Lil Masti – Illuminati (2019)

O-o-o-o-UCH!

“Płyta zawiera trzynaście utworów – trzynaście stopni wtajemniczenia. Każdy numer niesie za sobą przesłanie i prawdy, którymi Lil Masti otworzy Ci oczy na świat”.

Fenix: “na końcu nic, tylko proch”, “prochem jesteś, w proch obrócisz się”, “nic nie trwa wiecznie”;
Illuminati: “nigdy z prądem, lecz pod prąd”;
Zaprogramowana: “z wielkiej chmury wielki deszcz”, “napisz się na nowo, usuń błędy i wyczyść dysk”, “zwalcz wirusy, oczyść się, zaprogramuj każdy dzień”, “bądź kimkolwiek tylko chcesz”;
Złota fala: “da się inaczej, chcieć mocniej, widzieć dalej”, “zostaw to, co stare, na nowe otwórz się”, “stwórz sezon burz w swoim życiu”, “nie stój, weź się rusz”, “zakop topór”, “zdmuchnij kurz”
1 dollar: “co dla ludzi jest fortuną, dla mnie tylko jeden krok”;
Reset: “nie stać – tańczyć”; “daj dziś ponieść się”, “skacz, nim przyjdzie dzień”;
Toxic love: “yeah, yeah, yeah”;
Szafa łez: “bo to łzy, bo to lęk, bo to gniew stworzyły tak naprawdę mnie”;
Transerfing: “zero zmartwień, wieczny chill – uwierz, możesz też tak żyć”, “po co tak męczyć się, harować dzień za dniem”, “otwórz się na szczęście”, “życie to surfing – sam wybierasz falę”, “twe marzenia blisko są, chwyć je tylko w swoją dłoń”;
Ja, matka: “obudź się”;
Trzecie oko: “nie wystarczy tylko para oczu, by dostrzec w ludziach blask”, “każdy człowiek to potencjał”;
Fame: “nieważny jest lęk, bo liczy się cel”, “wciąż do przodu, nigdy w tył”;
Zmiennokształtna: “jeśli mówią, że nie możesz, jeszcze głośniej krzycz”, “kiedy piszą >>to już koniec<<, przed siebie dalej idź”, “nie patrz się na innych”, “do samego końca wierz”, “nie zatrzymuj się”, “obudź w sobie światło”, “nie stój – biegnij”, “obudź swe talenty”, “nie śpij – biegnij”, “życie weź do ręki”, “marzenia przekuj w cele”, “jak reżyser postaw siebie na pierwszy plan”.

A recenzja? No cóż, Lil Masti śpiewać nie potrafi, nie da się ukryć (ani dobrze zamaskować – mimo rozpaczliwych wręcz prób producentów), wszystkie mądrości wynotowałem powyżej. Być może za dziesięć lat ktoś napisze, że “Illuminati” było “Trans misją” drugiej dekady dekady XXI wieku, i to jedno z niedocenionych dzieł polskiej popowej elektroniki. Okaże się, że Lil Masti to Stachursky w spódnicy (w krótkiej spódniczce?); łączy w sobie to, co decyduje o wyjątkowości obojga artystów (klubową zadziorność z kosmiczną transcendencją?), z dużą pewnością siebie, która w połączeniu z nieco coachingowymi tekstami może być wartościowa, pomóc osobom, które poszukują inspiracji i odwagi. jakiegoś drogowskazu, I że przeszła długa drogę: od seksvlogerki (?) do kobiety, która odcięła się od bycia ekspertką tylko w jednej dziedzinie, stając się tym samym artystką, której prostą życiowa mądrość, jak najlepiej rozumianą, udało się ująć w formie zgrabnych, chwytliwych, sprawnie zrobionych, atrakcyjnych i przystępnych dla każdego utworów.

A dziś? No cóż. To płytkie, puste, męczące, niewygające angażowania szarych komórek piosenki, pełne banałów i prawd, które trudno formułować bez poczucia wstydu, jeśli nie jest to jakaś wielopoziomowa postironia, o którą w tym przypadku nie umiem nikogo posądzić. Z drugiej strony, słyszałem dużo gorsze płyty w tym roku. Ta po prostu sobie jest. Po sesji z nowym Bedoesem może się wręcz wydać małym arcydziełem.


LIL MASTI, Illuminati

(skala ocen: 0.5-5.0)