W.E.N.A. – Montana Max (2019)

Dziś będzie chaotycznie. Z notatek spisanych w telefonie (tak to się raczej szkicuje wiersze) To trudna płyta do tego, by rozprawić się z nią w bardziej zwartej formie.

Najpierw mam coś takiego.

Ostatni raz u spowiedzi byłem lata temu. Pokutę zadaną wypełniam do teraz. Obraziłem logikę, zdrowy rozsądek, dobry smak i miłość własną następującymi grzechami: słyszałem więcej tegorocznych rapowych płyt niż tych bliskich wrażliwości i sercu, a do albumu “Montana Max” W.E.N.Y. podszedłem według konserwatywnych prawideł, przesłuchując całość trzy razy. Za wszystkie [grzechy] serdecznie żałuję, choć nie mogę obiecać poprawy. Pokutę zadam sobie sam, bowiem sam postępek jest już pokutą.

Albo spróbujmy inaczej. Skoro pisanie profesjonalnych recenzji dla dużych redakcji/mediów pilega – ponoć! – na twórczym przepisaniu notek prasowych, to moja wygląda tak.

“Montanę Maxa” charakteryzuje świeże spojrzenie na muzykę, oryginalność i polot. To płyta pełna energii, pasji i zaangażowania, które wypełniają – i potrafią napędzić – każdy z czternastu tracków, pompując adrenalinę do żył słuchacza. Co ważne, autor nie odcina się od korzeni, dzięki którym wzrósł, i pozostaje wierny podziemiu. Tylko sczerości i talentowi zawdzięcza to, że zaistniał w szerokiej świadomości. Wciąż jest bezkompromisowy i prawdziwy, pisze błyskotliwe i celne linijki, pełne mądrych życiowych spostrzeżeń i nauk, a przy tym – mimo luzu – nie stroni od głębszych refleksji.

[tu miejsce na ocenę bliską maksymalnej]

Jeszcze inaczej. Normalnie.

Pierwsze wrażenie? Sinusoida. Rozstrzał. Dotyczy to jednak głównie bitów, bo te nowoczesne są wtórne i nudne, bardziej klasyczne zaś… przynajmniej bujają. Sam W.E.N.A. w tym staroszkolnym wydaniu brzmi jak jego kolega o podobnej, także czteroliterowej i pokropkowanej ksywce [brzmiał dziesięć lat temu]. Choć warszawianin ma najwyżej połowę charyzmy łodzianina i może czwartą część jego techniki. Ale przynajmniej – czyżby dlatego, że nie musiał rzucić zioła? – mniej w nim i w jego wersach frustracji. Choć coś tam zdarzy mu się przebąknąć pod nosem o rurkach, a jakże. Jednak kilkoma utworami (“Palermo”, “Dobry rok”) probóuje dotrzeć do zwolenników nowej szkoły. Jak można się zorientować na bazie komentarzy pod tymi klipami, nie był to najlepszy pomysł. I to już na poziomie intencji.

W.E.N.A. debiutantem nie jest, ale widać, że wziął sobie do serca rady z pierwszej płyty innego kolegi, tym razem ze Szczecina, bo już nie będę mówił o wadzie wymowy – jakże potrzebnej! – tutaj jest w normaie, ale to, iż maksyma “nie przesadzaj z formą, nieważne, jaka treść jest” brzmi nadal, po osiemnastu latach, jak przykazanie z rapowego dekalogu, trwoży i smuci.

Bo o czym jest “Montana Max”? Pytam poważnie. I sam siebie. O rapie? O miękkich narkotykach? Nie wiem. Dlatego za trzecim razem postanowiłem – bez ironii – posłuchać tej płyty jak audiobooka. I wypisać podjęte wątki.
– “Z osiedla” -> #osiedle #jaranie #dilerka #dziewczyna #melanż #towar #kluby #policja #hajs
– “Statystyka” -> #hajs #walkaoswoje #sukces #bycie-na-dnie #ja-i-oni #fałsz #pokora
– “Mało kto” -> #miasto #bal #bloki #lokalnypatriotyzm (?!)
– “Więzi” -> #jaranie #luz #kiedyśtobyło #moiludzie #sukces #pustka #ja-i-oni
– “Handluj z tym” (btw, kocham takie kalki, jakże młodzieżowe, W.E.N.A. rocznik ’84, no złoto) -> #jaranie #raporapie
– “Mam dość” -> #kluby #bójki #kiedyśtobyło #ja-i-oni
– “Palermo” -> #kawa #jaranie #kiedyśtobyło #dziewczyna #raporapie
– “Chmury” -> #jaranie #policja
– “Sztuczna” -> #ja-i-oni #szczerość #szacunek
– “Żadnej” -> #dziewczyna #powiedzmy-że-miłość
– “Daleko stąd” -> ??? (jeśli coś wskażę, to będzie przekłamanie, bo zasugeruję, że to o czymś jest)
– “Restock” -> #buty #dziewczyna #hajs
– “Dobry rok” -> <facepalm>
– “Ramen” -> #ramen (xD)

“Na końcu Dawid pokonuje Goliata”. Czujmy się pokonani.

Jak to podsumować? W.E.N.A. stoi w rozkroku. To ogląda się w stronę swoich wiernych fanów, to próbuje przymilić się tym, którzy w chwilach jego początków na scenie stawiali pierwsze kroki. Całkiem sprawnie upycha raz lepsze, raz gorsze podkłady watą słowną, a treści, które każą wyłączyć płytę, jest stosunkowo niewiele (to tylko wątki, w których raper stara się mówić o swoich uczuciach do kobiety – ona, ufam, jest tymi wersami urzeczona). Gdyby okroić album o połowę, odpuścić sobie oddanie zwrotek gościom (Kaz Bałagane, Jan-Rapowanie, Frosti Rege, Włodi, Onar, Sztoss, Flojd, to mielibyśmy niższe stany średnie. A tak to…


W.E.N.A., Montana Max, My Music

(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *