Natalia Nykiel – Bądź duży

1. Ten nudny dzień, niechlujnie w nim ty.
Autobus nie nasz, na przystanku my.
By czas zabić, gra chce sama się grać,
jej temat to mgła bezsilna jak ja, gdy milczę.

Ref. Bądź dużym chłopcem i przestań do mnie słać pytania.
Twe słowa to ciągi liczb, nie ułożę z nich równania.
Nie umiem być suką, a ty sypiesz mi piach w oczy.
Mam dosyć już chłopców, co nie potrafią mnie zaskoczyć.

2. Miesiąc już zostawiam bez słów, zwiotczałe twoje próby.
Nie chcę, byś kradł mój cenny czas na uprawianie nudy.
Ty to nie wiatr, co sprawia, że łopoczą moje żagle.
Chcę mężczyzny, co wywróci mój świat i porwie nagle.

Ref. Bądź dużym chłopcem…

Na pewno gdzieś za rogiem jest ktoś, dla kogo Bogiem
się staniesz i kto ciebie śnił wciąż tylko dla siebie.

Bądź dużym chłopcem…

Zawsze największą przyjemność sprawiało mi rozprawianie się z daną materią, kiedy miałem przeczucie, że kogoś moje osądy będą w stanie zająć. Wówczas mogłem się podjąć napisania tekstów, których normalnie nie byłbym w stanie ułożyć. Z drugiej strony, to to naprawdę paraliżujące, bowiem nie tylko wtedy, gdy się odpuści, można zawieść oczekiwanie i pokładane w nas nadzieje. Jednakże w gwałtownym porywie swoistego natchnienia postanowiłem odnieść się do łagodnej prośby, która parę tygodni odleżała, i napisać parę słów o utworze “Bądź duży” Natalii Nykiel.

Zacznijmy od tego, że czuję się skrępowany tym, co wyczytałem. Nie wiem, czy ktokolwiek powinien się wstydzić, wszak ująć w słowa można materię doprawdy wszelaką, a to wcale nie oznacza, że dana estetyka godzi w poczucie estetyki jako takie, bo o wszystkim można ze smakiem, bez pychy, ale mówimy – szeptem, ze wzrokiem wbitym w ziemię – o piosence traktującej o fizyczności w sposób nie dość zawoalowany, by był subtelny.

Dowodzenie – i wywodzenie istotny – zacząłbym od zwrócenia uwagi na przysłówek użyty w pierwszym wersie. Zanim przejdę do tytułu. Ponoć nie ma nade mnie mistrza, gdy idzie o negację, ale proszę sobie z niego wykreślić oba “nie”, a z tego, co zostanie, wyklarować cokolwiek wulgarny rzeczownik, którego można użyć w formie inwektywy skierowanej do kogoś, kto zachowuje się nieprzykładnie i sprawia nam istotną przykrość, ale także jako określenie pewnego.. no tego… narządu.

Teraz tytuł. “Bądź duży”. Do rozmiaru się nie odnoszę. Już nie. Dokonałem wprowadzenia. Chodzi – nie mnie – o to, że ma znaczenie. To “bądź”, jeśli traktować je jako czasownik, będzie wówczas nie tyle konkretnie skierowaną prośbą, ile abstrakcyjną formułą magiczną, zaklęciem. Jednak bardziej uprawnione wydaje mi się odczytanie tego jako spójnika, wówczas będzie to część hipotetycznego zdania rozłącznego, przy czym trudno powiedzieć, by było to zdanie współrzędnie złożone, gdy brać pod uwagę jego wydźwięk, skoro przedkłada się tę wielkość ponad… małość. I to nie własną.

Pójdźmy dalej. Gdy potraktować to jako jednoznaczne aluzje do aktów fizycznej realizacji miłości – czy raczej niemożności jej (pełnego?) zrealizowania – takie aluzje jak “autobus nie nasz”, “mgła bezsilna jak ja” czy tym bardziej “gra sama chce się grać” wydają się na tyle jasne, że gdybym chciał dokonywać ich dodatkowej wykładni, wykazałbym się brakiem szacunku wobec czytelnika i jego intelektualnego potencjału.

O refrenie naprawdę krępuję się pisać. Wspomnę tylko, że owe “ciągi liczb”, z których nie da się ułożyć równania, to metafora czczych przechwałek, a to, że nie da się z nich ułożyć równania, oznacza, iż “dane” nie przekładają się na rzeczywiste wielkości, tym samym nie zaspokajają oczekiwań. W kwestii wzmiankowanego w nim zaskoczenia, traktując to jako subtelny follow-up, odsyłam do ostatniej strofy tekstu utworu “On jest za duży!!!” Świntucha.

Tego, co znaczy zwrot “przestań do mnie słać pytania” i “nie umiem być suką”, proszę się domyślić bez mojego udziału. Umywam ręce.

Dalej jest bardzo… grząsko, bezpośrednio (“zwiotczałe twoje próby”, “uprawianie nudy” – bez ironii, poetyckość i jednoczesna wymowność tych określeń budzi zdumienie, już nawet nie łopotaniu żagli). Istotna jest tutaj podkreślająca wagę i moc tych słów końcowa deklaracja (siły?), wyrażona w sposób odarty z ornamentów i kamuflażu, mianowicie “chcę mężczyzny co wywróci mój świat i porwie nagle”. Można tylko się domyślać, i pytać, dokąd można dopłynąć, jeśli to żagle zostaną porwane.

“Bądź duży” staje się zarówno feministycznym manifestem, jednakże podszytym pewną taką nieśmiałością, może pruderią, jak i zaangażowaną – co przewrotne, z lekka jakby mizoginiczną – krytyką współczesnych zapatrywań i postaw. Gdzieś na przecięciu tych skrajności, w otwartej ranie, pulsuje pragnienie miłości szczerej i czystej, ideału, którego osiągnięcie wymaga czegoś więcej niźli tylko sięgania, a w rezultacie staje się nawet nie dążeniem, a pewną koncepcją. Pozostaje platoniczna miłość do idei. Poniekąd jako mechanizm obronny przed upadkiem nie tylko idei jako takiej, ale i jej nosiciela.

Aha, nawiązanie do utworu “Anioł z Bogiem” Anny Marii Jopek jest wprawdzie oczywiste, ale jedynie zaciemnia obraz, więc w toku wywodu pozwoliłem sobie je przemilczeć.


POSŁUCHAJ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *