Z ręką na pulsie (#111-112): Angel Olsen, Bisz / Radex, Cult of Luna, DIIV, julek ploski / Kolejarz, Shannon Wright

Angel Olsen – All Mirrors (Jagjaguwar)

Najbardziej hajpowane tegoroczne popowe płyty pań wydają się… przehajpowane. Angel Olsen to dla mnie “Pops” z “MY WOMAN” i chórki d odświeżonej wersji “I see a darkness” tego drugiego Prince’a. Z “All Mirrors” zapamiętam – przy odrobinie szczęścia – “What it is”. I ładne partie smyczków. Całość nie budzi żadnych emocji. Negatywnych również. To taki pop, do którego najlepiej pasuje określenie “nieśmiały”. A że i ja nie mam śmiałości, to zapewne nie zrobię dziesiątek podejść.

Bisz / Radex – Duch oporu (Agora)

Jak to ująć? Że Bisz nie jest już raperem, ale jeszcze nie jest poetą? Że pisze dobrze, ale nie jest w formie, nie mieści się w niej, więc zamiast szukać alternatyw w alternatywie lepiej odnalazłby się w pisaniu? “Duch oporu” to gry słów, gry słów to igranie z ogień, a Bisz ognia w sobie nie ma, odkąd poszedł na żywioł. Toteż to we mnie jest duch oporu, i duch jest silny, i go nie tracę.

Cult of Luna – A Dawn to Fear (Metal Blade)

Przebrnąłem przez ten album za trzecim razem. Dawno nie miałem podobnych trudności – wyłączywszy kilka polskich rapowych płyt. Jednak coś kazało mi wracać, próbować znowu, więc to niekoniecznie zarzut, że “A Dawn to Fear” to nuda i męka. Po prostu wolę albo post-rock, albo “prawdziwy” sludge metal. “A Dawn to Fear” nie postawię wśród ulubionych płyt Cult of Luna, a ulubionych płyt Cult of Luna – wśród ulubionych płyt (nawet post-metalowych).

DIIV – Deceiver (Captured Tracks)

Fajne, jak zaginiony album My Bloody Valentine, choć pewnie bardziej bym się ekscytował, gdyby “Deceiver” brzmiał jak zaginiony album Slowdive. Ale dobrego shoegaze’u nigdy dość, i zawsze mało, więc nie narzekam.

julek ploski / Kolejarz – Muzyka dawna (Dym)

Epka julka ploskiego (elektronika) nagrana z Kolejarzem (bas) osładza gorycz oczekiwania na drugą pełną płytę autora “Tesco”, ale też czyni ten okres nieco bardziej uciążliwym.

Posłuchać można tutaj.

Shannon Wright – Providence (Vicious Circle)

Odkrycie września: Shannon Wright
Album września: Providence

“Providence” to płyta – choćby w Chopinowskim duchu – romantyczna. Taka, z którą najlepiej byłoby się oswajać nocą, w odpowiedniej scenerii (nie wiem, jakichś leśnych zamkowych ruin). Ale nie sprawdzałem, czy rzeczywiście. Chciałbym, by podobnie brzmiała kolejna płyta Grouper – może wyłączywszy pewien element… grozy.

(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *