Sarsa – Zakryj (2019)

Do tej pory nie wiedziałem, co myślę o Sarsie, kiedy już mi o sobie przypomniała. Usłyszawszy takie “Zapomnij mi”, starałem się znaleźć tam, gdzie nie dotrą do mnie kolejne dźwięki. Ale czy dlatego, że mi się nie podobało? Czy jeśli miałem ochotę powiedzieć, co myślę o kimś, kto ją puścił (np. w sklepie), oznacza, że uważam, iż osoba ta pozbawiona jest gustu i smaku, czy może raczej chodziło mi niezrozumienie innego rodzaju? Naprawdę nie potrafię powiedzieć, skoro tak samo zdarzyło mi się (nie) reagować na “In your room” Depeche Mode. Czy Sarsa to nie artystka, którą przyjęło się oceniać przez pryzmat odniesionego sukcesu? Czy Sarsa to nie artystka?

Jako ofiara pewnego paradygmatu myślenia sięgnałem po “Zakryj” z poczuciem, że oto będę mógł się w swoim stylu, bez wysiłku i zaangażowania, ponarzekać, jakie to złe, smutne i bez sensu, że 1 na 10, a takich Sars to mamy tysiąc. I co się okazuje?

Pierwsze skojarzenie: taka Carly Rae Jepsen, tylko lepsza. “Tęskno mi” brzmi z kolei trochę jak “Blue jeans” Lany Del Rey, tym razem jednak przy porównaniu zachowuję pewną skalę. Później to taka mieszanka rzeczy, które gdzieś już się kiedyś, i może bywały lepsze, ale spokojnie dałoby się wyłuskać z tej płyty kilka takich piosenek, które w radiowych playlistach będą (a może już są?) jednymi z jaśniejszych punktów. Zupełnie nie mam orientacji, i mieć nie chcę, co dzieje się w świecie muzyki, która naprawdę porywa tłumy, nie znam rzeczywistych trendów. Jak spojrzę na listę przebojów jakiejś komercyjnej rozgłośni, to na sto piosenek skojarzę tylko te nagrane przez Billie Eilish. Czy Sarsa jest zatem jej polską odpowiedniczką? Gdyby nie ucieczka w bezpieczny, miękki banał, jaka następuje na “Zakryj” z każdym kolejnym utworem, to czemu nie? Dziewczyna śpiewać potrafi, banalnością nie razi (choć nie “nie razi banalnością”), nie bardzo jest się nad czym znęcać, czym zmęczyć, choć i nie powiem, że to album szczególnie nęcący. Jest lepszy niż “Miłość” Sorry Boys (da się znaleźć punkty styczne), a Sorry Boys zalicza się do offu i jakoś poważa.

Ale czy mieć pretensje o to, że dobrze zrobiony komercyjny pop jest dobrze zrobionych komercyjnym popem? Sarsa mogłaby być takim żeńskim Dawidem Podsiadłą, albo chociaż Kortezem, rezerwy są spore, więc i ja nie podchodzę do niej zupełnie z rezerwą. Jeśli uda jej się uzyskać trochę artystycznej wolności, złapać powietrze, uniknąć takiego grania, które najłatwiej sprzedać, to będę kupiony.


SARSA, Zakryj, Universal

(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *