Pjus – Słowowtóry (2017)

Niezależnie od tego, o podejściu do kogo lub czego mówimy, lepiej nie kierować się w nim współczuciem ani litością. Choćby dla własnego dobra. Nie jest to też blog… coachingowy, żebym rozprawiał o tym, że upadek to tylko zwiastun powstania, i że nigdy nie należy się poddawać. Nie. To, że Pjus nie słyszy, ma znaczenie w odniesieniu jedynie do jednej kwestii. Konkretnie do jego nieobecności za mikrofonem. A na “Słowowtóry” wypada spojrzeć bez rozmaitych obciążeń. Jak na każdą inną płytę.

“Life After Deaf” słyszałem (teraz mi głupio, że używam tego czasownika, jakbym nie pamiętał, o czym była mowa w akapicie poprzednim). Nie wiem, jak określić tamtą płytę inaczej niźli… zmaganiem. Nawet jeśli tym razem to, że Pjus się wycofał, było koniecznością, to wychodzi ona wszystkim – jak sądzę – na dobre. To oczywiście raczej tylko dobre hasło reklamowe, ale podejrzewam, że w rapie trudno byłoby znaleźć drugi ghostwriterski album, więc formalnie to rzecz świeża i frapująca, a kto wie, czy nie pionierska.

Ten Typ Mes. Eldo. Kortez. Pablopavo. Małolat. Pelson. Kuba Knap. Sobota. Tymon Tymański. Wdowa. Wymieniłem tylko dziesiątkę spośród zaproszonych gości. Każdy kij ma dwa końce. Z jednej strony, każdy znajdzie coś dla siebie (bardziej wybrednym też powinno się udać, jeśli wykażą odrobinę dobrej woli), a z drugiej, jak coś jest dla wszystkich, to jest dla nikogo. I może wyjść na to, że większość featów (jeśli to w ogóle właściwe słowo) nam z automatu nie pasuje. To, co budzi szacunek, a wręcz zdumienie, to dbałość, z jaką Pjus oddaje własne emocje i uczucie, będącą w głównej mierze troską o osobę, która je później wyraża. To w istocie ghostwriting. Zwrotki można by przenieść na płyty większości z tych artystów, tając ich faktyczne autorstwo, a połapać się, że coś nie pasuje i nie gra, byłoby bardzo trudno. Co istotne, nie są to żadne stylizacje, żadne próby naśladownictwa, tylko wyraz szacunku i zrozumienia.

A o tym, jak każdy z nich się prezentuje, trudno powiedzieć, bo mam jakieś swoje osobiste sympatie i antypatie, a moi faworyci często dostali zbyt mało czasu, by móc ich jakkolwiek ocenić. Zresztą zwykle punktem odniesienia jest gospodarz, więc tutaj zadanie staje się wręcz niewykonalne.

Osobną kwestią są gry słów. Ja tam nie wiem, mógłbym być w najlepszym razie niezbyt zdolnym amatorem, ale część z nich (właściwie wystarczy rzucić okiem na tracklistę) wydaje się nieco wymuszona i… nieszczęśliwa*. Jako pewne sygnalizacje tematyczne mają sens, ale są jak takie dopiski w tekście, które autor robi dla samego siebie, a przed publikacją usuwa. To tym dziwniejsze, że nawet jeśli mogę załatwić te wszystkie starania wygodnym, wręcz nonszalanckim hasłem “nie moja bajka”, to formalnie są bez zarzutu. Ale może za dużo tutaj… nie wiem… wszystkiego? Wszystkiego poza jakąś bolesną prawdą. Tak, że słuchacz może pokiwać głową z uznaniem, a wręcz powinien to zrobić, to jest z nimi trochę jak z tym, co pojawia się na facebookowej stronie Nowe wiersze sławnych poetów, prowadzonej przez Grzegorza Uzdańskiego. Kwestionować talentu nie zamierzam, ale czy jest tam… cokolwiek poza nim?

Muzycznie płyta jest – siłą rzeczy – mniej różnorodna i eklektyczna. Ot, taka (po)nowoczesna i spójna. Może dzięki temu nie staje się pozbawioną wspólnego mianownika składanką, a jest swoistym “rozszerzonym albumem producenckim”. Z naciskiem na owo rozszerzenie.

Myślę, że warto po “Słowowtóry” sięgnąć. Choćby ktoś miał to zrobić tylko po to, by stwierdzić, że nie było warto. Nie wiem, czy taka forma realizacji niewątpliwych uzdolnień pisarskich jest dla Pjusa najwłaściwsza, gdy spojrzeć z perspektywy odbiorcy, ale podejrzewam, że przynosi mnóstwo satysfakcji. W każdym razie, choć trudno to skoordynować, kiwam z uznaniem głowę, ale i wzruszam lekko ramionami. Choć pośród wszystkich płyt, jakich wiele, akurat ta jest wyjątkowa.

* Albo nie lubię neologizmów.


PJUS, Słowowtóry, Alkopoligamia

(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *