Kto się boi Jana Stracha?

Ponoć mógłbym być drugim Goebbelsem. Z zastrzeżeniem, że o NIECO innych poglądach. Nie trzeba jednak większej sprawności – czy to umysłowej, czy to w operowaniu prawdą – żeby połapać się, iż istotą propagandy jest także… cisza. Jeśli ktoś, kto kreuje rzeczywistość, pewne jej aspekty przemyślnie przemilcza, to one nie istnieją. Stąd pytanie, jakie postawiłem w tytule, było moją pierwszą myślą, gdy sięgałem po “Wygaszacz ekranów”.

Chciałbym nie odbiec zbyt daleko od tematu, bo to, co u innych nazywam bojaźnią, u mnie jest bojaźliwością. Jan Strach (obecnie tworzący jako Jan LF Strach, co jeżeli dobrze odczytuję, jest “pseudonimem” o charakterze ideowo-deklaratywnym) to nie jakaś anonimowa postać. Nie twierdzę, że poznałem cały jego muzyczny dorobek, zawarty na gargantuicznej wręcz liczbie płyt, ale jakoś się rozeznałem. Ta nowa, przy całym nieskrępowaniu jakimikolwiek konwencjami, jest jakby natchniona aurą rozgoryczenia, wciąż tłumionego, które wydaje się podobne uczuciu, jakie mam, nie mogą wpłynąć na pewne obszary cudzej (nie)wiedzy, gdy piszę o czymkolwiek. W elektronicznej zawierusze, jaka co rusz rozpętuje się na tej płycie, nietrudno odnaleźć urokliwe melodie (głównie w dawkowanych aż nazbyt oszczędnie partiach wokalnych), do których ten pan zawsze miał ucho, rękę i łeb. To takie droczeniem się ze słuchaczem, choć ten może przyjąć, że piękna tu nie uwidzi. Teksty są lekko poetyzujące, mimo ich absurdalno-humorystycznego charakteru. Nawet pewien flirt z rapem nie kończy się fochem i koszem ze strony stylistyki, do której Jan Strach czyni umizgi. Wszystko jest w porządku.

Dlatego nie wiem, skąd zmowa milczenia. Nietrudno znaleźć i wskazać bardziej hermetyczne wydawnictwa, które mimo wszystko – albo może właśnie dzięki… elitarności? – cieszą się zainteresowaniem i estymą. Przynajmniej w środowisku osób, które często piszą, a czasem nawet słuchają. A tutaj mamy przypadek takiego trafienia w niszę, że… Nawet tak nieuporządkowany, osobliwie ekstrawertyczny album rządzi się bardziej rozumnym porządkiem niż cała sytuacja, o której próbuję pisać, będąc przy tym adwokatem w niczyjej sprawie. Nie twierdzę, że “Wygaszacz ekranów” jest epokowym dziełem, które epoka właśnie zdaje się lekceważyć, ale o samą pozycję artysty, i być może związaną z tym kondycję tegoż. Bardzo konkretnego artysty. Więc jeśli się nie boisz, a bać się nie ma czego, nadstaw ucha i przekonaj się, że strach ma wielkie oczy.

Posłuchać można tutaj.

jan lf strach

JAN LF STRACH, Wygaszacz ekranów, Underpolen

3.0

(skala ocen: 0.5-5.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *