nieznane / zapomniane: Milkshop – Milkshop (2004)

Zacznę z grubej rury. W końcu najlepsze żarty wychodzą mi wtedy, gdy nie żartuję. A zatem: “Milkshop” stawiam wyżej niż dwie pierwsze płyty Portishead, których nie lubię i nie rozumiem. Z trzecią to już co innego. Nie są od siebie odległe. Choć nie wiem, czy po dzieło krakowian powinni sięgnąć ci, którym szczególnie odpowiada twórczość – niech stracę – mistrzów trip hopu. Zresztą co mnie zastanawia, gdy tylko próbowałem wskazać komuś fragment – na przykład któryś ze zjawiskowych coverów, oba przewyższające oryginały (“Nigdy się nie dowiesz” Czesława Niemena i “Wonderful life” Black) – to dowiadywałem się, jakie to słabe i daremne, a opinie były tak zajadłe, jakby któryś z członków zespołu sprawił tej osobie wielką przykrość, nadepnął w przeszłości na odcisk czy zrobił coś innego, czego nie można mu (bądź jej) zapomnieć. Nie wiem, jak było, ale jeśli o mnie chodzi, to raczej żal można kierować w moją stronę, bo za płytę zapłaciłem tyle, że w podobnej sytuacji pewien znany poeta był(by) się nabawił rozterek moralnych. I nic, że tam chodziło o Pilcha. Tak jak bez znaczenia jest swawolna spontaniczność tej notki. Mnie się podoba. I nie mam na myśli swojego pisania. Teksty utworów nie są pozbawione uroku, melancholijna aura potrafi wcale nie gorzej, a Izabela Tomczyk przekonuje bardziej niż pewna niska, przygarbiona, kopcąca szlugi blondynka.;) Przynajmniej mnie. No ale nikogo nie przekonam, nie podburzę, ale może chociaż rozbawię. Wiadomo, że zawsze da się coś wypunktować, wytknąć. Tylko że wszelkie niedostatki formalne, jakie da się dosłyszeć na płycie Milkshop, pozostają bez znaczenia. Znam osobę, która potrafiła kupić książkę, wiedząc, że jest słaba, bo decydującym kryterium okazała się… jakość papieru. Nie bądźmy jak ona. Chwalmy cudze, pewnie, ale znajmy swoje. I może na tym zakończę, bo zaczynam pisać jak ktoś, kim w żadnym razie nie jestem.

Zostawiam pojedynczy utwór. Przyjemnie kłujący. Łatwy do zapętlenia.


MILKSHOP, Milkshop, T1-Teraz

(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *