1. ehh hahah Lipiec 24, 2018

    dziękuję za opinie

    jest bardzo choatyczna, ale po drugim przeczytaniu zrzumiałem ocb. dziękuję za miłe słowa i z tego miejsca [“Kogoś, kogo za chwilę może być trudno z kimś pomylić”] chciałbym powiedzieć że być może to jest moja ostatnia płyta, a przynajmniej ostatnia jako ehh hahah, bo ten projekt trochę dogorywa, ale zobaczymy, może nei

    Reply
    • K. Lipiec 24, 2018

      Przepraszam, zupełnie szczerze, właściwie jest mi wręcz wstyd, ale sam jestem ostatnio chaosem, co utrudnia pisania, i nie wiem, jak pogodzić to z tym, że chcę informować o tym, co wartościowe. Dlatego czasem – trochę zrezygnowany – uznaję, iż kto będzie chciał, to sobie kliknie, a mój wywód koniec końców nie jest taki ważny. Szkoda, że może nie być kolejnej płyty (lubię obie), choć mam nadzieję, że nawet jeśli zarzucisz ten projekt, to wystartujesz z kolejnym.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *