Vienio & Magiera – Twarzøva (2019)

Jeśli mam być szczery, to powiem, że nie cierpię pisać wstępów. Jak to często bywa, orientuję się, że ten fragment jeszcze przede mną, kiedy już napisałem właściwie całą – powiedzmy – recenzję. Ale wykorzystajmy tę chwilę szczerości. Zatem: nie czekałem na “Twarzøvą”. Do Vienia nie mam absolutnie nic, choć najlepiej zapamiętałem to, jak bardzo potrafi odstawać od kogoś naprawdę utalentowanego (konkretnie od Łony, o tutaj). Taką przepaść między zwrotkami słyszałem chyba tylko na płycie Tymona (której nie nagrał jako Tymon), ale Tymon to Tymon, każdego by zjadł, a Magiera… No Magiera produkował ostatnią płytę Smektały, wydaną jedenaście lat temu, więc to może on mnie skusił, podkusił właściwie…

Uff, teraz, jak powiadał Kazik, “się sklei”.

W przypadku raperów nie można mówić o naturszczykach – szczególnie jeśli miałaby to być uwaga krytyczna – bowiem uliczna legitymacja znaczy więcej od uczelnianego dyplomu. A nawijka nie jest dyscypliną akademicką. Ale Vienio, tak dziś pomyślałem, jest Zbigniewem Buczkowskim nawijki. Odtwórcę roli Wiesława Graczyka przyjęło się nazywać aktorem jednej miny. Reprezentant Molesty dysponuje podobnym wachlarzem sztuczek warsztatowych, gdy idzie o flow. Jednakże łączy ich coś innego: to, że pewnie łatwo byłoby ich naśladować, ale o wiele trudniej podrobić.

A może bardziej uprawnione byłoby nazwanie Vienia punkiem? Tym razem bez podszywania paraleli ironią. Problem z nim bowiem polega na tym, że chce dobrze, ale brakuje sprawności w formułowaniu myśli. Teksty kapel takich jak – strzelam – Uliczny Opryszek czy Smar SW bywają niegłupie, ale są przede wszystkim tak grubo ciosane, że by miały wartość, powiedzmy, literacką, trzeba by pisać je od nowa. Nawet nie redagować. Ale jak nie każdy jest Tomaszem Adamskim (co więcej, nikt nie jest), tak trudno znaleźć na scenie hiphopowej aktywnego zawodnika ze świetnym piórem. Ale nie uciekajmy w piętrowe dygresje. Weźmy kilka utworów. Taki “E-330” przykładowo. Pewnie miał traktować o tym, że obżeramy się chemią (dla uproszczenia pomińmy refren ze słowami “Polacy lubią bylejakość”, by nie odbijać piłeczki, szukając przyczyn popularności rapera), a więc szkodzimy sobie (i może nie tylko sobie), a wyszedł konfundujący wyrzut… o kupowanie artykułów żywnościowych w promocji. No serio?

Ale props za follow-up – być może niezamierzony – do Taconafide. Jeśli w ogóle można… za coś takiego.

W każdym razie, już ten jeden przykład zasługuje na dłuższy referat, na który nie mam jednak zdrowia i determinacji. Zarzucę może tylko fragment, na zachętę (zanętę?):

w międzyczasie w sklepie ogłaszają rabat
no i biegnie cały tłum, będzie w domu się objadać
nieważne, że produkt byle jaki i samo “E”
ważne promocję trafić
przecież się zje i chlebem się zagryzie
Polak przecież jest ze stali i z choroby się wyliże

Inny przykład. “Warstwa plastiku”. Chodziło, tak myślę (a staram się myśleć z pewną czułością), o manifest proekologiczny, ale szybko, bo już po półminucie, coś tu nie gra. Czy wyłącznie brakiem lekkiego pióra i ciężką, niedowładną rękę do klecenia wersów można tłumaczyć takie frazy jak “plastik w naturze się nie rozkłada / to wada, defekt czy niedopatrzenie / w śmieciach utonie nowe pokolenie / wkrada się folia z każdym zakupem / znosisz siatki, butelki i, k*rwa, jest super”. No nie jest super, nie jest, kur…czę.

Albo “Imperium zła”. Czyli taka – wydaje mi się – niezgoda na owo zło. Niezgoda najzupełniej słuszna. Ale przyznajmy uczciwie, że tutaj broi gość. Gospodarz podejmuje różne wątki (geopolityczne? religijne? – Vienio poetyzujący to Vienio nieczytelny, ale do tego wrócimy), ale dość powierzchownie, dzięki czemu bez godnych odnotowania potknięć. Popis daje Junior Stress, który ma dyspozycji refren i zwrotkę. Zaczyna, bądźmy wyrozumiali, dobrze (“anihilacja kultury / podział na kolory skóry / źródło wszelkiego zła”), ale później to już – nawiązując do tytułu klasycznego utworu – “ciąg słów losowych”. I albo jestem jakiś niemądry, albo dramatyczne wersy – cytuję – “ludzie tam umierają po cichutku / dopóki nie usłyszymy jak ktoś z nich krzyczy” nie mają jednak sensu. Co nie znaczy, że próby tworzenia podobnych również nie mają sensu. Tylko proszę, niech one będą mniej nieudane.

Miało być o poetyzowaniu. Zachodzę w głowę, o czym jest – swoją drogą, przemyślnie wybrana na singiel, by pokazać, że Vienio nie utknął w swego rodzaju limbo przełomu wieków, choć pokazuje jedynie, że nie utknął w nim producent, Magiera – kompozycja “Minuta i 20sec”. O muzyce? Nie, chyba nie, to byłoby… typowe. O kobiecie? Myślę, że i ten trop jest mylący. To o wenie? Nie wiem. Ale wydaje mi się, że WŁOSY NIE SZELESZCZĄ.

To tylko takie podkreślenie, nie krzyk.

Nie chcę nawet wyliczać dalej. O czym mam wspomnieć? Że metaforyka “Części zamiennych” jest tak nieintencjonalnie niefortunna, że budzi śmiech / zdziwienie / niesmak (niepotrzebne skreślić)? Albo że “Sto twarzy” jest w istocie tak wnikliwą i świeżą analizą socjologiczną jak podpowiada tytuł (“setki milionów ludzi nosi maski / a dziś być sobą to prawdziwy zaszczyt”)? Aż chciałoby się gorzko zażartować – ale z siebie, więc to uprawnione – że jak dobrze, iż nie mam już twarzy.

(no że niby jestem oczytany albo coś)

No dobrze. W przedostatnim akapicie – skoro pojawił się w akapicie drugim #symetria – wróćmy na chwilę do Kazika. Może to z nim należy zestawić członka Molesty? Obaj są w takiej formie, w jakiej są, i obu – także z tego powodu – można nazwać publicystami, niejako urywając na tym wątek ich nazbyt śmiałych lirycznych poczynań. Łączy ich jeszcze jedno: mogliby powtórzyć sobie deklinację (druga minuta “Zabijam czas”), bo licentia poetica to równie sensowny (wy)myk co zasłanianie się konwencją. Ale Magiera spoko.  Nie rzuca MC kłód pod nogi, a słuchaczowi pomaga wytrwać do końca.

Nie mam siły pisać o tej płycie. “Twarzøva” wyczerpuje już przy słuchaniu. Lubię oldskul, truskul jeszcze bardziej, a trudno o większą oldskulowość w polskiej rapgrze, ale Vienio choć może jest dobrym człowiekiem, to na pewno nie jest dobrym raperem, a przede wszystkim tekściarzem. O ile serce w nawijce liczy się serce, bo w sztuce – chyba że jest to sztuka rzemieślnicza – techniczna sprawność nie ma i nie może mieć prymatu, o tyle nieumiejętność sformułowania myśli na papierze to coś, co w rapie powinno być wymagane. Chociaż tyle.


VIENIO & MAGIERA, Twarzøva, Agora

(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *