Z ręką na pulsie (#34): Bonsoul, Pogodno, TeChytrze

Bonsoul – Lepiej nie wnikać (ep) (SoRaw)

Bonson w wariancie nie-tak-zobowiązującym rozprawia się na luzie z tymi, których można pewnie tylko dobić, żegna się z minionym, przywołując dawne obrazy i poruszając znane wątki bez żalu, sentymentu czy swoistej rozpaczy, za to z nienaturalizowanym naturalizmem, i tak sobie właśnie myślę, że nie jest już dla mnie drugim Pezetem (czy też drugim po Pezecie), a kimś, kto wykształcił własny język i sposób artykulacji. Tylko jest mi tak smutno, gdy tego słucham, że gdybym chciał napisać, jak bardzo, to musiałbym użyć wulgarnego przysłówka. Nawet nie dlatego, że brudu, syfu właściwie, nadal jest tu mnóstwo, wszystko lepi się od niego, i on lepi się do wszystkiego, klei bardziej niż panienki będące jednym z nieodłącznych elementów wykreowanego (?) świata. Ale tutaj skręcamy w złym kierunku. Być może mną powoduje, i wstrząsa, minione, dawne obrazy, znane wątki, żal, sentyment czy swoista rozpacz. Ale skoro skłania ku temu, by sięgać po takie materiały jak “Lepiej nie wnikać” to jest siłą wprawdzie niszczycielską, ale potrzebną i dobrą. Podejrzewam, że nic, co by mnie bardziej pomięło i zainteresowało, w krajowych rapsach w tym roku nie wyszło i nie wyjdzie. No ale ponoć to Taco jest głosem pokolenia.

Aha, bity kozackie, co jest oczywiste (bo Soulpete).

Pogodno – Sokiści chcą miłości (Mystic)

Mam przepadam za… alternatywą środka (myślałem nad tym określeniem jakieś pięć sekund, proszę wybaczyć). To, co słyszymy na płycie “Sokiści chcą miłości” wydaje się ryzykowne i w ryzykowny sposób graniczne. Zresztą sam tytuł jest dobrym przykładem. Pewnie niejedną osobę, która pała niechęcią do twórczych poczynań Marii Peszek czy Czesława Mozila (o, albo późnego Lao Che), zostanie wystawiona przez Pogodno na ciężką próbę, jeśli tylko podejmie wyzwanie, ale sam widocznie mam sporo cierpliwości. Nie czuję się zażenowany, ale też nie jestem rozbawiony. Może jednak zabrakło jakiegoś spektakularnego upadku, jakiegoś obiektywnie okropnego wersu… Dlatego jest po prostu – z perspektywy słuchacza “z zewnątrz” – tak sobie.

TeChytrze – Chłopaki czekajta (Fundacja Kaisera Söze)

Etno punk/blues. Na gitarę, perkusję ,kontrabas i głosy żeńskie. Ta płyta mogłaby zjednać sobie serca miłośnika niejednego gatunku. I niejednego skłonić, by się z tym czy owym przeprosił. Tylko że by móc do kogoś dotrzeć, musiałaby najpierw do niego… dotrzeć. Zatem rozważamy czysto teoretycznie. Mnie się podoba, a to przy czymkolwiek, co ma cokolwiek wspólnego z rodzimym folklorem – takim rozumianym nieironicznie – jest już sporo. Przynajmniej jest to autentyczne i bezpretensjonalne. Reszta to już rzecz osobistych preferencji.

Posłuchać można tutaj.


(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *