Z ręką na pulsie (#125): Burzum, Nadia Reid, The Innocence Mission

Burzum – Thulêan Mysteries (wyd. własne)

Nie śledzę “twórczych” działań youtuberów, nie tylko bushcraftowych, więc nagrywki Kristiana Vikernesa – niegdyś jednej z najważniejszych postaci na norweskiej scenie drugiej fali black metalu – interesowały, jak się zdaje, w największym stopniu administrację serwisu i internetową sekcję (sektę?) memiarzy. Z działaniami muzycznymi, odkąd po odsiadce basista Mayhem osiadł we Francji i został przykładnym (?) obywatelem, stateczną głową rodziny – było różnie, z reguły mniej lub bardziej śmiesznie. “Thulêan Mysteries” to ciekawostka, pewnie nic (albo niewiele) więcej, ale lubię dungeon synth, a ten tutaj mi się podoba. Nawet jeśli jest trzeba uczciwie nazwać ten materiał dość przypadkową i bez wątpienia przeładowaną kompilacją.

Posłuchać można tutaj.

Nadia Reid – Out of My Province (Spacebomb)

“Out of My Province” nie wystawia mojej miłości do Nadii Reid na próbę, ale wywołuje smutek inny od tego, jaki towarzyszył kontaktowi z dwoma poprzednimi albumami Nowozelandki. Smutek ten można tłumaczyć zazdrością, utożsamiać z nią, bo świat może usłyszeć te proste, poruszające piosenki (i zachwycić się nimi), liczba admiratorów twórczości wokalistki wzrośnie lawinowo, a tytuł albumu okaże się – jeśli odczytać go szerzej, a przynajmniej inaczej – samospełniającą przepowiednią. Wówczas – w pewnym sensie – zostanę sam. A będąc zupełnie poważnym, słuchamy artystki, która przez ostatnie trzy lata dojrzała i okrzepła. Wierzę, że nie dalej niż za kolejne trzy będzie na songwriterskim szczycie (popularności).

Posłuchać można tutaj.

The Innocence Mission – See You Tomorrow (Umbrella Day)

Amerykański duet The Innocence Mission (Karen Peris, Don Peris) nie nagrywa płyt kiepskich, nieudanych czy przeciętnych – nagrywa tylko mniej lub bardziej magiczne. Wprawdzie magii, która urzekła mnie momentalnie na “Sun on the Square”, jest na “See You Tomorrow” nieco mniej, ale wciąż tak wrażliwej naiwności (bo nie “naiwnej wrażliwości”), tak pogodnego zachwytu nad światem w najdrobniejszych jego przejawach (pogodny zachwyt jest jednocześnie pogodzeniem się z owymi przejawami) ze świecą – i na próżno – szukać na albumach innych (indie)folkowych artystów. I choćby bolało, (jak) nie wiem co, nie sposób się nie uśmiechnąć. Nawet jeśli uśmiech nie uśmierza bólu – jest tylko jego grymasem.

Posłuchać można tutaj.

(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz