Z ręką na pulsie (#65): Dagorath, Marcin Masecki & Jerzy Rogiewicz, Морок, Susurrate, The Mystery of the Bulgarian Voices featuring Lisa Gerrard, Ugory

Dagorath – Evil Is the Spirit (ep) (Under the Sign of Garazel)

Chciałem napisać, że to materiał dla fanów Cultes des Ghoules, ale nie cierpię Cultes des Ghoules, więc wygodne uproszczenie nie załatwi sprawy. To taki… “teatralny” black metal… bez teatru. Język polski brzmi pięknie, nawet jeśli prawie nic nie rozumiem, a zespół nawet gdy pędzi na złamanie karku, to pędzi… z głową.

Posłuchać można tutaj.


Marcin Masecki & Jerzy Rogiewicz – Ragtime
(BMC)

Troszkę się zakochałem. Bo dla kogoś, kto jest takim ignorantem, że dla niego jazz zaczął się u schyłku lat 50. XX wieku, to jednak może piękne – choć nie jakieś szokujące – gdy ktoś sięgnie głębiej i dalej. A panowie Masecki i Rogiewicz robią to z takim wyczuciem – wymagającym w równym stopniu wrażliwości co intelektu – że trudno pozostać obojętnym.


Морок – Carpathian Fullmoon Ritual
(ep) (wyd. własne)

Gdyby ktoś pytał o ukraiński black metal, to rzecz ma się tak:
1) odradzam Drudkh;
2) odradzam Nokturnal Mortum;
3) polecam Морок.
Nie można ponownie wymyślić koła, więc “Carpathian Fullmoon Ritual” przynosi to, czego można się spodziewać, patrząc na tytuł i okładkę. A że aura zaczyna dawać się we znaki, to i pretekst, by zapoznać się z tym materiałem, nietrudno znaleźć. Klasycznie i z klasą.


Susurrate – Snowstorm
(ep) (wyd. własne)

Strzał znikąd. Ale między oczy. W momentach rockowych Sussurate jest “alt” i “art” w akceptowalnym stopniu, a gdy zaczyna się “szugejzowanie”… Rozmazanie, rozmarzenie. Mnóstwo dobra i piękna.

Posłuchać można tutaj.


The Mystery of the Bulgarian Voices featuring Lisa Gerrard – BooCheeMish
(Prophecy)

Gdyby trochę poczarować, to ta Lisa Gerrard AŻ TAK nie przeszkadza, a klimat jest PRAWIE jak na pierwszej, wydanej w 1975 roku, płycie tego cudnego bułgarskiego chóru. Ale magii brak. To, co było autentyczne, próbuje się… sprzedać. W chwilach, gdy nie słychać, że minęły ponad cztery dekady, pozwalam się uwieść, ale summa summarum głównie jestem zwodzony. Debiut Le Mystère des voix bulgares trzeba znać, “sequel” też warto, ale to… No nie wiem.


Ugory – Matko ciszy
(Music is the Weapon)

Pamiętam taki mecz, już nieważne kto z kim, ale to była faza przedwstępna rozgrywek europejskich, takie eliminacje do eliminacji, liga ogórkowa. Mecz piłkarski. Nasi chłopcy kontro tęgie chłopy ze Szwecji. No i cóż. W wywiadzie pomeczowym zawodnik przybyszów z północy Europy mówił o tym, iż przez pierwsze 20-30 minut byli zdezorientowani, bo przeciwnicy nie biegali, tylko tak jakoś na stojąco podejmowali rywala, więc biedni Skandynawowie – myśląc, że to jakaś taktyka – byli przestraszeni, bo widocznie trener nie rozrysował schematów na taką okoliczność. W końcu jednak przyszła refleksja, że przeciwnik po prostu jest taki słaby, a mecz zakończył sie takim rezultatem, który sprawił, że dla naszych wycieczka do Szwecji na rewanż była głównie krajoznawcza. Do czego zmierzam? Właściwie nie wiem. Po prostu Ugory grały swoje (widać nie wszyscy hołdują znanej – właśnie z naszych boisk – zasadzie “nie wiesz, co zrobić z piłką, oddaj ją przeciwnikowi – niech on się martwi”), miały inicjatywę, ale trochę klepały w środku – no kurczę – pola. Teraz przechodzą do ataku, a formowanie szyków obronnych zasadniczo nie ma sensu. W końcu koniec czajenia się, prób… wyczucia. Szczęśliwie w tej post(-metalowej-)-muzyce sporo jest mięsa, a plon, jaki zasiał zespół, to nie tylko niepewność. Najlepszy materiał Ugorów. A słabego nie znam.

Posłuchać można tutaj.



(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *