schafter – audiotele (2019)

Nie lubię “hors d’oeuvre” – przyznaję uczciwie. By być uczciwym, odświeżyłem sobie tamten materiał, który wstrząsnął podziemiem. I znów nie poczułem żadnego wstrząsu, ziemia nie zadrżała. Większym fenomenem – niekoniecznie muzycznym – jest schafter. Dlatego “audiotele” wydaje mi się jedną z głośniejszych polskich premier płytowych jesieni. I to nie tylko w rapie.

Zostaję przy brutalnej – być może brutalnie absurdalnej – nocie 3/10 dla tamtego albumu, którego wyjątkowy charakter opiera się na braku charakteru. Doceniam to, że jest tam trochę mniej słów (i że jeśli nawet nie trochę bardziej wyszukane, i niepotrzebnie wyszukane w języku angielskim, to przynajmniej schafter stara się je dobierać starannie, co niekoniecznie wychodzi, ale ponoć liczą się intencje). Doceniam… klimat, nocny i… bezpieczny. Ale czuję na zmianę nudę i irytację.

Czy Wojtek zyskał, wychodząc na powierzchnię? Czy zyskał na tym krajowy rapowy mainstream? Czy Wojtek nie zawiódł oczekiwań osób, które na “audiotele” czekały? Na ostatnie pytanie dopiero poznam odpowiedź. Na pierwsze pozna sam dzisiejszy bohater. Na środkowe odpowiedzieć może środowisko. A sobie zadaję inne. Nie wiem wprawdzie, kto wymyślił schaftera, kto go stworzył, ile w tym wszystkim prawdy, ale zastanawia mnie jedno: dlaczego na rodzimej scenie podobne zjawiska właściwie nie występują? Zjawiska, które są bardzo “na czasie”, bardzo “tu i teraz”, ale z czegoś wynikają, nawet jeśli pojawiają się znikąd; są bardzo “konwencjonalne”, ale biorą z tego, co jest, to, co nie jest brudne i bzdurne (ewentualnie obmywając to z kilku wierzchnich warstw brudu, oczyszczając bruzdy bzdur, i zastępując je jakąś warstwą znaczeniową). Bywa wulgarnie, jest przewózka, erudycja pop, nie ma ucieczki od rapowania o rapowaniu, ale jeśli niemal cały polski rap jest 18+ (jednakże nie wiem, czego dorosły słuchacz może w nim szukać ani tym bardziej co mógłby znaleźć), to schafter jest 12+ (komplement). Bardziej niż sam pomysł na rap podoba mi się wprawdzie pomysł na rapera, na postać, która jednocześnie jest kimś z tłumu i wcale kimś takim nie jest; jest kimś ze sceny, a jednocześnie stoi z boku. Takim trochę zagubionym, a jednak pewnym swego chłopakiem, na tle innych sympatycznym i niewinnym, który jest jednocześnie stąd i znikąd. Może powinienem pisać nie o scenie, nie o tłumie, nie o rapie, tylko o branży, just because… I don’t know.

Wydaje mi się, że w sporym uproszczeniu “audiotele” to “hors d’oeuvre” minus artystowska aura. A więc spory krok jeśli nie do przodu, to w dobrą stronę. Całkiem wysmakowany, podany estetycznie, choć prosty pop rap. Ot, taki rapowy – pewnie wegański – hamburger. Łatwo się trawi (może prócz zwrotek Belmondziaka i Taco), żołądek od niego nie boli, nie robi się niedobrze, ale jeśli są wśród koneserów gatunku wytrawni smakosze, to mogą kręcić nosem.


SCHAFTER, audiotele, Restaurant Posse

(skala ocen: 0.5-5.0)