Z ręką na pulsie (#33): Enslaved, Hans Zimmer & Benjamin Wallfisch, Nokturnal Mortum

Enslaved – E (Nuclear Blast)

Chłopaki z Enslaved stoją w rozkroku. Tych, którzy uznawali zespół za ważnego przedstawiciela drugiej fali black metalu, zapewne już dawno od siebie odrzucili, a tym, którym została odrobina cierpliwości, może się ona przy okazji “E” ostatecznie wyczerpać. Jeśli na następnej płycie zespół zacznie grać progresywną muzykę, bez jakichś ekstremalnych naleciałości, będzie to naturalne i niezaskakujące. Na razie jeden z panów trochę jeszcze poskrzeczy groźnie, ale brzmienie już jest miękkie, a kontrasty wycieniowano. Na szczęście muzycy nie cieniują, Rzecz w sam raz dla tęskniących za (nie)dawnym Opeth. Lekka i przyjemna, choć niekoniecznie łatwa.

Hans Zimmer & Benjamin Wallfisch – Blade Runner 2049 (Epic)

Mógłbym napisać o tym, jak:
– wybrałem się po zmroku na drugi koniec miasta, by kupić sobie ścieżkę dźwiękową z “Blade Runnera”, a choć nic szczególnego się wówczas nie wydarzyło, to sama nagłość tamtej eskapady i to, że po film sięgnąłem dużo później, więc nie da się racjonalnie wytłumaczyć, co mnie podkusiło, i w ogóle to, jak się wtedy czułem (nie żebym czuł się obecnie lepiej, a rzecz działa się przed dwoma laty), sprawia, że pamiętam całą “sytuację”;
– po tym, gdy pozwoliłem, by ktoś “wmusił” mi “Interstellar”, byłem uprzejmy zauważyć, że muzyka z tego filmu to takie trochę zrzynki ze wspomnianych wyżej kompozycji Vangelisa, dzięki czemu dowiedziałem się, iż Hans Zimmer to jest gość i nie musi nikogo naśladować (może po czasie, ale wyszło na moje, ha!);
– nie cierpię Elvisa Presleya, ale bardzo mi się podobał jego utwór, zamieszczony tutaj, tylko że to było w takim wykonaniu, w jakim – mam nadzieję – nikt inny go nie usłyszy, a jeśli jednak usłyszy, to z serca tej osobie współczuję i cholernie zazdroszczę.

Zresztą nie tylko o tym. Rzeczywistość – szczególnie objawiająca się poprzez język – bardzo mnie dotyka, co sprawia, że przypadkowe słowo, które gdzieś przeczytam lub usłyszę, potrafi odebrać dech, destabilizując wszystko, co podlega rozchwianiu i deregulacji. No ale utwory z “Blade Runnera 2049” nic mi nie robią. Właściwie po raz trzeci w tym roku (z tą różnicą, że w dwóch poprzednich przypadkach kompozytorzy, konkretnie Mark Morgan i Angelo Badalamenti, sami “odświeżali” własne wizje) słyszymy echa tego, co znamy. I przechodząc już do rzeczy, ujmę to najprościej. Wyrobnik o znanym nazwisku, w kooperacji z panem o nazwisku mniej znanym, przyjął i zrealizował zlecenie na muzykę do hitowego filmu. Najlepszym momentem całości jest ten, w którym dosłownie przytoczono fragment dzieła źródłowego (“Tears in the rain”), zamiast dokonywać pozbawionych wyrazu parafraz. Dzieło Vangelisa bardzo lubię, w pewnych fragmentach wręcz wielbię, a o tej muzyce właściwie już zapomniałem.

Nokturnal Mortum – Істина (Oriana)

Teraz będzie prowokacja właściwa: “Істина” to prawdopodobnie najgorsza płyta, jaką słyszałem w tym roku. Ale każdy ma swoje uprzedzenia. Napisałbym więcej, gdyby nie to, że już poświęciłem tej pozycji zbyt wiele miejsca i uwagi, nawet jak na tak niszowy blog.


(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *