słowa na niedzielę (#3): Czy to rapy? Oj, byczku!

W akcji #hot16challenge2 wziął udział każdy, kto chciał (a nie musiał), każdy, kto mógł (a niekoniecznie chciał) i każdy, kto musiał (a nie mógł). Dlatego by nie zanurzać się w tym strumieniu (choć woda z każdą minutą jest inna) ani nie znaczyć kręgów na tafli (bo ani człowiek nie cofnie kijem Wisły, ani czasu nie cofnie – za to pewne odruchy, choćby wymiotne, mogą zaskoczyć), pojadę na wolno (ale na szybko). I nie rzucę ksywek. Wypisz-wymaluj – jak w polskim rapie.

Albo skoro zmieniam zdanie zdecydowanie częściej niż rapowa czołówka flow i tematy tracków (czyli kiedykolwiek), jednak zrobię wyliczankę. Jak pewien portal, tylko nie siląc się na intelektualną ekwilibrystykę, mającą rehabilitować moje rap-sympatie jakby były wstydliwymi fetyszami, bo pisząc o “kontrowersyjnej wrażliwości”, wykonałbym taką figurę akrobatyczno-taneczną, po której czekałaby mnie długa rekonwalescencja. Zatem… Albo nie, mierzę zamiary na siły – piątka: Mann (i Mann), Klocuch, Tymon, młody pi, Marian Lichtmann.

Pytanie: kto może rapować? Jeśli któryś z szesnastkowych poetów, którego Alma Mater była ulica, pokaże dyplom ukończenia Wyższej Szkoły Robienia Hałasu, to nie będzie problemu – kierunkowe wykształcenie to kierunkowe wykształcenie. Zwrócę honor, który przecież mają. Bo teraz to trochę tak jakby, zawiązał się Polski Związek Półanalfabetów i podejmował wiążące, ostateczne decyzje dotyczące tego, kto może zaistnieć na książkowym rynku wydawniczym. Co więcej, dla potencjalnych literatów konieczne byłoby członkostwo w klubie, a wymagania konieczne do spełnienia, by móc się o nie ubiegać, łatwo wysnuć z nazwy stowarzyszenia. A jednak głosy o tym, że akcja poszła w złym kierunku, i że trzeba zatrzymać (karuzelę śmiechu?) dało się łatwo posłyszeć.

Nie byłoby problemu, gdyby jeszcze technicznie istniała przepaść między chłopakami, którzy wydostali się z g(h)ett (sami nawijają o g[h]ettach) a tak zwaną resztą świata. A może istnieje? Właśnie. Kto jest naturszczykiem? Ktoś, kto duka rymowanki do odtwórczego bitu czy lektor filmowy/telewizyjny? Ktoś, kto płacze i krzyczy, że kobiety to k***y czy dyplomowany aktor? Ktoś, kto siedzi w rapie czy ktoś, ktoś, kto patrzy może nie z góry, ale z dystansu, jaki zapewnia mu choćby wiedza czy doświadczenie? Kto więcej powie o świecie: ktoś, kto sam deklaruje, z jak zamkniętego środowiska się wywodzi czy ktoś, kto jest na tyle otwarty, by chcieć poznać obcy sobie świat i choć na chwilę się w nim odnaleźć? Naprawdę wolę tuzy, jakiejkolwiek dziedziny, od… Sami sobie dodajcie.

Nie powiem, że akcja poszła w złą stronę – raczej rozeszła się na wszystkie strony. To ma sens, nawet jeśli nie ma sensu. Nawet jeśli ktoś chce więcej wyjąć niż włożyć, jakby akt charytatywny był inwestycją. Jest to cringefest, memy, viral, ale wirusowe zasięgi w sieci nie są złe, gdy idzie o walkę z wirusem w realu. Dlatego najlepiej przyglądać się akcji, nie patrząc, przysłuchiwać, nie słuchając, traktować jako niezbyt ciekawą ciekawostkę, raczej dorzucić parę groszy niż parę wersów, jeśli w ogóle. I właściwie nie pisać takich tekstów jak ten. Ale zapewniłem sobie dzięki niemu – nawet jeśli wyszedł z tego wstęp i zakończenie, rozwinięcie gdzieś przepadło – chociaż godzinę porannej gimnastyki umysłowej.

Dodaj komentarz