Łona i Webber – Śpiewnik domowy

Łona i Webber, i ich “Śpiewnik domowy”, nie trafią pod strzechy. Dwie osobistości światka rapowego nagrały kolejny osobny materiał – trochę dla siebie, trochę dla wszystkich. I co najmniej istotne, dla mnie.

Znów siadam do tekstu, nie mając notatek, szkicu ani szkieletu wypowiedzi. Dlatego podrzucę zapiski nt. singla “#nikiforszczecinski”. Szczęśliwie się zachowały, choć przy mojej gwałtowności to  wyłącznie kwestia przypadku.

Nie kumam tego Łony. Nie wiem, skąd się urwał. Z tego, co łapię, niby nawija coś o ulicy, ale robi to w dziwnym dialekcie, jakby nie znał ustalonego dawno zasobu leksykalnego, którego należy się trzymać. Sztywniutko. Nie ma wersów o ratowaniu hip-hopu, o miłosnych podbojach, o dobrych chłopakach umęczonych prze niedobrą policję i złe kobiety, o tym, kto jest jest prawdziwy, a kto nie, nawet o robieniu cashu i paleniu haszu nic… I co oni w ogóle tam mają za ksywki na blokach w tym Szczecinie? Nikifor? LOL

Liczba wypożyczonych samochodów i wynajętych modelek w klipie: zero (chyba że ten Helmut, Trabant – szesnastoletni… w dwa tysiące pierwszym). Liczba groźnych min i ujęć z machaniem rękami (ew. strzelaniem z palców): zero. Jest coś o insta, ale nie o tym, że to miejsce, w którym do Pana Rapera piszą s*** (a raczej wysyłają nudle). Ponad dwadzieścia lat na scenie, a błądzi jak we mgle (dziecko, nie wędrowiec). Bosch.

Webber wcale nie lepszy. Szkoda słów.

Lewacki, artystowski bełkot ulubieńca Gazety Wyborczej. Posłuchaj sobie Ero JWP, mordeux. To nie jest hib hob, 0/10.

W kwestii poetyk, konceptów i zamysłów odsyłam na Newonce, do wywiadu z duetem, który to wywiad, podobnie jak epka, kończy się zbyt szybko, w sposób niesygnalizowany i nagły. Dla mnie “Śpiewnik domowy” to zbiór literackich miniatur – powiastek, fantazji, dykteryjek – które swobodnie, lekko, często dowcipnie i doprawdy zgrabnie obejmują większe zagadnienia czy problemy. Sama rapowa forma zaś nie służy Łonie, by wypluwać kolejne półimprowizane wersy o imprezach, majaków na ledwie majaczący temat, tylko by o czymś powiedzieć. Zamiast mówić.

I to jego problem. Albo mój. Nawet kiedy tworzył utwory-dowcipy (w odróżnieniu od utworów-żartów jego kolegów), które bawiły choćby za dziesiątym razem, w dodatku świetnie zarapowanych, to niekoniecznie do mnie przemawiał. Tak jakby suma plusów dawała plus, ale z małym znakiem zapytania w nawiasie. Ostatnio spostrzegłem, że jego teksty świetnie się czyta. Nie dość, że są napisane (co w polskim rapie zdarza się bardzo rzadko), to jeszcze skomponowane (co w polskim rapie nie zdarza się bodaj nigdy). Prowadzone wątki zbiegają się w zaplanowanym miejscu, a sam zbieg nie jest zbiegiem okoliczności, tylko pozwala na ujęcie ogólnej prawdy o życiu, o człowieku i o świecie. I nie są to prawdy z ławki pod blokiem. Jakby forma była nie dość przystająca do skali i typu talentu szczecinianina. Albo nie dość przystępna dla skali i typu percepcji mojej. Dlatego na dystansie pełnych płyt męczyłem się, męczę, co nic nie znaczy, o niczym nie świadczy.

Teksty “Śpiewnika domowego” są gęste (nie: mętne), nasycone i sycące (nie: syczące; bo: dykcja zła). Łona potrafi być wulgarny erudycyjnie i poetycko (“Niepogoda”), umie oddać głos szafie, która nie jest szafą grającą, by pomogła mu wysnuć opowieść dla pięcioletniego syna (“No akomodejszon”) czy osnuć minipowieść pijacką wokół barier i niezrozumienia między narodami (“Stop, Nadiu”). A takie “Echo”… rezonuje. I dowodzi, że słuchamy jednego z niewielu raperów, którzy wiedzą, do czego służy mikrofon. Ale nie chcę zdradzać zamysłów, konceptów, poetyk.

Niech będzie, że to lenistwo, nonszalancja, powierzchowność ujęcia – to wszystko, czego “Śpiewnik domowy” Łony i Webbera nie zawiera na swoich stronach. I choć nie trafi na kartę “na czasie”, to warto go choćby przekartkować. To po prostu mądra i dobra muzyka. Od gości, po których takiej muzyki rozsądnie jest oczekiwać.

łona webber śpiewnik domowy
ŁONA I WEBBER, Śpiewnik domowy, Dobrzewiesz

(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz