Z ręką na pulsie (#67): Alrakis, Father Kong, Kazik + Zdunek Ensemble, Lykke Li, Thunderwar, Xasthur

Alrakis – Echoes From η Carinae (Self Mutilation)

Wątek “pozaziemski” kilka zespołów blackmetalowych porusza w sposób bardziej angażujący. Jednak dla tych, którzy chcieliby wybyć w kosmos, ale planują wrócić, Alrakis ma propozycję nie do odrzu… No do wzięcia pod rozwagę przynajmniej. Może za dużo tu ambientalnego dryfu bez celu i przeznaczenia, może w chwilach, gdy muzyka staje się bardziej konkretna, nadal osnuwa ją marzycielska aura, ale wszystko jest dla ludzi.

Posłuchać można tutaj.

Father Kong – Between (wyd. własne)

> 2018
> nu jazz

Nie no, nie bądźmy złośliwi. Albo załatwmy to najkrócej, pytaniem i odpowiedzią. Można? Można.

Posłuchać można tutaj.

Kazik + Zdunek Ensemble – Warhead (S.P.)

1. Wolę twórczość literacką Kazika od twórczości nieliterackiej Stasiuka.
2. Wolę twórczość nieliteracką Kazika od twórczości literackiej Stasiuka.
3. Wolę twórczość literacką Kazika od twórczości literackiej Stasiuka.
4. Wolę tegoroczną płytę Kazika od tegorocznej płyty Stasiuka.

Lykke Li – so sad so sexy (RCA)

Panie Bhasker, coś Pan zrobił z panną Ssvensson Zachrisson? Pierwszą płytę lubiłem, drugą momentami bardzo, trzecia prawie rozszarpała mi serce na strzępy, a ta… No jak się nie upewniam, że słucham tego, co chciałem, to zaczynam wątpić. A jak się upewniam, to i mam pewność, że nie to chciałem usłyszeć. R&B jakieś, jakieś nijakie, piosenki zlewające się w jedną w ten gorszy ze sposobów… Dałbym nawet pół punktu więcej, ale z żalu i złości nie dam.

Thunderwar – Wolfpack (ep) (Lifeforce)

The wind!
They called!
The dungeon shakeeeeer!

Widząc w trackliście cover moich norweskich ulubieńców, nie mogłem nie skusić się na “Wolfpack”. Zaraz przypomniało mi się coś takiego (ile to już lat) i już chłopaki były na uprzywilejowanej pozycji. A potem… no… włączyłem. I czar nie prysł, bo nie widzę powodu, by uśmiech schodził mi z gęby, gdy słyszę takie strzały jak utwór tytułowy. Gardłowy prawie jak w Asphyx jakimś, dużo serca w tym graniu i rzadko obecnego w death metalu ludzkiego pierwiastka. Później bywa już trochę bliżej Entombed chociażby (“Woodland spirit”), dalej – jak już jesteśmy w Szwecji – nawet Amon Amarth czy Opeth (“Circle of runes”). Odrobina panczurzego jadu, szczypta bleczurowej siarki. Finezyjność i bezkompromisowość. Nawet ta przeróbka… no wyszła. Wygląda na to, że nic lepszego w szeroko pojętym rodzimym metalu w tym roku nie słyszałem.

Posłuchać można tutaj.

Xasthur – Self Deficient / Upscale Ghetto (wyd. własne)

DSBM umar. Nie jest to piękna śmierć. Jasne, że w dwie minuty wymienię tuzin ciekawszych nazw z tej niszy niż Xasthur, ale jednak słuchanie tego, co się wyprawia “Self Deficient / Upscale Ghetto” jest smutniejsze niż… A nie, czekajcie, może o to chodzi? Bo nawet największe dzieła tego pana nie przygnębią równie mocno co te gotyckie plumkania. Za dużo Shining?



(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *