Lekcja WOS-u na zastępstwie

Lao Che nie było mi kiedyś obojętne. Żadna trudna miłość, może i nie wielka, raczej zauroczenie, które powoli, wraz z kolejnymi płytami, słabło, wygasało, ale zawsze coś prawdziwego. Koncepty stawały się coraz mniej pomysłowe, a bardziej wykoncypowane, muzycy wyobraźnię i odwagę zastąpili konformizmem i bojaźnią, nawet “Dzieciom”, wyraźny przykład zwyżki formy, pozwolił jedynie przez moment poczuć i zrozumieć, skąd się wzięła moja sympatia.

Słuchając “Wiedzy o społeczeństwie”, mam skojarzenie z Kultem. Jasne, Kazik upadł bardziej spektakularnie, mimo że spalał się w atmosferze wewnętrznych skandalików długo, właściwie od początku XXI wieku, parokrotnie próbował zwiększyć pułap lotu, co ostatecznie tylko komplikowało sprawę, ale Lao Che startowało z równie wysokiego pułapu (niedoścignione “Gusła”), a wydaje się mieć podobny problem co flagowy okręt Staszewskiego o nazwie Kult. Płocczanie zamknęli się w niszy, którą być może sami (dla siebie, co istotne!) stworzyli, i choć pewnie czują się w niej bezpiecznie, a także marketingowo jest to rozwiązanie sensowne, to jednak ceną za rozpoznawalność jest to, że traci się impet, pozbawia elementu zaskoczenia. Zapewne Hubert Dobaczewski z kolegami nie są tak odcięci od tego, co dzieje się w muzyce, tak sądzę, tylko szkoda, że tego nie słychać.

Płyta jest w pewnym sensie zaangażowana społecznie, i to od dobrej strony, choć samo zaangażowanie stanowi także jej słabość. Teksty, wykazujące pewną wrażliwość na faktyczne problemy, jednocześnie drażnią manierycznością (zmanierowaniem?), przez co marnuje się ich potencjał. Żonglerki słowne wychodzą nieco pokracznie, a żarty, aluzje i przywoływanie różnych kontekstów tylko osłabia to, co w nich faktycznie istotne. Właściwie same tytuły utwory, gdy tylko je omieść wzrokiem, nieco żenują.

Nie lubię omawiać poszczególnych utworów, odnosić się do nich, opisywać. Może to lenistwo, może zblazowanie, może coś innego. W przypadku recenzowania – niekoniecznie udanego – takich płyt jak “Wiedza o społeczeństwie” byłoby to wręcz przewrotne, przekłamujące. Chyba że “wyróżnić” na przykład trywializującą “Baśń tysiąca i jednej nocki”, przy której kiwam głową z niedowierzaniem i dezaprobatą. Przypominają mi się czasy szkoły podstawowej, kiedy delegacja z miejscowej filharmonii co jakiś czas edukowała nas muzycznie, ilustrując stosownie słowne opowieści. Podobny poziom wyrafinowania i subtelności.

Nie wydaje mi się, by ktokolwiek, kto nie jest fanem zespołu, miał powód, by sięgać po jego nowy krążek. Nikomu nie bronię, to oczywiste, ale jeśli komuś do tej pory się nie widziało, to i teraz nic w tym nie ujrzy. Jeśli ktoś wcześniej nie wi(e)dział, to niech lepiej rzuci okiem i nadstawi ucha na pierwsze trzy płyty. A gdyby się spodobało to, co tutaj, to poprzednio, czyli na “Dzieciom”, było to samo, tylko dużo lepiej. Także jako materiał do pogłębienia wiedzy ze wskazanego w tytule przedmiotu zda się… na niewiele. Być może Lao Che kieruje swoją twórczość do tych słuchaczy, dla których alternatywą jest to, co puszczą w Trójce. Wtedy – nikogo nie obrażając – będzie to wybór wciąż całkiem sensowny. Bo lepiej wybrać źle niż gorzej (niż źle).

LAO CHE, Wiedza o społeczeństwie, Mystic



(skala ocen: 0.5-5)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *