Tede & Sir Michu – NOJI? (2018)

To, że sięgam po to, co nagrał Tede, mieści się w granicach (odchyleń od) normy, może być poczytane za działania z poczucia osobliwej misji, ale to, że słucham “NOJI?” dlatego, że “SKRRRT” wydało mi się całkiem w porządku, mogłoby już martwić kogoś, kto by miał życzenie się o mnie martwić. Jednakże chodzi o wyrażenie jakiejś opinii, ale i nią nie ma się raczej co przejmować. Niemniej jednak, bez zbędnego zaangażowania w niezaangażowane dzieło jakąś wyrażę.

Artysta w wywiadzie dla TV UMCS, na który powołuje się Popkiller, opowiada o tym, że poprzedniczka była zamulona, a tutaj mamy same bangery właściwie. Nie wiem, w czym problem, może w tym, że mam problem z bangerami, ale tamten materiał wchodził gładko, a ten bardzo szybko wychodzi bokiem. Tematyka tam. Fury, szmule, hajs, buty. No i podróż – nie wiem, czy sentymentalna, muzyczna raczej nie – w lata 90., takie niezbyt refleksyjne spojrzenie na siebie sprzed lat. Trawa, Wawa, fejm, Quebo. Niby znane i lubiane tematy, zresztą one akurat nie stanowią problemu, ale jednak nie bangla. Ten luz tak… spina, maniera nawijania pana Granieckiego jest taka… zmanierowana. Te wszystkie jakże nowoczesne efekty nałożone na głos uznałbym nawet za autoironiczne i się nie czepiał, bity są… odpowiednie, ale.. No nie wiem. Pustka emocjonalna i treściowa to coś, co łatwo było przewidzieć. Takie “odmładzanie się” również. Wygląda na to, że rzecz w czymś trudno uchwytnym, skoro to w sumie to samo co ostatnio, tylko gorzej. Jak “Spalam się” i “Spalaj się” Kazika, dajmy na to. Te wszystkie nawiązania – choćby najbardziej oczywiste, jak w “Stadninie” czy “Żelipapą” – mogą bawić słuchacza, do którego całość wydaje się adresowana, czyli mającego krótszy “staż” na świecie niż Tede na scenie. Mnie ta fajność, choćby autentyczna (a przynajmniej… płynąca z serca) strasznie męczy. Przynajmniej tym razem.

Inna sprawa, że gościowi nie sposób odmówić pewnej sprawności, umiejętności zgrabnego składania wersów, w których nic się nie kryje. I tego, że nie dość, iż nadąża, to pewnie sporą część – o wiele młodszej przecież – stawki zostawia w tyle. Zapytałbym może nie o to, czy warto się ścigać, ale czy nie lepiej byłoby znaleźć konkurentów, z którymi wygrana byłaby… satysfakcjonująca? Może z Łoną? Z Eldo? Z kimś ze starej gwardii. Jestem naprawdę ciekaw, czy podołałby zadania stworzenia NORMALNEJ płyty. Umiejętności powinno wystarczyć, nie wiem, jak z zapleczem intelektualnym. Tymczasem mnie wystarczy już słuchania “NOJI?”. Ponoć to arcydzieło.

TEDE & SIR MICHU, NOJI?, Tede Enterprise


(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *