Kubi Producent – +18 (2019)

Kubi Producent, odpowiadający za bity na obu płytach Bedoesa, nagrał album producencki. Czy za kilkanaście lat będziemy wymieniać “+18” jednym tchem z “Laboratorium” i “Dobrą częstotliwością”?

Eheh, no nie sądzę.

[stopka z oceną, koniec tekstu]

A może chociaż tekst “Jezu Chryste, Kubi!” przejdzie do lirycznego rapkanonu?

Ech.

No albo dobrze, wymienię ksywki: Żabson, Young Multi, White 2115, Kaz Bałagane, Kizo, Major SPZ, Szpaku, Kosa, Vic, Beteo, ReTo, Siles, Alcomindz Mafia, Szopen, Beteo, Blacha, Kuqe 2115, PlanBe, schafter, Bezczel, KaeN, Ptakova, Gedz, Jan-rapowanie, Solar, Flexxxy2115, Sapi, Zeamsone, Białas, Borixon, Malik Montana, Adi Nowak, Coals.

Rozmach? Rozstrzał stylistyczny? A może czysty marketing? “Linia programowa” i główny target wydają się określone, ale wystarczy rzut oka, by dostrzec kilka wyuczonych ukłonów w stronę pełnoletniej i niekoniecznie (t)rapowej publiki. Jeśli jednak ktoś taki, skuszony obecnością chociażby Coals (!!), chciałby wyłowić kilka pereł z tego morza/zalewu, to raczej tylko się umęczy i umorusa.

Bo co tutaj mamy? Jakieś postemocje, nie wiem co, tak autentyczne jak autotune, który jest tu w (nad)użyciu. To sprawia, że kilkadziesiąt wyliczonych wcześniej ksywek szybko zlewa się w jedną. I ziewa się tylko. Od tej emfazy robi się gorzej, od niektórych wersów – niedobrze. Być może głos pokolenia, które ma “na fonie foldery pełne wspomnień”, trzeba tak przetworzyć, by coś oddała. Może to typ wrażliwości, który przemawia do nastolatek słuchających na zmianę Rihanny i Drake’a (takie nawiązanie do kawałka “Bad boy”, żeby nie było, że nie sięgnąłem po płytę), w czym nie ma nic złego, bo o co tu się gniewać? Czy kilkanaście lat starsi zawodnicy, których uważa się dziś za ojców rapu w Polsce, mieli swego czasu więcej do powiedzenia od tych gości, nie byli tak zapatrzeni na to, co jest na topie za oceanem?

Można narzekać, że to ciągle o ćpaniu i pannach, o jaraniu i piciu, o hajsie i sławie, wszystko poprzetykane konwencjonalnym i pewnie nieopłaconym product placementem, ale tamci wcześniej, co rapowali nie o hotelowych pokojach, tylko o osiedlowych ławkach, jacyś lepsi nie byli (i nadal nie są). Być może po prostu defetyczny romantyzm był mi bliższy od cekinowego cynizmu i tylko do tego to się sprowadza. Kubi sprawnie klei te swoje lepkie bity, ci wszyscy ludzie klecą jakieś wersy, czasem tylko głupie, niekiedy pociesznie zabawne, ale bywa, że i szkodliwe, szowinistyczne, (nad)zwyczajnie niesmaczne (no nie wiem, o – uch! – nadziewaniu choćby czy takie jak “ta twoja dziewczyna ma w sobie ogromną pokorę, ty typie / bo zawsze jak dostaje liścia, to nastawia drugi policzek” Białasa), ale “+18” jest właściwie takim składakiem, stanem rodzimej rapsceny w 2019 roku. Chodziło o coś więcej? Chodziło o… cokolwiek? Nie sądzę, ale też nie osądzam.

Chciałbym tylko, żeby ktoś umiał przełamać konwencję, to (z) nią się zabawić, ją wykorzystać. Traktując ją tak przedmiotowo jak “tematy” w ramach niej “zaliczane”. Tutaj się tego nie doczekałem. Ale że całej winy nie ponosi gospodarz, który z samej roboty producenckiej wywiązał się poprawnie, to ocena będzie nawet wyższa niż byłaby bez słuchania.


KUBI PRODUCENT, +18, Sony

(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *