nieznane / zapomniane: Egzystencja – Spektakl bez widowni (1993)

Czasem zastanawiam się, czy przypadek odgrywa w każdej możliwej materii rolę decydującą, czy też może da się marginalizować jego znaczenie. Ot, taka kwestia: czy tamto zdanie byłoby takie samo, gdybym napisał je w dowolnym innym momencie? Czy gdyby nie poryw – porozrywanego, fakt – serca, tobym zadawał to pytanie? To samo w sobie nie jest pewnie istotne. Rzecz w tym, że gdyby nie pewien ciąg pewien ciąg przypadków, tobym pewnie nigdy nie dowiedział się o Egzystencji i “Spektaklu bez widowni”.

Tak się zbierałem dłuższy czas do tego wpisu, bo zdarzyło mi się w przeszłości popełnić jedną czy dwie notki o tej płycie, wskutek czego czuję, jakbym ułatwiał sobie sprawę, powtarzał się, a nade wszystko słuchał w kółko tego samego. Ale nieliczne głosy, jakie można po chwili poszukiwań odnaleźć, są raczej nieprzychylne. Zresztą tamte wpisy, które sam naszkicowałem, również wydają mi się teraz – gdy sięgam do zachowanych archiwów – dość… chłodne. Tymczasem to świetna rzecz. Odpowiednio zimno i melancholijna. Chwytliwa i poetycka. Oczywiście nie mogła się podobać punkom, a zespół ponoć rodowód ma właśnie punkowy, ale im nie podobała się “Nowa Aleksandria”, więc lepiej nie zaprzątać sobie tym głowy. Albo wręcz uznać potraktować jako zachętę.

I nie zrażać się łatwo. Sam początkowo nie chciałem wychodzić poza ujmująco naturszczykowskie odczytanie wiersza “Nie wierzę w nic” Tetmajera, który pozwolił mi odkryć w tym strofkach to, czego autor – podążający jedynie za trendami – raczej w nim nie zawarł. Potem ujęła mnie kompozycja “Po co ty po co ja”, która zarazem stawia mądre pytania i udziela na nie racjonalnych odpowiedzi. Można przy nim nawet potańczyć – najlepiej w złotych liściach, póki jest ku temu sposobność. Ostatecznie zaś okazało się, że słabego numeru próżno na “Spektaklu bez widowni” szukać.

Jeśli ktoś chce, może próbować. Proponowałbym, by czynić to wytrwale i uparcie. A nuż się uda. A jak nie, to może nastąpi całkowite zanurzenie. Dobrze, że są ludzie, dzięki którym ta muzyka nie przepadła zupełnie w odmętach niepamięci. Tym bardziej że podobnej ze świecą szukać.

PS: Nie mam pewności, w którym roku ukazał się ten materiał. Chciałem powołać się na dane z portalu Rate Your Music, bo tam trzeba podać źródło, ale z kolei osoba, która dodała informacje o płycie, zamieściła w przypisie… link do mojego poprzedniego blogu. No cóż. W świetle owych okoliczności będzie to może dziwne, ale nie porzuciłem owego zamiaru i jako datę wydania podałem 1993 rok.

EGZYSTENCJA, Spektakl bez widowni, Dragon


(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *