Sky Burial – Chapel Image (2017)

Bać się można wszystkiego. Można się bać tak bardzo, by nie nazywać strachu strachem, jakby w obawie – kolejnej – przed kreacyjną mocą języka. Im bardziej wydaje się on oderwany od rozumu, tym łatwiej nam go zracjonalizować. Porzucić, zamiast przezwyciężyć. Inni nawet nie spróbują spróbować zrozumieć. Dlatego nie wytłumaczę, czemu skryłem “Chapel Image” w szufladzie biurka, w której mieści się – już z trudem – absolutnie wszystko. Wybory klasycznej poezji. Dawna lokalna gazeta, którą zachowałem z powodu jakiegoś absurdalnego tekstu. Telefon, który nie działał właściwie ani przez moment. Kilka gier komputerowych, które w dobie cyfrowej dystrybucji i przymusu rejestracji w rozmaitych platformach przestają potrzebować tradycyjnych nośników. Listy, które w mig udowodniłyby mi, że można czuć się wiele, wiele gorzej, gdy wydaje się, że już z człowiekiem zupełnie źle. Mnóstwo różnych drobnostek, błahostek, drobnicy i nieistotności. A wszystko to przesiąknięte zapachem niezidentyfikowanych dla mnie perfum, którego wywabić nie sposób. Mimo pozbycia się noszących go pamiątek. W przeszłości można był tam znaleźć także jakąś istotną dla mnie książkę czy jeszcze istotniejsze dzieło plastyczne, ale i bez nich równie trudno tę szufladę zamknąć co otworzyć. No i znalazło się w niej miejsce na płytę “Chapel Image” Sky Burial.

Jak mówię – lub też: próbuję powiedzieć – nie wiem dlaczego. A jednocześnie wydaje mi się to we właściwy dla osoby nieumiejącej myśleć i zachować się logicznie osoby przesadnie wręcz logicznie i jasne. Napisanie dotychczasowych kilku zdań zajęło mi dwanaście i pół minuty. Nade wszystko nie cierpię nie dotrzymywać słowa. Tak bardzo, że to nawet gorzej niż wtedy, gdy inni tego nie robią, a trudno mnie czymkolwiek dotknąć i zranić bardziej. W każdym razie, przez cały ten czas zastanawiam się, czemu musiało to trwać tak długo. Czemu nie chciałem sprawić sobie przyjemności sięgnięcia po tę muzykę? Jakby to implikowało przykrość obowiązku opisu i oceny. Trochę wiem, jak mogą czuć się osoby, którym wyskakuję ze swoim “hej, napisałem coś tam, chcesz przeczytać i podzielić się opinią?”, zaraz po tym, jak grzeczność zmieszana ze swego rodzaju entuzjazmem (bo nikt nie odmawia, a nawet czasem ktoś stwierdzi, że nie jestem osobą, która powinna pytać) ustąpi miejsca dociążonej koniecznością krytycznego spojrzenia. A nie taki diabeł straszny… I nie mam na myśli ani Michaela Page, który stoi za projektem Sky Burial, ani nawet ja. Ale o mnie już dość. Ta – jak chce wydawca – “podróż przez mgławicę dronów i dark ambientu” jest wycieczką niezwykle miłą i przyjemną. Pewien industrialny szkielet, który w paru miejscach podtrzymuje i tak stabilną konstrukcję, nie konkretyzuje dźwięków w sposób, który udzierałby je z jakiejś tajemnicy. Jest w tym bezsprzecznie bezustannie zachowana pewna kosmiczna głębia, mimo że artysta nie odwołuje się wprost do “kosmicznej” stylistyki. I z jednej strony, można by rzec, że przez te trzy kwadranse – bo tyle trwa zawierające się w jednej ścieżce płyta – niczym nie zaskakują, bo jak się już wsiąknie, a wsiąknie się szybko, to potem tylko można dryfować, ale z drugiej, unika oczywistości zapętleń i autystycznych repetycji, dzięki czemu nie wyjdziemy z takiej konfrontacji przeczołgani fizycznie czy
mentalnie.

Powiada się wprawdzie, że jak ktoś nie umie komponować i ogólnie muzyk z niego lichy, a pragnie tworzyć i realizować się poprzez tę formę sztuki, to tworzy ambient. To naturalnie stereotypowe uproszczenie, choć to, że dyskografia Micheala Page’a liczy przeszło pięćdziesiąt pozycji, dostarczyłoby kolejnego argumentu takim osobom. Gdy jednak spojrzeć możliwie obiektywnie, trudno się do “Chapel Image” przyczepić. To naturalnie nisza, w dodatku niekoniecznie moja, ale przede wszystkim dobra rzecz. Ot, po prostu. Dla fanów nieco ambitniejszej i angażującej elektroniki – bez podziału na mniejsze kategorie, także wagowe – rzecz warta uwagi. Ale rozważyć może właściwie każdy.

Posłuchać można tutaj.

———-

Ciekawostka: chciałem wspomnieć w tekście, że Sky Burial to byłaby dobra nazwa dla postrockowego zespołu, jakoś tak mi się kojarzy, i oczywiście okazało się, że zespół postrockowy o takiej nazwie już istnieje.


SKY BURIAL, Chapel image, Wrotycz


(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *