White 2115 – Młody książę

Zacznijmy może tak.

Najlepszy fragment płyty to pierwsze dwadzieścia cztery sekundy. Dwa razy więcej czasu potrzeba White’ow 2115, by wspomnieć o Versace. Trzy razy więcej czasu by zacząć krzyczeć. Cztery razy więcej by zacząć płakać. A ja potrzebuję dwóch minut (24×5), by mieć pełen obraz twórcy i dzieła, by poznać najdrobniejsze szczegóły autoportretu portretu, na którym nie znać choćby szczegółu, który odróżniałby “Młodego księcia” od stockowego obrazka polskiego trapera.

Jest taki wers Stanisława Staszewskiego, z “Królowej życia”, który zachwycał pewną bliską mi osobę. – To jest świetnie napisane – mówiła – bo to jest królowa życia [tu pauza, po czym ożywionym głosem z rozbawieniem] I KRÓL”. I ci traperzy są potomkowie tego króla, o którym można było cokolwiek powiedzieć tylko poprzez związek (choćby logiczny czy językowy) z rzeczoną królową życia. Dzięki niej zyskiwał cień tożsamości, cień. Bez niej… nie istniał. A w świecie White 2115, stanowiącym jedynie część trapowego uniwersum, Ona jest marzeniem, fantazmatem. Nawet nie trzeba konkludować tego akapitu.

Brakuje wszystkiego. Słownika pojęć, refleksji, barwy głosu. Toposów, drogi, celu. Wypowiedzi, które nie są wywołującym bezsilne westchnienie echem. Czy “konwencja” to według definicji “nieprzetworzone powtórzenie”? Każdy, kto słyszał trzy nowe polskie trapowe płyty, nie usłyszy na “Młodym księciu” niczego, czego by już nie znał. Ani wersu. Ani słowa. I bardzo prawdopodobne, że nawet jeśli dobrał tamte trzy pozycje losowe, to co najmniej dwie były odrobinę bardziej frapujące. Niekoniecznie dlatego, że poznane wcześniej.

Nie twierdzę, że dwadzieścia lat temu więcej do zaoferowania mieli osiedlowi poeci. Ale oni mieli do zaoferowania… siebie. A tutaj chodzi o to, by broń boże o sobie nie nawinąć, jedynie wykreować postać, która nie jest żadną kreacją, tylko odrysowaniem przez kalkę nakreślonych grubaśną krechą konturów postaci. Bez wypełnienia czy kolorów. Bez osadzenia jej w rzeczywistości, nawet jeśli miałaby nią być odrapana ławka. Jest tylko wspomniane uniwersum. Pozbawione bohaterów, zdarzeń i historii. Ot, pustka. Intelektualna, duchowa, literacka. Wypełniona sianem. Niekoniecznie tak rozumianym, jak się tam przyjęło.

Jeżeli najciekawszy fragment to “jak będę chciał, to się wydziaram / na starość będę chodził w dziarach” (bo widać w nim bezpretensjonalną, absurdalną nieporadność), to co tu pisać, o czym… Ponoć White 2115 chciał tylko podzielić się z nami swoim życiem na trackach. W myślach odpowiadam “och, nie trzeba było”, ale potem myślę sobie “szkoda, że ten zamiar najwyraźniej od razu porzucił”. I że w utworze “Rok” wymienił wszystkie swoje mocne strony (“wiek to mój atut”).

I odpuśćmy.


WHITE 2115, Młody książę, SBM

(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *