Z ręką na pulsie (#108): Rivers Like Veins, Stworz, Zamieć

Rivers Like Veins – Z iskier srebrnych orszaków (Werewolf)

Obraz Teodora Axentowicza na okładce, wiersze Kazimierza Przerwy-Tetmajera jako teksty i notka prasowa (“concept album themed around folk nostalgia, nature and death”) zwiastują płytę, przede którą trzeba uciekać, gdzie pieprz rośnie (i ta dedykacja… ojczyźnie), ale okazuje się, że zapowiedzi/groźby Rivers Like Veins nie spełniają. Wątki pogańsko-słowiańsko-rustykalne nie wychodzą często na pierwszy plan (nie tylko ze względu na typowo niedobrą blackmetalową produkcję), klawisze i żeńskie wokale da się znieść, mimo że… no nie znoszę takich “folkowych” zagrywek w tym gatunku. Mieści się to idealnie między Wędrującym Wiatrem a Stworzem – także jeśli chodzi o poziom.

A “Jak widmo potępione” to jakiś cloud rap.;)

Posłuchać można tutaj.

Stworz – Mój kraj nazywa się Śmierć (Werewolf)

tagi: pagan black metal, słowiańska melancholia, bajdurzenie

Posłuchać można tutaj.

Zamieć – Kostnica (Svere)

Piwniczny black metal, który równie dobrze mógłby nie ujrzeć światła dziennego. A z perspektywy słuchacza może nawet lepiej, gdyby nie ujrzał. Rozumiem, że nie bierze się serio tych poezji o gniciu i rzyganiu, i że to taki powrót do korzeni (do ziemi?), ale stworzenie czegoś beznadziejnego umyślnie nie podnosi poziomu dzieła – nadal jest ono beznadziejne.

Posłuchać można tutaj.

(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *