Stachursky – Doskozzza

TEKST O UTWORZE “TO MOJA DROGA”

Wrócił Pan Jacek. Czy potrzeba dłuższego wstępu?

jam Jest Wszechpotężny Etyzer
Wysłannik Istot Galaktyki Światła
przysyła mnie do was Hermeous
Urantia jest teraz moim życiem i przeznaczeniem
Urantia jest teraz moim domem i moim światem,
a mój świat to wieczna, niekończąca się meandryczna Monaterka

“Doskozzza” (według autorskiego przekładu “doskonała ekstaza muzyczna”) kompiluje wątki muzyczne i literackie takich kompozycji słowno-muzycznych jak “Dosko”, “Vademecum DJ’a”, “Jam jest 444” czy klasycznej “Chłosty”. Jest intertekstualną grą, w której jako interpretator stoją na pozycji przegranej i straconej. Nie wiem bowiem, kim jest Etyzer (poza tym że Wysłannikiem Istot Galaktyki Światła). Nie wiem, kim są owe Istoty. Nie wiadomo mi nic o miejscu, z którego pochodzą. Nie umiem powiedzieć, kto to Hermeus, który przyszłał do nas Etyzera, ani co to Urantia, czyli obecne życie i przeznaczenie owego wysłannika. Być może dowiemy się tego za parę lat. Jako że samym sposobem (w)prowadzenia (do) opowieści (może to po prostu takie “cześć” rzucone z ust samego wokalisty do części publiki?), najmocniej omawiany fragment przywodzi na myśl “Jam jest 444”, mogę tylko się przedstawić (przy okazji podawszy źródło).

Wiem jedno: “Doskozzza” jest hymnem [o] miłości. Hymnem przejmującym i smutnym.

I nie, wcale nie dlatego, że przywodzi – jak się okazuje, zupełnie słuszne i nieprzypadkowe – skojarzenie z “Friday I’m in love” The Cure. Podmiot tamtego utworu nie oglądał się na nikogo i na nic, poza miłością [własną], więc traktował o niej w takim sensie, w jakim – strzelam! – telewizyjne Warsaw Shore opowiada o życiu. A więc nie stawiałbym obu, jak by rzec, realizacji motywu na równi.

w niedzielę nic nie czuję
mózg nie funkcjonuje
z czasem można się oswoić

Lećmy po kolei, czyli od niedzieli, która nieprzypadkowo jest pierwszym dniem [tygodnia]. Nie jest to jednak dzień zmartwychwstania, ale nie doszukiwałbym się w tym próby obrazoburstwa. Z czym zmaga się – uch! – podmiot liryczny? Z czego wynika oddany w strofie stan apatii? Choć pada tam dosłowna deklaracja (“nic nie czuję”), to ma ona wydźwięk dramatyczny, wskazuje na ogromny ból. Ból, który trawi rozum, pochłania myśli i obezwładnia ciało, a jedyne, co można z nim zrobić, to oswoić się.

Ale co spowodowało, że się pojawił? Co podsyca owo ognisko bólu? Czy nie jest to przypadkiem nieobecność kogoś, kto zawładnął sobą – tym, że jest, ale go nie ma – wszystkim, co istnieje i co nie istnieje, i nie tyle ćmi, ile zaćmiewa cały świat, widzialny i niewidzialny?

w poniedziałek z rana
Sahara mnie dogania
i wszystko ze mną może zrobić

wtorek to głodomór
nie życzę nikomu
może lepiej się czymś dobić

Przyjrzyjmy się temu, co dzieje się przez kolejne dwa dni. W poniedziałek – pragnienie. We wtorek – głód. Pragnienie – jako że człowiek o wiele krócej potrafi wytrzymać bez wody niż bez pożywienia – daje o sobie znać jako pierwsze. Daje o sobie znać, i daje się we znaki, już od pierwszych chwil dnia, od momentu otwarcia oczu. Ale czy myśl o kimś takim, o kim mówimy, nie jest pierwszą myślą po przebudzeniu? Czy nie jesteśmy zupełnie bezradni wobec niej (lub: Niej)?

Tutaj mała ucieczka osobista, proszę o wyrozumiałość. Ktoś, o kim nie chcę nic, sformułował raz zdanie “tęsknię tak, że mi to odbiera rozum”. Czy nie o tym mowa w tej poniedziałkowej (a także niedzielnej) strofce? Czy człowiek niezdolny do logicznego myślenia nie jest wręcz skazany na postępowanie wbrew logice? Czy tęsknota nie robi z nim wszyskiego (co złe)?

I dalej: nie można nikomu życzyć, by tak się czuł. By odczuwał coś takiego. Ale ból – to też refleksja własna – bardzo często uśmierza się bólem (“może lepiej się czymś dobić”). Co więc może stanowić “lekarstwo”, jeśli weźmiemy pod uwagę ową zależność, a także wyobrazimy sobie, jakie są zdolności poznawcze jednostki, nad którą władzę przejęło tak silne uczucie?

w środę czas na kunę
a ta osaczyć umie
i nie wiem wtedy co naprawdę robić mam

Odpowiedź jest prosta i równie przejmująca co rzeczony ból: ktoś drugi. Ktoś, kto nigdy nie będzie pierwszy i jedyny. Ktoś, kto będzie raz. Mówiąc wprost, kobieta. W przedstawionej historii (bo nawet jeśli tekst traktuje szerzej o tym, co wewnątrz, to stanowi pewną uniwersalną opowieść) kobieta nie-wolna, ale nie niewoląca. “Kuna”, a więc prawdopodobnie dziewczynę, która pozostaje z kimś w bliskiej relacji, a tym kimś nie jest osoba, którą wikła się z nią w przypadkową – by nie rzecz: przygodną – historię, o której nigdy nie powstania żadna piosenka.

w czwartek królem Einstein
palnik czas na warsztat
niech się trochę podrasuje

Szybko przychodzi jednak opamiętanie. Może nie otrzeźwienie, nie wyrzuty sumienia, ale świadomość. Wraca zbawcza możliwość racjonalnej oceny faktów i zdarzeń (“królem Einstein”), która pozwala na zrozumienie wcześniejszych przewin i zdecydowana deklaracja odcięcia się od ponownych zachowań tego rodzaju w przyszłości.

Jednak jest to stan dobry jedynie pozornie, napawający optymizmem złudnym i krótkotrwałym. Nagłe poczucie, że trzeba żyć chwilą, które stanowi raczej symptom początku epizodu maniakalnego. Czym jest “palnik” (patrz: “Dosko”) ani jak ten motyw wiąże się z nadchodzącym dniem – mówić nie chcę i nie muszę.

podźwignięcie w piątek
imprezy początek
mój awatar lewituje

To, jak bardzo pozorna była owa nagła poprawa, jak złudna i niebezpieczna może się okazać, widzimy dopiero teraz. Podźwignięcie bowiem wiąże się wprost z nadchodzącym upadkiem – kto wie, jak bardzo dotkliwym – a samo wspomnienie o awatarze, powinno przeszywać niepokojem. Można bowiem rozumieć wystąpienie tego motywu na różne sposoby (i nie że “raz transcendentalne, raz usłużne”), ale wszystkie odczytania będą pokrewne. I doprowadzą do jednego wniosku: ów ktoś nie jest sobą. Nie musimy nazywać tego depersonalizacją czy od razu doszukiwać się objawów schizofrenicznych, ale na pewno trzeba zwrócić uwagę na zarówno utratę kontroli nad sobą (jakby się tym kimś… już nie było), jak i z… ziemią. Albo: z Ziemią. Włączenie się do świata z jednoczesnym wyłączeniem z bycia w nim siebie.

w sobotę szlif i faza
gotowość mą wyrażą
jedynie potrzebuję Ciebie
kochanie potrzebuję Ciebie
jedynie potrzebuję Ciebie
i mam

Szał zabawy porywa, ale po to, by rozerwać na strzępy. Tańczy się ze łzami w oczach. Wiadomo bowiem, że im więcej ludzi wokół, im bardziej okoliczności wydają się miłe i przyjemne, tym dotkliwsze będzie to, co się dzieje, tym bardziej przykry widok każdej twarzy, brzmienie pojedynczego głosu, kiedy żadna z twarzy nie okazuje się JEJ twarzą, żaden głos to nie JEJ twarz.

Tylko co znaczy “i mam”?

Drugiej części – nie z powodu ułatwienia sobie zadania czy też zagwozdki interpretacyjnej – nie będę cytował. Choćby dlatego, że nie zdradza się zakończenia utworu. Ale także ze względu na to, że rodzi ona kolejne pytania, na które jedynie możemy próbować wysnuć odpowiedzi. Czy udało się spotkać – nagle i zupełnie przypadkowo – czy to tylko złudzenie? Reszta tekstu bowiem to chaotyczne flashbacki z przeszłości, jakby w jednej chwili stanęło nam przed oczami całe życie. Wszystko, co dobre. Czy chodzi o konsekwencje przeżycia granicznego? A może właśnie następuje przekroczenie jakichś granic? Szaleństwa, wyobraźni, życia… Czy w tym kontekście nie mają znaczenia trzy litery “z” w tytule?

Nie chcę rozstrzygać. Po prostu zostawiam Was z myślami.

I z Panem Jackiem.

Posłuchajcie.

Comments (2)

  1. Adam Kwiecień 11, 2019

    Tak z ciekawości to można wytłumaczyć bardziej skąd tam się wziął kin majów? Z jakiej daty i dlaczego? Pozdrawiam 🙂

    Reply
    • K. Kwiecień 11, 2019

      Z powodu utworu “Jam jest 444” Stachursky’ego, którego tekst został wywiedziony właśnie z tego źródła. Tylko datę wstawiłem… swoją.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *