Kubańczyk – Cały ja

Kubańczyk – Cały ja
kubańczyk - cały ja
Czasem myślę, że pewne polskie rapowe płyty mógłbym recenzować w ciemno, nie sięgając po nie (co zaoszczędziłoby mi trochę czasu), a na trzy kwadranse wrzucić sobie na słuchawki substytut w postaci audiobooka z jakąś bajką dla dzieci, Przynajmniej rozwinąłbym wyobraźnię i poszerzył słownictwo, dowiedział się czegoś o świecie. A tak to…

Kubańczyk jest postacią z youtubowego uniwersum Kruszwila – obok Kamerzysty. Ochroniarzem. Nie wiem, czy jest ich więcej, tych postaci, ale jeśli tak, to mam nadzieję, że dla dobra polskiej muzyki będą żyć i tworzyć w obrębie świata, który wykreowali.  Tamtego kontentu bowiem nie ruszam, a taki rap nie sprawi, że będę kontent. Nie ma (za)wartości.

Kubańczyk to taka “uliczna” wersja White’a 2115. Jeśli jakimś cudem miałbym porównać tego MC z dziesiątkami innych, którzy różnią się jedynie ksywkami. Ta płyta – wywołująca przez tytuł skojarzenie… z Tymonem – mogłaby się nazywać “Komunały i kocopoły” – jak 80% nowych polskich rap płyt głównego nurtu. To znów opowieść o dobrym chłopaku, który wiele przeżył i jeszcze więcej widział, a teraz spełnia marzenia, robi rap, robi hajs, odbija od fałszywych, nie zapomina o ziomkach i osiedlu, jest smutny i cierpi, ma depresję, pieniądze nie dają mu szczęścia, jego dieta składa się z xanaxu i trawy, a jedyną pozytywną (rzeczywistą) postacią kobiecą w jego świecie jest mama (kobieta – obiekt uczuć, nie obiekt seksualny – jest tradycyjnie fantazmatem), Do tego dostajemy przekaz w postaci garści coachingowych banałów dla… sam nie wiem dla kogo.  A na featach czołówka sceny: Popek, Bajorson, Filipek, Kartky.

Wow.

Z drugiej strony, ziewanie zapewnia pewien wyrzut dopaminy. A ziewałem często i długo. Dużo ciekawsze byłyby storytellingi o porannych wyprawach do sklepu po bułki. Sam gdybym nawinął kawałek o tym, że śniła mi się tej nocy dziewczyna, która czyta te rapowe recenzje, bo lubi rap (w odróżnieniu ode mnie, to znaczy ja też lubię – rap i ją), to i on mógłby być bardziej absorbujący od tych tutaj. Mimo że sam sen nie zostawił we mnie nic. Czuję tyle, ile ona. Nawiązując do słów poety, już nawet złości powoli we mnie nie ma. W tym śnie chociaż ją próbowałem wzbudzić…

Cały ja. Ale wróćmy do Kubańczyka. Tak jakby nie było poprzedniego akapitu.*

A wszystko to na takich bitach, jakbym odpalił nielegal z głębokiego podziemia, z dość odległej przeszłości, ale ktoś nie dość, że chciał go sprzedać, tu i teraz, to jeszcze jako całość. Poziom i jakość nawijki im odpowiada – choć niekoniecznie odpowiada mnie – bo to typowe sztukowanie słów do rytmu, dobieranie pierwszych lepszych do rymu, zupełnie bezpłciowe podśpiewywane refreny. Z drugiej strony, muszę uczciwie przyznać, że mówimy o gościu ze straży przybocznej mikrego youtubera (o ogromnych zasięgach), a więc o kimś, kogo według lepiej zorientowanych w środowisku osób nie można chyba nazwać raperem. A jednak nie jest od wielu z nich gorszy. Ani lepszy.

Cóż. Aż chce się zacytować wersy kawałka “Z Tobą”, by jednocześnie mieć za sobą (rym!) i płytę, i tekst: “nie musisz mówić, tak dobrze znam cię / na pamięć, naprawdę”.

* [właśnie spojrzałem, że poprawiając skończony tekst, ten dygresyjny fragment, słucham Manes, zaraz potem Grechuta śpiewa Gałczyńskiego – przypadek, proszę pani? “file it under fun from the past” – podpowiada mi chwilę później Marianne Faithfull]


(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz