O.S.T.R. & Magiera – Arhytmogenic (2019)

Ponieważ polska rapgra to ostatnio nieśmieszny żart – zacznę od nieśmiesznego żartu. Ta epka mogłaby nosić tytuł “Antipathetic”. Z przedrostkiem “-anti” zapisanym w nawiasie.

Istnieją takie świry, do których nawet O.S.T.R. nie zdoła napisać instrukcji obsługi. To takie świry ucieszyły się na wieść wspólnego materiału łodzianina z Magierą (Wrocław). Magiera stawia stempel na niemal każdej rodzimej produkcji hiphopowej w ostatnim czasie (czy to aby nie ostatni czas rodzimego hip-hopu?). Wprawdzie nie jest to atest ani znak jakości, i sam swoją ksywką nie budzi już ekscytacji, ale tacy zawodnicy jak Vienio, Kali, Peja czy właśnie O.S.T.R. pozwalają mu błyszczeć. I jednocześnie niweczą cały wysiłek. Tutaj wrocławianin brzmi jak… O.S.T.R. I to dobrze, podkłady są klasyczne, niemodne i – hihi – miękkie i ciepłe.

A O.S.T.R. brzmi jak… O.S.T.R. I to niedobrze.

“Prawdziwy pie***olony hip-hop” – zaczyna od pierwszych sekund. I już chciałoby się, żeby skończył. Zastanawiam się, co każe mi sprawdzać te płyty, zanim o nich coś napiszę. Przecież każdy, kto słyszał “Instrukcję obsługi świrów”, będzie po chwili wiedział, co czeka go na “Arhytmogenic”. Oprócz wskazywania – znów bez ksywek, to łatwe do przewidzenia – problemów polskiego rapu (problem: nie jest prawdziwy, prawdziwy jest O.S.T.R. – prorok, mędrzec, zbawiciel [gatunku]) wyświetla nam slajdy, które oglądaliśmy setki razy, nie tylko u niego, jakieś prześwietlone, nieostre i nudne obrazy z życia, które podobnie jak ten rap, jest prawdziwe. Męskie, brutalne, pędzące, brudne. Przy okazji – jak to prorok, który musi być niezrozumiały, wyszydzony – widzi w sobie obiekt ataków wszelkich możliwych grup. Na czele z… heterofobami(?!). Oczywiście nic sobie z tego nie robi, bo to on ma rację, on jest artystą, sercem, sumieniem i [wstaw jeszcze jeden organ] narodu. I skoro nawija – cytuję – “ktoś mówił, że daję radę, chwaląc talent i treść”, to może też zaczynać pełną polotu i treści zwrotkę obserwacją taką jak “z reguły dupy lubią różowy kolor / ponoć pedały lubią różowy kolor”.

Na szczęście ma swoich ludzi za sobą (złodzieje, gangi, osiedlowe kramy). No i bagaż niebagatelnych życiowych doświadczeń (kasyna, burdele, dragi). Poza tym wiele widział (koturny, szpagaty, nagie kobiety oblewane alkoholem).

Ach, i najważniejsze, najpiękniejsze, najlepszy punchline, precyzyjnie wymierzony przez rapera we własną szczękę: “przecież nawijam jak jest / możesz mi mówić Max Kolonko”.

Teraz sobie przypomniałem, że na samym początku – przy “prawdziwym pie***olonym hip-hopie” – dodał “dla wszystkich naszych ludzi”. To chyba popularna w środowisku postawa: nagrywam dla tych, którym się to podoba, a jak się komuś nie podoba, to… Rozumiem, że to dla starych fanów, taka ewolucja wsteczna, KONWENCJA, i że nie bardzo można sprzedać ludziom kolejne płyty, na których jakkolwiek promuje się – czy choćby premiuje – wstrzemięźliwość i tradycyjne wartości. O.S.T.R. mógłby się ugryźć w język, skreślać wersy jak na “pośmiertnym” albumie.

Tylko czym byłoby wtedy “Arhytmogenic”?

To jasne. Instrumentalną epką Magiery.


O.S.T.R. & MAGIERA, Arhytmogenic, Asfalt

(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *