Z ręką na pulsie (#129): Seasonal, Świetliki, Vader

Seasonal – Irreversible Damage (wyd. własne)

Prawdopodobnie najlepsza tegoroczna polska płyta, której nie znasz. Oszczędny w środkach (ale nie w emocjach) progresywny (post-)rock dryfujący na szugejzowo-ambientowej chmurze. Dzięki “Irreversible Damage” nie muszę już smucić się z powodu kierunku, jaki po wspaniałym debiucie obrał Mariusz Duda ze swoim projektem Lunatic Soul – Maciej Sochoń z Seasonal mi to “wynagradza”.

Posłuchać można tutaj.

Świetliki – Wake Me Up Before You Fuck Me (Karrot)

Nie jest to najlepsza płyta Świetlików (najsłabsza chyba też nie – ani ze mnie ekspert, ani fan ich wczesnych nagrań), nie są to najlepsze wiersze poety Świetlickiego, ale nie jest to coś, co poleciłbym komuś, kto nie chce się porządnie wynudzić. Porządnie i przyjemnie, ale zdecydowanie więcej rozrywki, wzruszeń i przemyśleń dostarczy potrójna (3cd) “Sromota”.

Vader – Solitude in Madness (Nuclear Blast)

Vader stał się zespołem, który gra muzykę Vadera. Nie wiem, z czym skojarzyć “Solitude in Madness” – album, który znałem, zanim go włączyłem – bo najbliższy wydaje mi się obraz miejskiego festynu z okazji rocznicy jakiejś bitwy, która niegdyś odbyła się na okolicznych polach i polanach (niekoniecznie w czasach Polan). Dużo dymu, huku i krzyku, jakieś salwy w powietrze, w rynku nawet czołg postawią, ale mało ognia i – cóż – prawdziwości.


(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz