Przypomniedziałki (#1): Panowie – Zerwane (ep) (2014)

Miłość romantyczna, nawet jeśli odwzaejmniona przez minutę, jest jednym z najprzyjemniejszych uczuć – rzekł doktor psychologii w radiowej audycji, której słuchałem w sobotnią noc. Mimo że były to poważne rozważania, (z punktem wyjścia w postaci “Dziejów Tristana i Izoldy”), a nie spot reklamowy, to od razu pomyślałem, ściszając niedługo później wywód, że o tym, jaka to taryfa, i że można się do końca życia nie wypłacić za tę przeklętą minutę, to już ów pan się nie zająknął. Ale przynajmniej mam wstęp do notki.

Dobrze pamiętam, jak to było, choć mijają właśnie trzy lata (prawdopodobnie bez jednego dnia). Przyszło mi do głowy, by wygenerować na RYM-ie listę wydawnictw, jednak z takimi zastrzeżeniami, że w polu “limit to artist from” wpisałem “Poland”, a w polu “only include genres” – “synthpop”.

W czołówce wyników pojawiła się epka “Zerwane”. Kliknąłem. Po lekturze tytułów utworów byłem w najlepszym wypadku skonsternowany, ale by nie obrócić w niwecz podjętych dotychczas wysiłków, postanowiłem zmierzyć się z tą materią. Toteż udałem się na Bandcamp.

Trwający dwie minuty wstęp nie mógłby mnie pewnie przygotować na to, co nastąpi, nawet gdyby trwał minut dwadzieścia. Napotkawszy trudności w percepcji treści tekstów, od pierwszych linijek zacząłem rozważań, jakież to substancje, które ową percepcję rozszerzają (nie powiem o swoich podejrzeniach, a tylko nadmienię, iż tegoroczne solowe poczynania Panów, choćby singiel Adonisa o wymownym tytule “Candy flip”, wskazują, iż prawdopodobnie były mylne). Sam nie miałem wspomożenia, więc liryki odnalazłem po chwili na Youtubie (do dziś zachował się gdzieś plik Notatnika, w którym zostały zapisane), a jak zasiadłem do epki przed północą, tak odszedłem jakoś po drugiej.

A potem – nie przesadzając – przez dwa tygodnie właściwie włączałem tylko ją.

***

Nie mam żadnej ciekawej historii, oczywiście miłosnej, do opowiedzenia, choć dowiedziałem się ostatnio – co miało związek właśnie z owym “zapleczem” moich wywodów – iż da się mnie czytać tylko wtedy, gdy piszę o czymś, co mnie nie interesuje. Niemniej jednak, w owej minucie, o której mowa na początku, zdążyłem Panów tej jed(y?)nej osobie polecić. Pamiętam tylko, że “Mógłbym umrzeć dziś na luzie” to najlepszy utwór, i że trzeba odpowiedniego nastroju, by całość trafiła. Niemniej, (że) jest to dobra muzyka.

***

Zatem ładny zabieg kompozycyjny już zastosowałem, dwa zdania opinii też się znalazły, więc notka jest jak najbardziej merytoryczna i konkretna. Tylko co teraz?

Cóż. Chyba tego nie opowiadałem, ale śniło mi się raz, że krążę nocną porą po osiedlu, przemykam między blokami, a tu z czyichś okien dobiegają mnie dźwięki “Pamięci prawie na pełnej”. O dziwo, nie zorientowałem się, że to sen, mimo że niegdyś ćwiczyłem się w uświadamianiu sobie faktu śnienia, a przecież na osiedlu takich fajnych ziomków nie ma.

Okazja do wspominek jest podwójna, bowiem jeszcze przed Bożym Narodzeniem, w czwartek 20 grudnia, premierę mieć będzie pierwsza płyta Panów. Dlatego rocznych rankingów nie można układać przed końcem roku. Dodatkowo przekonują o tym znane od dawna single (“Nadejść nocy” i “Bez odwrotu” – pierwszy kosi przeokrutnie), a także to, co w tym roku wyprawiali w pojedynkę Adonis i D A V I C I I (o obu epkach pisałem, kolejno tu i tu).

Powinienem odpowiedzieć na pytanie, czy “Zerwane” to materiał, który wciąż się broni, ale nie mam pojęcia, kto mógłby je zadać. Na pewno nie ja, bo niezależnie od tego, w jakim stanie jest moje serce – wciąż je mam. I wiem, że może być wyrżnięte ze szkła, i wiem też, jak łatwo nienawidzić, i wiem nawet, co znaczy słuchać płyty Milano koło czwartej nad ranem, nawet jeśli sam włączałem sobie w takim czasie raczej – jak pamiętam – Gentlemen The Afghan Whigs.

Ale to było jeszcze na krótko przed poznaniem debiutu Panów. Zresztą miałem nie opowiadać.

Lepiej przytoczę dwa własne zdania:
Każde [nagranie] wydaje się lepsze od poprzedniego. I to niezależnie od kolejności słuchania. Wszystkie dotykają jakiejś prawdy i potrafią prawdziwie dotknąć.

O, albo krócej: klasyka polskiego synthpopu (cokolwiek to znaczy).

Posłuchać można tutaj.

Panowie, Zerwane, wyd. własne

(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *