Tau – Egzegeza: Księga pszczół (2019)

Ponieważ nie zawierzam [się] formie – jak Tau zawierza [się] Stwórcy – pomyślałem, że recenzja nie będzie tym razem recenzją (ani czymś, co ją przypomina, gdy mocno przymrużyć oczy), a zbiorem punktów. Nie wiem, czy stworzą jakiś obraz, kiedy je połączyć, ale są pewnym odbiciem moich wrażeń. A więc…

***

– lekko organiczne (co fajne);
– śpiewane refreny (co niefajne);
– emocjonalne fragmenty bywają lekko żenujące;
– podobnie fragmenty “moralizatorskie”;
– irytujący sentymentalizm pt. “kiedyś było lepiej” (“Ul. Pamięci”);
– wątek jarania, podejmowany przez autokrytyki (to nic złego, hę?);
– banał, banał, banał;
– “szluga”? w jakiej gwarze taka jest forma mianownika?
– trochę slangu, w opowiadaniu o “dawnym” życiu nawet sporo, ale bez bluzgów (+);
– wszystko to jakieś uproszczone, cała ta dychotomia (dobro-zło, światło-ciemność, pytanie-odpowiedź);
– sprawne to, bardzo sprawne, przyjemnie staroszkolne (może jeszcze lepsze byłoby bardziej spokenwordowe podejście/ujęcie?);
– cały wątek wiary nie jest (a jedynie bywa) nachalny (szczególnie w chwilach zwrotu do Stwórcy);
– a miłość do boga wydaje się trudną miłością, to pogłębienie niezbyt interesującego wątku propsuję;
– może tak brzmiałby nawrócony (?) Fisz, gdyby się nawrócił (?) i został przy rapie-dla-dziewczyn?
– sens wyrażania pewnych wątpliwości wydaje się wątpliwy (“Ul. Pojednania”);
– ale sama przemiana – choć nie śledziłem jej uważnie – wydaje się ciekawsza (z perspektywy konsumenta dzieł kultury) niż ta Zeusa;
– “Ul. Nowych Oczu”… uch! to powinno przepaść na etapie selekcji, jakaś granica zostaje przekroczona zostaje przekroczona, a jeśli nie została tu użyta hiperbola, to tym gorzej dla tekstu (kto mi uwierzy? – pyta autor);
– “chodzi o intencje” (“Ul. Przeciwciał”) -> nie, oj nie, nie można szukać spokoju sumienia, kiedy jest się słabym, w tym, że chciało się być dobrym;
– “Ul. Smutnej Radości” -> wikipedia rap, + bardzo odkrywcza refleksja, że księża (czy w ogóle przedstawiciele jakiejś grupy/profesji) są dobrzy, no wow;
– właściwie z każdym utworem, w lekkim uproszczeniu, Tau coraz bardziej zwraca się ku Światłu, więc trochę odwracam się do tych wersów z grymasem;
– w pewnym momencie robi się to nieco zbyt neofickie, takie świadectwo, którego słucha się jak kogoś, z kim szkoły organizują spotkania, by młodzież posłuchała, jakie złe jest zło, a jakie dobre – a przy tym tak niekonkretne – dobro;
– to chyba zbyt intymne; piosenki-listy mogą być problematyczne dla kogoś, kto ich posłucha (a do kogo nie są adresowane), co dopiero piosenki-modlitwy;
– “patriotyzm daje siłę” – no tylko czekałem na poruszenie także tego wątku, i może na nim warto zakończyć.

***

Gdyby klimat pierwszej połowy płyty – nie tak oczywisty, wyważony, mimo wahnięć – rozważałbym ocenę o pół punktu, może nawet o punkt wyższą. Bo to całkiem sensowny, niemal pozbawiony brudu, dobrze zrobiony rap, ale z czasem szala przechyla się na stronę “ideologii” – jakakolwiek ona jest – co nigdy nie jest czymś dobrym. Pewne treści – właściwie każde treści – można “sprzedać” w mniej nachalny sposób. Ale powtórzę jak zwykle przy podobnych sposobnościach – dobrze, że autor odnalazł spokój i harmonię. Wpływ na poziom jego twórczości jest naprawdę z takiej ludzkiej perspektywy najmniej istotny.


TAU, Egzegeza: Księga pszczół, Bozon

(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *