PRO8L3M – Widmo (2019)

Czy lubię PRO8L3M? Nie wiem. Trudno powiedzieć. To taka rapowa Mgła. Chłopaki z podziemia wyprzedający na pniu koncerty, płyty. Rozpoznawalni, choć półanonimowi. Nawet część publiki oba składy mają pewnie wspólną. A ja mam deja vu. Jakbym już kiedyś pisał ten wstęp. Ale nie czyni to zadania łatwiejszym.

“Offbeat od linijki”. To był mój komentarz do “Interpolu”. Rzucony w prywatnej wymianie zdań. W takich [okolicznościach] jeszcze zdanie miewam. Bardziej humor słowny. Literacko nieco lepsze jest porównanie rzucone w drugim singlu (“wódki zmrożone / jak Disney”). Tylko ten bit… Mandaryna? Gintrowski?

Można przelecieć wszystkie utwory. Ale tak się nie robi. Spisywałem sobie teksty. Bolało. Męskie rymy (do spójników?!) nie są męskie. A na takich stoi pierwszy track. Podziały są słabe, a seksizm jest jeszcze słabszy (“my to kokaina, gouda i auta / wy to Ewelina, Monia i Marta”). Pojęciem konwencji można się posłużyć w literaturze. Tutaj to niepojęte. Umawiają się dwie strony.

Dlatego porzućmy tę pretensjonalną manierę.

Dziwnie patrzeć, gdy mamy przełom lutego i marca, na fonograficzną nowość tak, jakby była ostatnią w roku nadzieją na to, że w przedmiotowym gatunku pojawi się jeszcze dzieło mające istotne przymioty, i że da się to dzieło opisać ładnymi przymiotnikami, nie zaś kląć pod nosem, którym się na to dzieło będzie kręcić.

Jeśli najciekawszym momentem albumu wydaje się bardzo oszczędny – i zasługujący na równie oszczędne pochwały – występ Artura Rojka w utworze będącym zupełnie niezrozumiałą i nieszczególnie przekonującą próbą reinterpretacji singla Myslovitz sprzed dwudziestu jeden lat, to… Wypadłoby pewnie lepiej, gdyby oprzeć to na jakimś samplu (choćby z tytułową frazą: “to nie był film”), a tak to zmontowane jest to średnio, a sam feat wydaje się dyskretnym ukłonem w stronę nierapowej części potencjalnych słuchaczy. Choć nie dopatruję się w tym ruchu kalkulacji i cynizmu. Tyle tylko, że do oryginału nie ma to startu. Szczególnie jeśli chodzi o tekst. A nie jestem – delikatnie mówiąc – entuzjastą talentu literackiego byłego lidera owej mysłowickiej formacji. Ale może to jest zrozumiały ruch w kontekście oskarowego sposobu obrazowania. Bo choć żaden z jego obraz(k)ów Oscara pewnie nie doczeka, to jest w jego nawijce specyficzny dynamizm, choć bardziej przypomina to wszystko kadry z zaimprowizowanego teledysku niż hollywoodzką produkcję z wielomilionowym budżetem.

Tylko dlaczego ofiarą (śmiertelną) jest w tamtej historii kobieta?

Rzecz w tym, że tych nagrań (wróć: wcześniejszych!) słucha się dobrze do momentu, w którym nie zacznie się zwracać uwagi na fakt iż tekst powinien mieć sens, a nie tylko dobrze brzmieć, być rytmiczny i mieć względnie dobrze rozłożone akcenty. Kiedy bowiem przyjrzeć się tym seriom wyliczeń i porównań, przyozdobionych – nie po raz pierwszy – odwołaniami do mniej zajmującej części “popkultury” (czyli choćby branży porno), pełną czytelnego slangu i słownych zapożyczeń (ok, spora część to bezinteresowny product placement), to wychodzi pewne pustosłowie. Albo brak mi wrażliwości, by docenić linijki w rodzaju “ny snują się po mieście jak p*zdy po Luwrze” czy “leżymy nago, patrzymy na siebie, się nie dotykając / łzy moczą ciało, więc wyłączam myśli, łzy je oczyszczają”. Jednak naprawdę szaro i smutno robi się w chwilach rozkmin, które nie zawsze są jakkolwiek logiczne (“prawda jest kłamstwem, a kłamstwem jest prawda”), ale czasem przywołają za sprawą głębi refleksji i sprawności wysłowienia sentencje pewnego pisarza rodem z Brazylii (“największym zbrodniarzem we wszechświecie jest niestety człowiek”).

O innych linijkach, wskazujących na pewne uprzedzenia  – czy to typowy seksizm (“my to kokaina, gouda i auta / wy to Ewelina, Monia i Marta”), czy seksizm doprawiony ejdżyzmem (“typ i jakaś dupa / (…) / spoko, ale (…) za stara”) – nie chcę mówić. Bo zawsze ktoś, jeśli sprawa okaże się słuszna, zrobi to lepiej, bardziej wnikliwie i dla szerszego grona czytelników.

Na osobną (nie)uwagę zasługuje utwór “112”, który nawet jeśli nie jest drwiną z zaburzeń psychicznych (ew. problemów emocjonalnych – nie nadinterpretujmy), to i tak pozostaje najgorszym utworem duetu. Pozbawiony sensu refren, zupełnie absurdalne wersy o tym, w jaki sposób odebrać sobie życie (takie odwrócenie kapitalnego “Gdyby miało nie być jutra” Pezeta)  i ta “wyluzowana” nawijka… Brrr…

Najciekawsze materiały duetu (czyli oba mikstejpy) były najciekawsze dlatego, że Steez pokazywał, jak dobrą ma rękę do bitów (i sampli). Tutaj, trzymając się tego sformułowania, jest trochę jak pianista grający jedną ręką na tanim keyboardzie. Jeśli brać pod uwagę głównie ostatnią epkę (“Hack3d by GH05T 2.0”) i pierwszą płytę (“PRO8L3M”), to “Widmo” jest pod tym względem jakimś logicznym następstwem, krokiem w przód (?) w twórczości. Logicznym, ale i zbrutalizowanym. Podkłady są bowiem bardziej wulgarne od najbardziej mięsistych wersów, jakie na nie położone. I trochę kładą cały materiał. Całość brzmi tak, jakby panowie poszli z szerszym gronem słuchaczy na kompromis. A jak mówił jeden z moich profesorów, “kompromis to najgorsze z możliwych rozwiązań, bo obie strony na nim tracą”.

“Widmo” to materiał, do którego chyba nie będę miał ochoty wracać. Już teraz chcę móc go zostawić. Zapomnieć będzie łatwo. Włączę sobie “Art Brut”, a tutaj zostawię dodatek w formie wyimków tekstów utworów. Tak, by wyklarować z nich wypowiedź, której sam chciałbym być autorem. Żeby wyłuskać z tej płyty – bez drwiny – coś dla siebie. I by konieczne było scrollowanie do stopki z oceną.

Czekam na trzeci mikstejp.

***

prawdy nie mówi nikt

nikt nie jest bezpieczny
chciałbym nie stchórzyć

teraz boimy się siebie
patrzymy sobie w oczy

Rotterdam

sny snują się
dni płyną
skręty krążą

oczy jak trup
nie wiem
bardziej film

usb

wszystko
co zostało
rzuciłem

nic nie jest moje.

Jak Disney

Siedzę w kuchni. Kończy się
browiec. Jest ciemno. Odpalam
dwa szlugi z palnika. To kpina.

Crash test

nie mówię: kocham
lajkuję jej posta

Monza

sprzęgło płonie jak dykta
opony dymią jak blanty
w aucie twoje płyty

to nie był film

może byśmy kiedyś?
odpowiada cisza.

National Geographic

gdy patrzę
to widzę –

nie warto.

Pirelli

deszcz pachnie
podkładam ogień

112

nigdy w życiu
nie chcę
nigdy więcej

razem

do
końca

vi katastrofa

nie będzie jak wcześniej
nie ma jej
nie będzie jak wcześniej

będzie dobrze

interpol

zatrzyjmy ślady
żyjmy

widmo

nie ma odpowiedzi
mało ciągle mało

żeby milczeć.


PRO8L3M, Widmo, Agora

(skala ocen: 0.5-5.0)

One Comment

  1. rad Marzec 5, 2019

    najwazniejszy aspekt tego albumu mastering ! poziom wokali i samych beatownjest fatalny

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *