Z ręką na pulsie (#24): Moon Diagrams, Steven Wilson, Suffocation

Moon Diagrams – Lifetime of Love
moon diagrams

Muzyka do spania. I nie to, że taka nudna. Ot, techno, które nie pulsuje zbyt mocno, więc głowa nie rozboli. Ni mniej, ni (wiele) więcej. Miękkie, przyjemne, lekkie. Bonusem będą dwie cokolwiek oniryczne piosenki, a że jedna z nich pojawia się zaraz po wstępie, to można się zacząć zastanawiać, czy to jeszcze jawa, czy to już coś pomiędzy.

Ciekawostka: Moon Diagrams to Moses John Archuleta – perkusista Deerhunter.

Posłuchać można tutaj.

Steven Wilson – To the Bone
steven wilson

Liczyłem na miks Petera Gabriela i Paula Simona z “Graceland”, z domieszką klimatów rodem ze ścieżki dźwiękowej “Blade Runnera” Vangelisa i środkowego Talk Talk. Może do tego trochę Kate Bush. Nie wiem czemu. Chyba coś przeczytałem tam czy tu. Oczywiście tu i ówdzie można, jak się okazuje, to i owo usłyszeć, ale… Uwaga, dygresja. W tym roku ukazał się pewien album. No i wszyscy recenzenci – jak jeden mąż – wśród głównych wpływów dopatrywali się twórczości zespołu x. No i wyszło na to, że owszem, zespoły y czy z to owszem, w ogóle można pół alfabetu wyliczyć, ale tego iksa autor muzyki nigdy nie słuchał i nie był dla niego inspiracją, o czym czytam w prasowym wywiadzie. Dlatego wyliczać sobie można. Być może o to właśnie chodzi w tym… sporcie. A jeśli chodzi o “To the Bone”, to najważniejsze, że są to piosenki. Może trochę zbyt grzeczna i ładne, pozbawione szaleństwa, a niekiedy także i fantazji, ale na ogół bezpretensjonalne. Progresywne ślady też można by bez większej szkody dla całości zatrzeć. Koniec końców, petardy na miarę ubiegłorocznej płyty Bon Iver nie dostajemy, bo i na to po cichu liczyłem. Jednak posłuchać nie wadzi.

Suffocation – …Of the Dark Light
suffocation.jpg
Mierzyłem się przed paroma dniami ze starym Suffocation. Porwany (obłędem) nie zostałem, choć muszę przyznać, że chłopaki się starały. Tutaj od pierwszych dźwięków uderza – w negatywnym sensie – brzmienie, jakże “godne” naszych czasów. Z nudnawej młócki robi się młócka sterylna, w której równie wiele prawdy i naturalności co na obrazku “zdobiącym” okładkę “…Of the Dark Light”. Dostajemy w teorii uczciwe trzydzieści pięć minut tego, co ograne i zgrane. Bardzo długie trzydzieści pięć minut. Z dawnych wielkich, jak już ktoś koniecznie musi, sugerowałbym tegoroczną płytę Obituary. Chyba że zaproponowana wcześniej muzyka do spania w obliczu zaburzeń snu okaże się niezdatna – wtedy zawsze lepiej sprawdzić nową płytę Suffocation niż faszerować się prochami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *