Z ręką na pulsie (#104-105): Ana Roxanne, Eluvium, Jambinai, Knurzum, Tomb Mold, Volahn, Zguba (i in.)

Ana Roxanne – ~~~ (Leaving)

Gdy przy pierwszym utworze na chwilę zapomniałem, czego słucham, przeszło mi przez myśl, że może to jakaś mniej mi znana płyta Grouper. Albo nowy album Raum, jedynego słusznego (w tym roku pojawił się też rosyjski). Coś w tym jest, choć wrażenie (z) czasem umyka (by wrócić np. w takim “Nocturne”), ale jeśli szukasz ambientu, który pozwoli Ci dryfować, nie zatapiając w melancholii, to warto “~~~” sprawdzić.

Posłuchać można tutaj (Spotify).

Chat Pile – This Dungeon Earth (wyd. własne)

Logo zespołu może okazać się mylące, choć jeśli traktować je bardziej jako ostrzeżenie, to ma sens. To, co usłyszymy, to nie grindcore, nie brutalny death metal ani surowy black metal, ale związki z ekstremą (sludge/hardcore) są w tych czterech okropnie wyprodukowanych okropnych piosenkach wyczuwalne. Dalej w noise rocku byłoby chyba rejestrowanie samego hałasu. Jeśli po zeszłorocznej płycie Daughters nie dostajesz bólu głowy, popraw sobie “This Dungeon Earth”.

Posłuchać można tutaj.

Cloud Rat / The World Is a Vampire – Cloud Rat / The World Is a Vampire LP (Feast of Tentacles)

Mam wyrzuty sumienia, że nie wspomniałem choćby w dwóch zdaniach o albumie bardzo lubianego przeze mnie Cloud Rat (klimaty shoegaze/sludge/hc punk/grindcore – zależy, jak się rozpędzą), który dzielą z The World Is a Vampire (tempa średnie/średnio szybkie, a więc raczej slugde/hc punk). Niniejszym czynię to więc, bo pominąć jedno z ciekawszych – a przy tym niezauważonych – wydawnictw tego roku jest jednak słabo.

Posłuchać można tutaj.

nowa płyta Dark Fury – tytuł nieistotny (wydawca przemilczany)
[brak okładki]
link do niezapomnianego występu live, zamiast notki o albumie, który niestety słyszałem, i to w całości
ocena: 0/5

Eluvium – Pianoworks (Temporary Residence)

Ponad półtorej godziny plumkania w wykonaniu gościa, który jak się zdaje, jest marką. Nie jest za to może Nilsem Frahmem, ale i tak czemu by sobie w tle “Pianoworks” nie puścić.

Posłuchać można tutaj.

잠비나이 [Jambinai] – 온다 (Onda) (Bella Union)

Gdyby koreański post-rock miał w Polsce (i na świecie) tyle fanek (i fanów) co k-pop, tobym się nie zdziwił. To znaczy zdziwiłbym się, ale taki stan rzeczy miałby (jakiś) sens. Jambinai sięgają w swoim graniu do tradycji i do metalu, ja zaś sięgam do wzorców godnych notek prasowych, a nie – jak by je nazwać – szkiców krytycznych. Ale skoro mówię o płycie, którzy wszyscy już znają i słyszeli – mimo że koreański post-rock nie jest k-popem – to mogę pozwolić sobie na więcej (czyli mniej).

Posłuchać można tutaj.

Knurzum – Do Choroszczy! (wyd. własne)

Black metal dla kogoś, kto nie wie, czym jest black metal. “Wokale” Krzysztofa Kononowicza to jedyny nieironicznie dobry element. Reszta brzmi jak wizja kogoś, kto zna “Hvis lyset tar oss” (tzn. słyszał), a kilka innych płytach zna ze słyszenia (tzn. nie słyszał).

おとぼけビ~バ~ [Otoboke Beaver] – Itekoma Hits (Damnably)

Nawet furiacki hardcore punk w wykonaniu Japonek brzmi uroczo, nic nie poradzę.

Posłuchać można tutaj.

Suldusk – Lunar Falls (Northern Silence)

Okładka zwiodła mnie na pokuszenie i… zwiodła. Fani Myrkur czy Lonely Star mogą sprawdzić, ale nie oczekując zachwytów i olśnień. Emily Highfield naprawdę ładnie śpiewa, skrzeczy i krzyczy równie ładnie, ale muzycznie strasznie to wszystko statyczne, banalne i bez pomysłu. W dark folku rządzi w tym roku Undantagsfolk.

Posłuchać można tutaj.

Tomb Mold – Planetary Clairvoyance (20 Buck Spin)

Trzecia płyta Tomb Mold w trzecim kolejnym roku – każda na 3/5. Porządny, dobrze przyswajalny death metal, który nijak – znów! – mnie nie porwał.

Posłuchać można tutaj (Spotify).

Volahn – El Tigre del Sur (Nuclear War Now!)

W tym miesiącu głównie nadrabiałem klasyki, a jeśli sięgałem po premierowe wydawnictwa, to z reguły takie, które doczekały się omówień w osobnych tekstach. Toteż aby nieco się zorientować, przejrzałem chartsy na RYM-ie. I pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to obecność na nich epki Volahn, o której istnieniu nie miałem pojęcia, a sama nazwa wywołuje u mnie dobre skojarzenia. Tym bardziej że dobry black metal z wpływami folkowymi wydaje się rzadkim zjawiskiem. Na “El Tigre del Sur” (Tygrys Południa -> Emiliano Zapata, jedna z postaci związanych z rewolucją meksykańską [1910-1917]) pobrzmiewają wpływy tradycji meksykańskiej (same wstawki są kapitalne), w ekstremalnym rdzeniu nie brak zaś melodii.

Posłuchać można tutaj.

Zguba – Potwarz (Opus Elefantum Collective)

Zguba raz brzmi tak, jak mógłby brzmieć The Caretaker, gdyby jego twórczość była czymś innym (czymś więcej?) niż sprawnym kuglarstwem (“Sybir”), raz jak Ulver w swoim być może najlepszym momencie, czyli na “Lyckantropen Themes” (“Potwarz”), jednak z zastrzeżeniem, że zabiera nas na nocny spacer nie po spokojnej, znajomej okolicy, a po podłych zaułkach obcego miasta, gdy sami jesteśmy w stanie upodlenia. Stanisław Staszewski śpiewał o mgle wódki pełznącej jak duch wokół głów. I to też tutaj pasuje (szczególnie że kolejny wers brzmiał “jaki zły, jaki pusty jest cały świat”). Nieprzetrawioną pustkę, wraz z nieprzetrawionym alkoholem, czuć w powietrzu. I w tym, którym oddychamy, i w tym wydychanym. Ono nas dusi. Foghorn wnosi trochę światła (“The toll of the sea”), ale jest to odbicie bladej pomarańczy ulicznej latarni w płytkiej, brudnej kałuży. O swoich oczach (naturalne skojarzenie z “płytką, brudną kałużą” – podobny kolor i głębia) słyszałem, że to czarne dziury (nawet nie są czarne, ale co tam), w których każde światło ginie w nich momentalnie i bezpowrotnie. Podobnie jest z “Potwarzą”, i może być z Waszym świat(ł)em, jeśli sięgniecie po tę płytę. Z jednej strony, nie radzę. Z drugiej – zachęcam jak rzadko kiedy.


W tym miejscu Zguba opowiedział o ważnych dla siebie płytach. Tekst ma wartość literacką, poznawczą i kontekstualną.
___

Posłuchać można tutaj.

(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *