Sokół – Wojtek Sokół (2019)

Nie należę do fanów Sokoła. ZIP Składu i WWO znam pojedyncze utwory, co w zupełności wystarczy. Harców z Pono nie mam mu za złe (doceniam żyłkę biznesmena – mi żyłka nie pękła od tamtych szlagierów). Słyszałem drugą płytę z Marysią Starostą, która niespecjalnie mi się podobała. Z ciekawości(ą) zapoznałem się z odczytaniem Różewiczowskiej poezji, którego dokonał wspólnie z Hadesem (i Sampler Orchestrą), a efekt uważam za całkiem przyzwoity. Tym razem dostajemy jednak Sokoła, który przyzwoity być wcale nie zamierza. Czy to dobrze? Czy dobrze (na tym) wychodzi?

Singiel “Koniec gatunku” niewiele mówił i jeszcze mniej zapowiadał. Brzmiało to jak takie “dzień dobry”, rzucone do wszystkich i do nikogo, na które się nie odpowiada. Może była w tym lekko wyrachowana zwrotka (tj. taki świadomy zwrot) do fanów “Czystej brudnej prawdy” i “Czarnej białej magii” (refren Leny Osińskiej), bo od swoich pewnie odwracać się nie można, ale jeśli na mnie zrobiło to jakieś wrażenie, to nie najlepsze.

Tak się dziwnie złożyło, że drugim utworem, jaki usłyszałem, był kolejny w trackliście (a ostatni na płycie) “Chcemy być wyżej”. I tutaj wrażenie było, owszem, tylko że dziwne. Podobne do tego, gdy bohaterowie jakiegoś filmu mówią językiem, którym… nie mówią. Gdy kwestie piszą im ludzie znający slang wyłącznie z innych podobnych filmów bądź seriali. Chyba że to celowy zabieg literacki, taka nawijka luźnego zgreda.

No dobrze, ale co z resztą? Ano jest tak.

Sokół z większą wprawą opisuje niż opowiada. Zresztą opowieści, które snuje, mają i tak bardzo impresyjny, efemeryczny charakter. Wątki porzucane są częściej niż niektóre panie z tych tekstów, a snute z takim uczuciem, jakie się im okazuje. Postaci to widmowe szkice z ostro nakreślonymi konturami, które na kolejnych obrazkach przemykają tylko obok Wojtka Sokoła. To on jest tutaj pośrodku, na pierwszym planie, on niszczy i kreuje, jest może nie mistrzem ceremonii, ale guślarzem. Sentymentalizm gasi cynizmem. Przekonująco wypada wtedy, gdy brakuje mu wapna do zalania dołu. Jako król życia, który przekonuje, że nie jest dziedzicem tronu, również wypada dość przekonująco, ale prędko ma się dość tej wizji. Do tego stopnia jest mi w każdym sensie obca.

Bo Sokół to taki gość niby z ulicy, ale nie z łapanki – chciałoby się rzec. Wydaje się sporo lepszy – jako raper – niż chce i próbuje to pokazać. Goście (poza paniami i może Oskarem) wypadają na jego tle w najlepszym razie niezbyt dobrze, co tylko potwierdza – uch! – potencjał. Ma warunki głosowe, potrafi pisać, ale intelekt służy mu do obliczeń… czysto matematycznych. Za dużo tu sprawnej kalkulacji. Sokoła będącego Sokołem. Marki, której może przydałby się rebranding, ale ten niekoniecznie mógłby się opłacić. Tak to widzę. Z perspektywy szarego słuchacza, który na każdy gatunek patrzy po prostu jak na muzykę (może tylko w rapie szczególnie poszukuję wrażliwości literackiej). Nie jest mi trudno dostrzec, że to całkiem nie najgorszy album. Trafiają się na nim kapitalne linijki (przykładowo: “rozmowa zawsze się zaczyna po trzech drinkach / ma wiele wątków i urywa nagle w środku / tyłka”), które nie są ślepym trafem i pewnie 90% sceny może ich tylko Sokołowi zazdrościć, ale zaraz gospodarz potrafi osnuć opowieść wokół jednego skojarzenia, co sprawia, że kiwam głową z niedowierzaniem (“Sprytny Eskimos”).

Sinusoida.

Jednak gdy mówi o sobie “najwrażliwszy raper”, to jestem w stanie mu uwierzyć. Tylko nie mogę wybaczyć tego, że nie chce dać tego po sobie poznać. I że na tak zatytułowanej płycie przedstawia się jako postać wprawdzie interesująca, ale nie ciekawa.

A PRO8L3M jest jeden. I jeden naprawdę wystarczy.

SOKÓŁ, Wojtek Sokół, Prosto

(skala ocen: 0.5-5.0)

One Comment

  1. MagdaLena Luty 19, 2019

    Hmmm….Sprytny eskimos…myślisz o kim?

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *