Z ręką na pulsie (#50): Anna Burch, Rosalie., Typol

Anna Burch – Quit the Curse (Polyvinyl)

Ubiegły rok w muzyce należał do kobiet. Niewykluczone, że sytuacja się powtórzy. Anna Burch na swojej debiutanckiej płycie proponuje muzykę, która może nie zachwycić, ale powinna się spodobać. Takie ładnie smutne indie. Delikatne skojarzenie z “Please Be Mine” Molly Burch nie ogranicza się do samego nazwiska. Czasem przemknie także myśl o zmarłej niedawno Dolores O’Riordan. Świetny start.

Posłuchać można tutaj.

Rosalie. – Flashback (Alkopoligamia)

Zabierałem się za tę płytę jak pies do jeża, z determinacją ultranieśmiałego chłopca chcącego zagadać do najbardziej zjawiskowej dziewczyny, jaką kiedykolwiek widział. Nie wiem, (dla)czego się bałem, ale natura fobii jest taka, że umyka racjonalności. A przecież nie taki diabeł (ki diabeł?!)… Wiadomo. Mógłbym zapytać, po co “Po co?”, bo o ile rozumiem funkcję i sens tak wulgaryzmów, jak wszelkich zwrotów kolokwialnych, o tyle tutaj – jak to zresztą bywa często już w wypadku samych wyrażeń – są one źle przeszczepioną obcą tkanką, podobnie jak język polski i angażujące teksty, które i tak są zaskakująco nie-złe (może właśnie stąd moja obawa?), ale nadal jest miło i miękko, chropowatości i tąpnięcia to ostatecznie rzecz potrzebna, bo jeszcze ktoś gotów byłby wysnuć zarzut o braku wyrazistości i nudzie. A tak to raz ubodło, raz ukłuło, ale ogólnie ujmowało. Miła niespodzianka. Bardzo miła.

Typol – Shimano Tape [SIDE B] (ep) (wyd. własne)

Typol nagrywa trzecią z kolei zamykającą się w kwadransie epkę i znów jest to rzecz niewątpliwie godna poświęcenia czasu i uwagi. Brakuje takich rzeczy. Przynajmniej mnie. Takich bitów, w których nie brak – nieobecnych przecież – nawijek. I to nie tak, że na bezrybiu to wiadomo, bo Typol nie jest przecież jakąś płotką. Pozostaje mieć nadzieję, że to nie taśma ostatnia.

Posłuchać można tutaj.



(skala ocen: 0.5-5)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *