Z ręką na pulsie (#61): A Perfect Circle, Grouper, Sleep

A Perfect Circle – Eat the Elephant (BMG)

To nie jest AŻ TAK zła płyta, jak myślałem, że będzie. Jest “tylko” niepotrzebna i absurdalnie oderwana od naszych czasów. Miałem zabawne skojarzenie z wydanymi na początku wieku “Dniami wiatru” Ścianki. Album panów z Sopotu jest obecnie tak samo świeży i nowoczesny jak w chwili premiery, mógłby się ukazać równie dobrze teraz, nic nie tracąc na jakości, nie trącąc myszką, zaś “Eat the Elephant” w 2001 roku jakoś by się broniło. Dziś to ciekawostka. Gdy ograniczyć się jedynie do sprawdzenia utworu tytułowego, całkiem sympatyczna.

2.0


Grouper – Grid of Points
(Kranky)

“Grid of Points” to taki antytetyczny sequel “Ruins” – wprawdzie dostajemy to samo, ale wszystkiego jest tu mniej. Tam udały się rzeczy, które udać się chyba nie miały prawa, a teraz… Dwadzieścia minut zlatuje jakby to była jedna krótka kompozycja, zresztą całość tak się w nią zlewa, w taki łagodny szum, i właściwie trudno znaleźć powód (czy w ogóle go szukać), by nie włączać nowego dzieła Elizabeth Harris raz za razem. Więc to nic, że rzecz jest tylko bardzo dobra, a nie wybitna jak poprzednio.

4.0

Sleep – The Sciences (Third Man)

Nie wiem, w jakim stanie musiałbym być, by nie przysypiać, słuchając “The Sciences”. To znaczy wiem, teoretycznie, bo “propozycja podania” jest oczywista, ale to by i tak nie pomogło, jak sądzę. Ani mnie, ani tej muzyce. Nigdy nie załapałem się na żadne stonery, niczego nie złapałem, a ta płyta wydaje mi się taka… “podręcznikowa”. W złym sensie. Być może właśnie dlatego, że rzadko słucham takich rzeczy, odnoszę wrażenie, że słyszałem to już tysiąc razy. A że nie chwyciło za pierwszym, to i teraz jestem daleki od zachwytu.

2.5

(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *