Otsochodzi – 2011 (2020)

Otsochodzi pamiętam jako gościa, którego nie sposób zapamiętać. Dlatego nawet jeśli mogłem wiedzieć, czego się spodziewać, sięgając po “2011”, to nie mogłem wiedzieć. Jeśli chodzi o krótkie podsumowanie recenzji, która poniżej, to mogę powiedzieć, że jestem miło rozczarowany.

Miło rozczarowany jako czarnowidz, który zakładał, że dostanie rap, że oberwie rapem, i że będzie mógł się tylko niezdarnie odwinąć. Otsochodzi to taki, sam nie wiem, mniej irytujący Jan-rapowanie, mniej rozpędzony Oki. Albo inaczej: Otsochodzi chce być jak B.R.O, który chce być jak Mrozu. Nie nazywałbym tej muzyki hip-hop, choć to, że w tym zdaniu pojawia się słowo “muzyka”, to też pewna przesada. “2011” to “R&B po polsku” (nie mam na myśli języka tekstów, a złośliwość, choć zamierzona, jest drobna), można to nazwać pop rapem. Co więcej, można tego słuchać.

Jeśli jest się względnie nieczułym na teksty bez tekstów, na słowa do rymu (te są albo kiepskie, albo nieudane) i do rytmu (tu trochę lepiej to wygląda, jeśli nie patrzy się na niekiedy rozpaczliwe sztukowanie), na ten potok wyrazów, który jeśli jest strumienie, to mocno zanieczyszczonym i płytkim, zestaw tematów dostajemy standardowy (kasa, koncerty, ziomki, imprezy, trawa, ciuchy, fury, s*** etc.), sam album zaś mógł pewnie wyjść w tym 2011 roku.

Komentarz “i co z tego?” powinien odnosić się tylko do ostatniego członu zdania, ale nawet jestem skłonny przymknąć oko na to wszystko, na to nic, nawet bardziej niż przymknąć oczy ze zmęczenia tym wszystkim-niczym, i pomyśleć sobie, że to nic, i to by mogło być już wszystko. Z jednej strony, nie widzę powodu, by słuchać tego albumu, a z drugiej…

“Nie sądziłem, że do tekstu zainspiruje mnie inny papier niż dwieście, gościu” – słyszymy w finałowym “WW”. Nie sądzę, by zainspirowało. Ale niech mu się zwróci, bo polska mainstreamowa rappłyta, przy której nie chce się… zwracać, to wcale nie tak częste zjawisko. Nawet jeśli wrażliwy żołądek, “zrównoważony” niewysublimowanym gustem. Recenzję skończę więc porównaniem kulinarnym. Jeśli “2011” byłoby czymś do jedzenia, to nie czymś niestrawnym i obrzydliwym, tylko cukrową watą (słowną).


OTSOCHODZI, 2011, Asfalt

(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz