Z ręką na pulsie (#30): Grave of Love, Meиtalstorm, Paweł Przyborowski

Grave of Love – Decay (ep) (Rage in Eden)

Moje podejście do neofolku radykalizuje się. Niejako wraz z tym, jak dawna nieufność wobec treści, jakie lubią się z nim wiązać, przerodziła się w sprzeciw i wrogość. W żadnym razie nikomu niczego nie zarzucam, zresztą źle jest jakkolwiek generalizować. Ale jak spojrzę choćby na tutejsze teksty, to już widząc podmiot zbiorowy, jaki się w nich uzewnętrznia, odczuwam pewien… niepokój. Albo pojedyncze… słowa kluczowe… Oczywiście chcę jedynie powiedzieć, że to ze mną coś nie tak. No ale “Decay” to nie-zła rzecz. A to już coś. Do tego, by wrócić takiej Ludoli albo – o zgrozo! – Death in June musiałbym być przekonywany siłą, ale Grave of Love mógłbym włączyć. Muzyka by się posnuła swoim nieśpiesznym tempem, być może nie zwracałbym na nią większej uwagi, co akurat w tym przypadku jest dość pozytywne. Oczywiście nie wystrzega się typowych przywar, ale może wskazywać je i wymieniać to jak narzekać, że black metal zwykle kiepsko brzmi. Zresztą gdzieś tak od utworu tytułowego robi się całkiem fajnie, dość abstrakcyjnie i niesztampowo, co uczciwie przyznaję. Rzecz dla fanów gatunku. Inni mogą sięgnąć, jeśli odczują potrzebę, żeby nie trafić dużo, dużo gorzej.

Posłuchać można tutaj.

Meиtalstorm – Mnieniema (wyd. własne)

Muzyka progresywna, kojarząca mi się dość prosto i stereotypowo z pewnym emocjonalnym wyjałowieniem, nie jest muzyką, po którą często sięgam. Nie minąłbym się mocno z prawdą, gdyby dość prowokacyjnie stwierdził, że poza debiutem King Crimson mogłaby praktycznie nie istnieć. Rzecz gustu. Albo kwestia ignorancji. Nie do końca wiem, jak potraktować “Mnieniema”. I nie chodzi tu wcale o to, czy mam być łagodny, czy wręcz przeciwnie. Rzecz w tym, że choćby z racji tego, iż to płyta instrumentalna, może okazać się hermetyczna. Wydaje się swoistym kolażem motywów i pomysłów, bardziej sygnalizacją potencjału niźli popisem możliwości. Wszystko ma sens, nawet zwykle budzące raczej politowanie orientalizmy, trudno nazwać te dźwięki sztuką dla sztuki, ale coś każe mi podświadomie odbierać “Mnieniema” jako… demówkę. I nie, nie jest to dobrotliwość. Szczerze mówiąc, miałem na początku złe przeczucia, ale jak to ze mną bywa, albo takowym nie ufam, albo po prostu zostaję szybko wyprowadzony z błędu. To dobra zapowiedź tego, co mam nadzieję usłyszymy w przyszłości. Dobrze, że nawet w tej stylistyce liczy się wrażliwość i talent, a nie ekwilibrystyka i mechaniczna perfekcja. Warto przekonać się, jak to brzmi. Myślę, że już sama muzyka długo przekonywać do siebie nie będzie musiała.

Posłuchać można tutaj.

Paweł Przyborowski – Śmiertelnie zdrowy (wyd. własne)

Zbiór zgrabnych rockowych piosenek, okraszonych równie zgrabnymi, lekko poetyzującymi tekstami. Jest w tym wszystkim jakiś urok, pewna tajemnica, swoista melancholia, niedopowiedzenie pozostawiające miejsce na domysł. Całość wybija się ponad przeciętność, ale nie wymyka z bezpiecznej poprawności. Nie razi i nie poraża. Brak więcej takich momentów jak chociażby to, co zaczyna się dziać w połowie “Innej”. Przez większość czasu bowiem pulsuje ten sam jednostajny rytm, dominują podobne rejestry. Dźwięków i refleksji. Pierwiastek, powiedzmy, miejski jest mocno wyczuwalny i nieprzerwanie obecny, więc może rzecz w nieburzeniu konceptu i niemąceniu misternie kreowanego nastroju, ale mimo wszystko pozostaje pewien niedosyt. A utwór finałowy pokazuje, że można nieco inaczej bez szkody dla wszystkiego, co wcześniej.

Posłuchać można tutaj.


(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *