Z ręką na pulsie (#19): Fides Inversa, Mesarthim, Vanum

Fides Inversa – Rite of Inverse Incarnation (ep)
fides inversa
Standardowa gra na chaos. Zespół jest z Włoch, a swój kraj reprezentuje bez wąpienia lepiej niż takie Rhapsody. Dwa utwory, które składają się na “Rite of Inverse Incantation”, to black metal brzmiący nieco po islandzku, na czasie. To istotne, bo i Fides Inversa ma konkretny staż. Jeśli tak miałby się objawiać południowy temperament, to nie mam absolutnie nic przeciwko.

Mesarthim – Presence (ep)
mesarthim.jpg
Liczyłem – po cichu, żeby nikt nie słyszał, bo to naiwne – na drugie Darkspace. Tymczasem sprawdzałem, czy przypadkiem nie włączyła mi się gdzieś w przeglądarkowej zakładce inna muzyka, która zagłuszyła tę właściwą. No ale ostatnio na przykład serwował klasykę black metalu, a zaraz potem rzeczy psybientowe i dysonansu nie było, więc nie i ma tutaj, gdy podobne rzeczy dzieją się na przestrzeni dwudziestu minut. Niewątpliwie najciekawsza z opisywanych dziś epek. Do pełni szczęścia – i realizacji potencjału – brak chyba tylko porzucenia ekstremy.

Posłuchać można tutaj.

Vanum – Burning Arrow (ep)
vanum
Mimo wszystko, jak na moje niewprawne ucho, “Burning Arrow” to pójście bardziej w melodie niż w atmosferę. Chwilami ociera się to wręcz o blackmetalową inkarnację Iron Maiden, ale to już naprawdę może być coś nie tak ze mną. Przydałby się lepszy wokalista (z drugiej strony, ten jest specyficzny), chociaż drugą Mgłą, amerykańską, raczej nie będą.

Posłuchać można tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *