Z ręką na pulsie (#27): Brand New, Kari Rueslåtten, Pagan Altar

Brand New – Science Fiction (Procrastinate! Music Traitors)

Pierwszy utwór wciąga w otchłań. Tak się powinno zaczynać płyty. Później może nie tyle się rozjaśnia, ile źrenice rozszerzają się na tyle, by dało się cokolwiek dostrzec w ciemności. No ale wszyscy już pewnie słyszeli, ja właściwie mogę powiedzieć tylko tyle, że płyta jest dobra, ale może trochę za długa, i że muszę jeszcze nadrobić wcześniejsze. Indie dla nieumiarkowanych smutasów. Kilka refrenów można zanucić. Właściwie to jest takich niemało. Byle nie robić tego wesoło.

Kari Rueslåtten – Silence Is the Only Sound (Øra)

Od razu zaznaczam, że kocham Kari. W ogóle nie wyobrażam sobie, że można jej nie kochać- nawet będąc kobietą. To, że zanim rozpoczęła karierę solową, lśniła w takich zespołach jak The 3rd and the Mortal i Storm (w tym drugim przyćmiewając Satyra i Fenriza), to jeszcze nic. Kluczowe jest wydane w 1995 roku demo. Mroczne. Delikatne. Piękne. Banalne określenia, ale nie chcę układać na potrzeby notki jakiejś prozy poetyckiej. Przez kolejną dekadę nagrywała rzeczy poprawne. Później nastąpiła długa przerwa (dopiero teraz sobie to uświadomiłem, bo tak to zakładałem, że cykl wydawniczy był raczej regularny, a przecież dziewięć lat milczenia trochę odchyla się od normy), a dwóch kolejnych płyt (“Time to Tell” z 2014 i “To the North” 2015) nie słuchałem, najwyraźniej przyjąwszy, że wiem, co usłyszę, i że w związku z tym wolę wracać do wspomnianej demówki. Ale tym razem coś mnie podkusiło, żeby sprawdzić “Silence Is the Only Sound” i… Ta płyta mogłaby pewnie zostać nagrana piętnaście lat temu, ulubienicą hipsterów Kari nie ma najmniejszych szans zostać, pewne pomysły są dość… dyskusyjne (choćby refren “Gone” rodem z Evanescence), nie podążą za nią tabuny naśladowczyń, w dodatku większość atutów prezentuje w taki sposób, że nie pozostaje – przynajmniej takie można odnieść wrażenie – wiele do odkrywania, ale… Napisałem ostatnio, że w popie rządzą w tym roku trzy panie: Julie Byrne, Nadia Reid i Susanne Sundfør. A teraz nie wiem, czy Kari Rueslåtten… nie pogodziła tej trójki. Choćby dlatego, że jak to ktoś kiedyś z najgłębszym żalem ujął, podoba mi się wszystko to, co niedoskonałe. Jest tu trochę folku, ogólnych odniesień do natury, ale płyta wydaje się tak jednoznacznie smutna, tak osobista… Nie spodziewałem się, tym bardziej że wnioskując ze zdjęć, jakie czasem wyświetlały mi się na Facebooku, Kari to prawdopodobnie najbardziej pogodna i dobroduszna istota na świecie. A teraz, chociażby oglądając klip do “Chasing rivers” przypomina mi się pewna osoba, która umiała się uśmiechać, tak zupełnie naturalnie, ale ból, jaki się w tym uśmiechu zawierał, był ogromny. Jakby w ten sposób dało się go wyrazić – zupełnie nieumyślnie – najpełniej. Widzę, że nici z mojej krótkiej notki, więc… Najwyraźniej stara miłość nie rdzewieje, tak to ujmę. Mogę jeszcze, posługując się tytułem najbardziej porażającego utworu na “Silence Is the Only Sound”, dodać adnotację “music you should hear”.

Pagan Altar – The Room of Shadows (Temple of Mystery)

Przedziwna sprawa z Pagan Altar. Pierwsza płyta została wydana szesnaście lat po nagraniu. Drugą zespół dokończył po dziewiętnastu latach nieistnienia. Czwarta ukazuje się na rynku dwa lata po śmierci wokalisty, Terry’ego Jonesa. Osobną kwestią jest to, że nigdy nie cieszyli się taką popularnością, na jaką niewątpliwie zasługiwali. Trudno to zrozumieć. Żaden popularny muzyk nie dał się sfotografować w ich koszulce? Zabrakło głośnych nazwisk w składzie? Szkoda, bo ta historia wydaje się wyjątkowo smutna. A zespół żegna się z fanami być może najlepszą płytą w dorobku. Dostojną, wysmakowaną, pełną niespotykanej nie tylko w metalu elegancji. Bez przymilania się i tanich sztuczek. Tak kiedyś rozmawiałem z kolegą, dzięki któremu poznałem tę muzykę, że na każdej “pozycji” mają lepszego muzyka niż Black Sabbath, o wokaliście nawet nie mówię, a mimo to… No nic, szkoda. Kto nie przepada za heavy metalem, koniecznie powinien rozważyć sięgnięcie po “The Room of Shadows”. Podobnie jak każda osoba, która w muzyce szuka… muzyki. Jeśli nie będzie kupiona po pierwszym utworze, to ja już nie wiem.

A posłuchać można tutaj.


(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *