Z ręką na pulsie (#57): Haley Heynderickx, Judas Priest, Marszałek / Siksa

Haley Heynderickx – I Need to Start a Garden (Mama Bird Recording Co.)

Niewykluczone, że co tydzień będę przeżywał zauroczenie kolejną wokalistką. Chyba że z Haley Heynderickx tak szybko mi nie przejdzie. Bo jest tak smutna, że nie wiem, jak miałbym o niej zapomnieć, jak mógłbym… Jest w tym może pewna maniera, ale nie ma manieryzmu. Ot, ludzki folk, chciałoby się nieomal zażartować.

Posłuchać można tutaj.

Judas Priest – Firepower (Columbia)

Miałem tę notkę gotową. I nie wiem, jak ani kiedy to się stało, ale zamknąłem plik, w dodatku bez zapisywania. Teraz przywoływanie historii z niemal mityczną postacią, która przestrzegała kolegę mojego przed słuchaniem Judas Priest tyłem do głośnika, gdy włączała Judas Priest właśnie, czynienie przy tym zastrzeżenia, że nie bawi mnie uprzedzenie, nie tylko na tle orientacji seksualnej, a co najwyżej śmieszy nieprzystający do rzeczywistości absurd, wydaje się odtwarzaniem tego, co przepadło. Zresztą podobnie jak puenta, w której było o tym, że zapomniałem (się) i część płyty przeleciała (hah), gdy znajdowałem się w pozycji cokolwiek ponoć niekorzystnej, bo muzyka dobiegała zza moich pleców, i że równie dobrze mogłyby takie rzeczy lecieć we wczesnopopołudniowym paśmie Trójki, której nie słucham od lat. Nawet ponowne przyrównanie ekipy Roba Halforda do Iron Maiden czy Slayera, a “Firepower” – odpowiednio do “The Book of Souls” i “Repentless”, jawi mi się jako zło (nie)konieczne. I sam nie wiem, czy mam powtórzyć, że ta płyta brzmi tak, jak można się spodziewać, że zabrzmi płyta zespołu z niemal półwiecznym stażem, co jest uwagą krytyczną, ale i zawierającą w sobie informację dotyczącą określonego stylu i statusu. Nie podobało mi się. To, że trzeba było znowu. I to, co usłyszałem, też mi się nie podobało. Było przyzwoite.

Marszałek / Siksa – Patriotyzm jutra (Pasażer)

Ta dwójka przyzwoita nie jest. Choć oboje to dla mnie kolejne mityczne postaci. Mają do powiedzenia mądre rzeczy, tylko że zdają się nie dbać o to, czy ktoś zechce ich słuchać. Radykalne treści otrzymujemy więc w radykalnej formie, byśmy nie czuli się lepiej od tych, którym się obrywa (jeśli nie czujemy się obrażani słownie). Osobom, których serce bije po prawej stronie, odradzałbym od razu, a reszta może szybko sama dać sobie spokój. I to chyba jest właśnie punk rock.

Siksy posłuchać można tutaj, a Marszałka tutaj.



(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *