Linkin Park – One More Light (2017)

To smutne, że sięgam po “One More Light” Linkin Park w tak smutnych okolicznościach. Robiąc to, mam jak najbardziej czyste intencje. Rzecz w tym, że płyta czekała w kolejce kilka miesięcy, ale w związku z moją własną kondycją psychofizyczną, co nie jest w najmniejszym stopniu istotne (także dla mnie), przesłuchanie jej stanowiło problem, jaki zresztą stanowi przesłuchanie jakiejkolwiek płyty, której jeszcze nie znam. Gdy pisałem jeszcze gdzie indziej, potrafiłem się w ten sposób “zaciąć” całkowicie na długie tygodnie, mimo że miałem chęć poznać coś nowego. Ale nie. Zapętlałem w kółku kilka płyt, które znam na pamięć.

Z twórczością grupy Chestera Benningtona było mi nie po drodze w takim sensie, że te drogi jakoś nigdy się nie zbiegły. W czasach – powiedzmy – gimnazjalnych, kiedy moje zainteresowanie muzyką było jeszcze dość płytkie, ale zacząłem sięgać po dźwięki teoretycznie cięższe, wybór padał raczej na takie grupy jak Slipknot czy System of a Down. To raczej dzieło przypadku niż wynik faktycznych preferencji. Jeszcze wcześniej, ale niewiele, podobały mi się pojedyncze single grupy, promujące pierwsze dwie płyty, które znałem z radia i możliwe, że nawet któryś utrwaliłem sobie wówczas na taśmie, co by oznaczało, że naprawdę mi się podobał.

Ostatnio w prasie, przy okazji recenzji “One more light”, wyczytałem, że “In the end” to jeden z najpiękniejszych utworów wszech czasów (przytaczam z pamięci). Byłem zdziwiony tym, że dziś, w 2017 roku, ktoś, kto w dodatku pisze o muzyce, może tak uważać, w końcu to takie… niepopularne, ale to też dla mnie osobiste rozgrzeszenie. Skoro ktoś wyjątkowo ceni taki utwór, o czym informuje dziesiątki tysięcy czytelników, to i ja mogłem jakieś piętnaście lat temu…

Później, jak mogę ocenić na podstawie bardzo pobieżnego kontaktu z twórczością Linkin Park, muzycy okrzepli i dojrzeli, ale też ich muzyka stała się chyba nieco mniej wyrazista. Nie wiem, czy wolta, jakiej na ostatniej (czyżby definitywnie?) płycie dokonali, to próba uporania się z tym stanem rzeczy. Nie posądzałbym zespołu o cynizm, bo cynicznie to mogliby wrócić do korzeni, kiedy zapewne sięgali szczytu popularności. Od nu metalu, a nawet od alternatywnego rocka, do electropopu jest… kawałek. Tak samo nie uważam, by “One More Light” było tak złą płytą, jak wynika z jej odbioru. Dziwnie używać teraz określeń, jakie oddawałaby jej charakter, bo “lekka” czy “wakacyjna” naprawdę brzmią… ponuro. Właściwie gdyby nie charakterystyczny głos Chestera Benningtona, trudno byłoby poznać, że to Linkin Park. To samo w sobie jest raczej zaletą niż wadą, bo cenię artystyczne nieskrępowanie, wolność wyrazu, która powinna być motorem twórczego działania. Wiadomo, że nie usprawiedliwia to prób ewidentnie nieudanych, ale mimo wszystko, jak wspomniałem, nie uważam, by ta płyta odstawała chociażby od tego, co możemy usłyszeć w komercyjnych rozgłośniach radiowych. Może dlatego, że ich nie słucham?;) Ale naprawdę. Dodatkowo ta muzyka jest nieinwazyjna, w pewien nieosobliwy sposób przyjemna. Kojarzy mi się troszkę z Owl City, tylko że Owl City – w odróżnieniu od Linkin Park – słuchać się absolutnie nie dało.

Ujmę to tak: może nie ma tu nic, co mogłoby szczególnie ująć, ale też nie wiem, dlaczego “One More Light” jest tak… gnojone. Czyżby wszyscy stali się nagli fanami zespołu, którzy oburzają się na zerwanie z rockową czy metalową stylistyką? Każdy chce muzyki trudnej, wymagającej albo przynajmniej “elitarnej” i “niszowej”? Albo to wina Internetu, bo teraz dobrze upatrzyć sobie jakiś cel, na którym można się wyżyć? Nie wiem. To taka płyta, która zasługuje na ocenę ze środka skali.

A na wysokości utworu tytułowego pomyślałem, że naprawdę szkoda, iż więcej nie usłyszymy tego głosu…

LINKIN PARK, One More Light, Warner Bros.


(skala ocen: 0.5-5.0)

One Comment

  1. M Marzec 25, 2018

    Wszyscy jeżdżą po tym albumie, że aż niedobrze się już robi. Dajcie sobie na luz. Płyta nie spełniła oczekiwań, jasne, bo jak artysta chce coś zmienić w życiu i nagrać w tym przypadku płytę Popową, to już nie wolno ? I te dogryzki, że to „słaby rock” ” można docenić twórczość Justina Biebera” Serio ?! Jak dla mnie One More Light jest kolejnym dobrym albumem. Może kiedyś sam napiszę recenzję. Te wszystkie recenzje są nudne, kopiuj wklej, inni jadą po Linkin Park, to ja też nie będę gorszy, bo ? Nie będę profesjonalny ? Nie wiem o co chodzi, fajnie jednak, że są ludzie, którym się podoba i ja się do tej grupy zaliczam. Zgadzam się z Panem, szczególnie z końcowym zdaniem.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *