Z ręką na pulsie (#109-110): Black Cilice, Cloud Rat (x2), Diagonal, Ghost, Tsvey

Black Cilice – Transfixion of Spirit (Iron Bonehead)

Płyta dla osób, którym przejadł się Burzum, a Paysage d’Hiver nigdy im nie podszedł. A tak naprawdę dla każdego. Teoretycznie to tylko szumy i wrzaski, wp(r)asowane w siebie i sp(r)asowane ze sobą, ale jest w tym magia, której próżno szukać na zdecydowanej większości blackmetalowych płyt.

Posłuchać można tutaj.

Cloud Rat – Pollinator (Artoffact)

Cloud Rat w swoim żywiole – żywiole ognia. Ognia, do którego oliwy dolewa dająca z siebie więcej niż wszystko (z serca, z wątroby) cudowna Madison Marshall, wokalistka zespołu. Zespołu, który tłucze swój grindcore/crust punk tak, jakby jutra miało nie być. Nie być… Nie, wróć! Nie będzie nic lepszego w naprawdę ekstremalnej – a przy tym ekstremalnie emocjonalnej – muzyce w tym roku.

Posłuchać można tutaj.

Cloud Rat – Do Not Let Me Off the Cliff (Artoffact)

Troszkę odwróciłem kolejność (alfabetyczną), ale z drugiej strony, “Pollinator” jest daniem głównym (i specjalnością szefa kuchni), a “Do Not Let Me Off the Cliff” – deserem-niespodzianką. Ethereal wave bez hardkorowych domieszek, nie(koniecznie) dla hardkorowych fanów Cloud Rat. Wstydu zespołowi ten materiał nie przynosi, a co więcej, kilku uznanych artystów mógłby zawstydzić (ale jak w polskim rapie – bez personaliów). Wierzę, że szugejzową epkę też jeszcze nagrają.

Posłuchać można tutaj.

Diagonal – Arc (Cobblers)

Skrycie kocham brytyjskich prog(rock)owców z Diagonal. Obecnie nowe zespoły brzmią jak zespoły stare, “emulują” dawne brzmienie. Ale to tylko stylizacja/moda/trend/rekonstrukcja. Ci goście zwyczajnie SĄ kapelą z początku lat 70., która jakimś cudem powstała w XXI wieku. A jednocześnie nie patrzy się na nich z politowaniem. Nie urwali się z choinki. Nie wyskoczyli z kapelusza. Nie są osobliwi. Są super. I ich trzecia płyta, “Arc”, jest super, choć nie ma tu takich hiciorów jak na debiucie.

Posłuchać można tutaj.

Ghost – Seven Inches of Satanic Panic (Loma Vista)

Do tej pory myślałem, że Ghost może stać się nową Abbą, jeśli da sobie spokój z metalem. I sobie dał. Dwa nowe utwory (fe-no-me-nal-ne!) pokazują jednak, że może być jeszcze lepiej – jest potencjał na współczesne Fleetwood Mac. Niech tylko Tobias Forge zawróci z podróży w czasie o dziesięć lat – z ’69 do ’79.

Posłuchać można tutaj.

Tsvey – O (glamour)

Notka troszkę na (inspirującym!) marginesie wczorajszej prywatnej dyskusji o techno, którą puentowało wymierzone we mnie, nieco ironiczne acz nie ostre “pewnie Burial lubisz” (wskazówka: “dla mnie to najbardziej typowe granie w typowym graniu”). Tsvey też lubię. I to z kolei nie jest najmniejsza złośliwość skierowana w stronę duetu Kujawski/Połoz. Moja pierwsza refleksja była wprawdzie taka, że “hej, tytuł piątego utworu powinien brzmieć >>Przechero<<, nie >>Przecherze<<, skoro to tytuły-zwroty/wykrzyknienia, a nie tytuły-dedykacje’, ale nawet jeśli – to nieważne. “O” udowadnia, że aby wpisać się w nurt młodej polskiej elektroniki, nie trzeba mieć wpisanej w numerze PESEL jako pierwszej cyfry 0.

Posłuchać można tutaj.

(skala ocen: 0.5-5.0)