słowa na niedzielę (#2): Zła młodzież z dobrych domów – omów motyw, odwołując się do społeczności elitarnego liceum. O “Patointeligencji” Maty słów kilka.

Przeczytałem tekst ‘Patointeligencji”. Bo czuję się tak, jakby mi coś stało na żołądku, tylko że stoi tak w mózgu. No i gość w całkiem zgrabny sposób wciela się w narratora, który poświęca kolejne linijki swoim ziomom (linijek jest dużo, ale ziomów może być dwóch-trzech, nawet gdy założymy, że literaturą są tutaj tylko zabiegi formalne), by potem wypowiadać się w imieniu zbiorowości, od której sam się alienuje (mój ziom to, mój ziom tamto – ja tylko patrzyłem). Pasuje do tego zdanie, że nie mówi o niczym, o czym byśmy nie wiedzieli. Nie widzę tam wyolbrzymiania, ale też nie widzę nic, co warto wyolbrzymiać. Nie jest to ani manifest, ani krzyk, ani żaden obraz/głos pokolenia. To raczej próba bycia w w wyrachowanej kontrze do rapu-tu-i-teraz (za kontekst mamy wcześniejsze utwory), zaznaczenie obecności, odrębności, terytorium. W rapie. Chęć uczynienia z tego, co może wykluczać ze środowiska-getta rapowego, własnego środowiska. Nowego wspaniałego świata, w którym Mata będzie mógł zakrzyknąć – za klasykiem – “oto ja i moi ludzie”. Nie umiem widzieć tego tekstu “poza” rapem właśnie. I poza nim samym. To tekst-tekst. Świat-w-tekście, z którego robi się tekst-w-świecie.  Ale czy to potrzebne i co istotniejsze – zasadne? Mata przypomina trochę kogoś, przed kim stawia się mikrofon, a w telewizyjnym pasku u dołu ekranu wyświetla, jakim ów ktoś jest specjalistą, by to, co powie, a co nie jest wiedzą tajemną, było uświadamianiem, otwieraniem oczu. Ekspercką analizą. Insiderskim wejrzeniem w to, co widać jak na dłoni. Jakbym musiał przed wyjściem z domu wysłuchać meteorologa, by wiedzieć, że za oknem jest -15 i mało łba nie urwie, więc nie ma co wybiegać raźno w t-shircie, chyba że prosto na oddział (pytanie, czy nie od razu psychiatryczny). Inteligencja z tytułu to stan umysłu, nie intelektu; posiadania, nie nabytej wiedzy czy mądrości; przedrostek “pato-” to coś, co istnieje w świecie-w-tekście, co ma przydać jego bohaterom, czyniąc ich tym samym ludźmi. Blizny, szramy i zmarszczki są w CGI (ale budżet produkcji jest duży). Ale w rzeczywistości pozatekstowej, nieliterackiej, odwzorowywanej ten kadr jest wyblakły, tak naturalnie (mijają dni, mijają lata), a w utworze “wypranie” z kolorów i brud to specjalne filtry i ziarna. Na blokach i na strzeżonych osiedlach nuda jest ta sama. W ludziach płynie krew, w młodych ludziach krew tak samo buzuje, i czas tam płynie im równie wolno, pokusy są identyczne. Jedynie dostęp do tego, co zakazane, jest inny,. Inne źródła, inne kanały dystrybucji “dóbr”. Dwie ślepe uliczki prowadzą na ten sam plac. W jednej mija się typów schowanych w brudnych bramach, którzy kitrają gramy po kiermanach, i nikt nie chce w nie zabłądzić (tutaj “zarobić” znaczy “stracić”), a bruki drugiej omiata do czysta wzrok kamer. Mata całkiem sprytnie ubiera w słowa, w wersy-slajdy, prawdy, których nie obnaża, ale są one prześwietlone. Całkiem nieźle pisze, z pomysłem, ale to są pomysły na teksty, pomysły na siebie-rapera. “Patointeligencja” jest wprawką przed rozszerzoną maturą, rymowaną rozprawkę na zadany temat. Spokojnie można pochwalić się nią polonistce. Praca na cztery z dwoma. Ale na tym etapie nie trzeba pisząc uwzględniać stanu badań.

Przepraszam za strumień. Pokój!